Reforma UE: "My, obywatele Europy, wzywamy do zmian w instytucjach i kierunkach polityki"

T-Dem (Paris)

Aby naprawić UE i uczynić ją bliższą obywatelom, ponad 120 europejskich intelektualistów i przywódców politycznych przyłączyło się do proponowanego przez grupę francuskich ekonomistów i prawników manifestu postulującego nowy model społeczny. Ten bardziej sprawiedliwy i bardziej trwały model opiera się na budżecie dążącym do zniwelowania nierówności między krajami. Miałoby go uchwalać zgromadzenie demokratycznie wybrane przez Europejczyków.

My, obywatele Europy wywodzący się z różnych krajów i różnych środowisk, apelujemy dziś o dogłębne zmiany w instytucjach i kierunkach polityki europejskiej. Niniejszy Manifest zawiera konkretne propozycje oraz przede wszystkim projekt traktatu o demokratyzacji i projekt budżetowy, mogące bez zmian zostać przyjęte i wdrożone przez kraje, które wyrażą taką chęć. Żadne państwo nie będzie mogło ograniczać tych krajów dążących do dalszej integracji. Wszyscy obywatele i obywatelki Europy, którzy się z nim utożsamiają, mogą go podpisać na stroniewww.tdem.eu. Każdy ruch polityczny może go dopracowywać i ulepszać.

Po ogłoszeniu Brexitu i wyłonieniu eurosceptycznych rządów w kilku krajach członkowskich nic już nie wygląda tak jak poprzednio. Nie możemy z założonymi rękami czekać na wyjście kolejnych państw z Unii i dalszy demontaż integracji, nie dokonując w Europie zasadniczych zmian.

Nasz kontynent jest teraz uwięziony między młotem a kowadłem, z jednej strony osaczają go ruchy polityczne, których jedynym – wdrażanym już – postulatem jest polowanie na cudzoziemców i uchodźców, z drugiej zaś pseudoeuropejskie partie, które trwają w przekonaniu, że rygorystyczny liberalizm i ogólne zwiększenie konkurencji (między państwami, firmami, regionami i jednostkami) wystarczą, by opracować program polityczny, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie brak ambicji społecznej jest pożywką dla poczucia odrzucenia.

Niektóre ruchy społeczne i polityczne starają się przerwać tę destrukcyjną debatę, stawiając na polityczną, społeczną i ekologiczną odbudowę Europy. W końcu

w Europie, na 10 lat po kryzysie, nie brakuje spraw wymagających zdecydowanych działań: zbyt małe inwestycje w struktury sektora publicznego, między innymi

w szkolenia i badania naukowe, nasilenie się nierówności społecznych, przyspieszenie globalnego ocieplenia czy też kryzys związany z przyjmowaniem imigrantów

i uchodźców. Ruchy te często jednak nie potrafią przedstawić konkretnych projektów alternatywnych, czyli dokładnie opisać, jak w przyszłości chcieliby uporządkować Europę i jak miałoby w niej wyglądać demokratyczne podejmowanie decyzji.

My, obywatele Europy, za pomocą tego manifestu, traktatu i projektu budżetowego, wyciągamy na światło dzienne konkretne propozycje. Nie są one doskonałe, ale mają rację bytu: każdy będzie miał możliwość ich ulepszania. Opierają się one na prostym przekonaniu: Europa musi stworzyć swoim obywatelom jedyny w swoim rodzaju model sprawiedliwego i długotrwałego rozwoju społecznego, a może jedynie ich do tego przekonać poprzez odejście od niejasnych i rzucanych na wiatr obietnic. Europa przekona do siebie swoich obywateli tylko wtedy, gdy udowodni, że jest w stanie stworzyć więzy solidarności między Europejczykami i sprawić, by najwięksi wygrani globalizacji uczciwie przyczynili się do finansowania dóbr publicznych, których Europa dziś tak bardzo potrzebuje. Innymi słowy, Europa musi sprawić, by duże korporacje dokładały więcej niż małe i średnie przedsiębiorstwa, a najbardziej zamożni podatnicy więcej niż ci najubożsi – dziś wygląda to zupełnie inaczej.

Nasze propozycje opierają się na idei stworzenia budżetu demokratyzacji, omówionego i przegłosowanego przez suwerenne Zgromadzenie Europejskie, które sprawi, że Europa będzie miała w końcu władzę publiczną, dzięki której będzie w stanie natychmiast zmierzyć się z najpilniejszymi wyzwaniami w Europie i wytworzyć szereg dóbr publicznych w ramach zrównoważonej i solidarnej gospodarki. W ten sposób będziemy mogli w końcu nadać sens obietnicy zapisanej już w traktacie rzymskim, w którym mowa o „dostosowaniu warunków życia i pracy w drodze postępu”.

Jeżeli Zgromadzenie by na to przystało, budżet ten byłby finansowany przez będące konkretnym znakiem owej europejskiej solidarności cztery duże podatki europejskie, które zostaną nałożone na zyski dużych firm, wysokie zarobki (powyżej 200.000 euro rocznie), duże majątki (powyżej miliona euro) i emisje dwutlenku węgla (z minimalną ceną 30 euro za tonę, z perspektywą corocznego podwyższania tej kwoty). Gdyby zgodnie z naszą propozycją budżet ten kształtował się na poziomie 4% PKB, mógłby on wówczas finansować badania naukowe, kształcenie i europejskie uczelnie. Ten ambitny program zmieniłby nasz rozwój, sfinansowałby przyjęcie migrantów oraz wspierałby podmioty tej przemiany, ale także zwiększyłby swobodę budżetową dla członków Unii w celu zmniejszenia podatków ciążących na zarobkach i konsumpcji.

Projekt traktatu o demokratyzacji (www.tdem.eu) wyraźnie mówi, że nie chodzi o stworzenie „transakcyjnej Europy”, która miałaby na celu odbierać pieniądze bardziej „cnotliwym” krajom, by dawać je tym mniej rozwiniętym, ponieważ ogranicza różnicę między wydatkami i wpływami danego państwa do progu 0,1% jego PKB. Próg ten zostałby zwiększony, gdyby wypracowano konsensus w tym zakresie, ale prawdziwe wyzwanie polega na czym innym: chodzi przede wszystkim o zmniejszenie nierównościwewnątrz poszczególnych państw i zainwestowanie w przyszłość wszystkich Europejczyków, począwszy oczywiście od tych najmłodszych i bez faworyzowania jednych państw w stosunku do innych. Założenie to nie uwzględnia jednak wydatków i inwestycji niezbędnych do zrealizowania celów będących we wspólnym interesie, przynosząc korzyść wszystkim krajom. Chodzi tu na przykład o walkę z globalnym ociepleniem. Jako że ten budżet demokratyzacji pozwoliłby sfinansować europejskie dobra publiczne, na których zyskałyby w podobny sposób wszystkie państwa członkowskie, doprowadziłby on de facto do konwergencji między europejskimi państwami.

Musimy się pospieszyć, ale musimy też wydostać Europę z kleszczy technokracji. Dlatego proponujemy stworzenie Zgromadzenia Europejskiego, które będzie forum do omawiania i przyjmowania nowych europejskich podatków, jak i budżetu demokratyzacji, początkowo bez konieczności zmiany wszystkich europejskich traktatów.

Rzecz jasna potrzebny będzie dialog pomiędzy owym Zgromadzeniem Europejskim a obecnymi instancjami decyzyjnymi (w szczególności z Eurogrupą, w której co miesiąc nieformalnie spotykają się ministrowie finansów strefy euro), ale to ona, w razie braku porozumienia, miałaby ostatnie słowo. Od tego zależy, czy stanie się platformą, w której powstanie nowa, wielonarodowa przestrzeń polityczna, w której partie, ruchy społeczne i organizacje pozarządowe mogłyby wreszcie odzyskać kontrolę. Od tego również będzie uzależniona jego efektywność, bowiem chodzi przecież o wydostanie Europy z wiecznej zachowawczości w negocjacjach międzyrządowych. Nie zapomnijmy, że zasada jednomyślności w kwestiach związanych z opodatkowaniem, która aktualnie obowiązuje w Unii Europejskiej, od lat blokuje przyjęcie jakiegokolwiek podatku europejskiego i napędza nieustanne wykorzystywanie dumpingu podatkowego przez bardziej zamożnych i mobilnych. Pomimo górnolotnych wystąpień polityków wciąż on istnieje i będzie istniał, dopóki nie powstaną nowe zasady dotyczące podejmowania decyzji.

Jako że to Zgromadzenie Europejskie będzie decyzyjne w sprawie przyjmowania nowych podatków i będzie mogło ingerować w pakt demokratyczny, podatkowy i społeczny państw członkowskich, należy wprowadzić do niego parlamentarzystów krajowych i europosłów. Przyznając tym pierwszym ważną rolę, przekształcimy de facto wybory parlamentarne w wybory europejskie: posłowie zasiadający w parlamentach krajowych nie będą już mogli zrzucać odpowiedzialności na Brukselę i nie będą mieli innego wyboru niż wytłumaczyć wyborcom projekty i budżety, o które zamierzają powalczyć w Zgromadzeniu Europejskim. Gromadząc wszystkich posłów krajowych i europosłów w jednym Zgromadzeniu, wytworzylibyśmy nawyki współzarządzania, które dziś są widoczne tylko wśród głów państw i ministrów finansów.

Dlatego właśnie w traktacie o demokratyzacji dostępnym nawww.tdem.eu proponujemy, aby posłowie wybrani do parlamentów krajowych z państw, które przyłączą się do traktatu (proporcjonalnie do ludności krajów i poparcia grup politycznych), stanowili 80% członków Zgromadzenia Europejskiego, a pozostałe 20% zostało wyłonione spośród obecnych eurodeputowanych (proporcjonalnie do siły frakcji politycznych). Ich wybór powinien być przedmiotem szerokiej debaty. Nasz projekt mógłby równie dobrze się sprawdzić z mniejszą proporcją posłów parlamentów krajowych (na przykład 50%). Ale według nas, gdyby ich udział był zbyt ograniczony, Zgromadzenie Europejskie nie miałoby wystarczającej legitymacji demokratycznej i nie byłoby w stanie przekonać w takim samym stopniu wszystkich obywateli Europy do nowego paktu podatkowego, a brak spójności między wyborami krajowymi i europejskimi mógłby prędko doprowadzić do upadku inicjatywy.

Teraz musimy zacząć sprawnie działać. Choć wskazane jest, żeby wszystkie państwa Unii szybko dołączyły do inicjatywy i najlepiej byłoby, gdyby cztery największe kraje strefy euro (które razem stanowią ponad 70% PKB i łącznej ludności strefy) przyjęły go natychmiast, to projekt został stworzony po to, by móc zostać prawnie i ekonomicznie przyjęty i wdrożony bez względu na to, ile krajów do niego dołączy. Ten punkt jest kluczowy, ponieważ umożliwia krajom i ruchom politycznym wyrażenie chęci pójścia naprzód poprzez przyjęcie tego projektu lub jego ulepszonej formy już teraz. Apelujemy do wszystkich o podjęcie wyzwania i wzięcie udziału w szczegółowej i konstruktywnej dyskusji na temat przyszłości Europy.

Tłumaczenie - Alexandra Krynicka

Factual or translation error? Tell us.