Przed obecnymi wyborami europejskimi to obywatele Europy przejęli pałeczkę: są na ulicach Europy, organizują demonstracje (takie jak Europejski Maj lub #oneEuropeforAll – Jedna Europa dla Wszystkich), pokazy („Alternatywy Europejskie”), oferują młodym ludziom darmowe podróże pociągami przez Europę, publikują manifest po manifeście (VoxEurop,EuropaNow!, apel Civico Europa w sprawie nowego europejskiego odrodzenia i wiele innych), tworzą partie międzynarodowe (Volt, DiEM25, European Spring) i zaznaczają swoją obecność na rynkach całej Europy w każdą niedzielę o 14:00, takimi działaniami jak np.PulseofEurope. Wirtualne europejskie paszporty są rozsyłane online przez austriacki zespół rockowy Bilderbuch wraz z niemieckim komikiem Janem Böhmermannem.

Podczas tych wyborów do Parlamentu Europejskiego nastąpiła bezprecedensowa mobilizacja ludności i wydaje się, że skutkuje: 46 proc. polskich obywateli udało się do urn wyborczych, co oznacza niemalże podwojenie liczby głosujących w porównaniu z 2014 r.; podobnie 62 procent Niemców zagłosowało, co oznacza wzrost frekwencji o 14 pkt proc. Komisja Europejska jeszcze nigdy nie poświęciła tyle czasu i pieniędzy na przekazywanie informacji i organizację spotkań, podczas których omawiane są korzyści, jakie niesie ze sobą UE, jak i wyzwania, przed którymi stoi. Inne instytucje też się angażowały na rzecz podniesienia frekwencji: fundacje, partie, gminy, uczelnie, związki zawodowe, instytuty. W ciągu ostatnich trzech miesięcy wszystkie one organizowały dyskusje obywateli na temat Europy. Co znamienne, Emmanuel Macron, publikując swoją propozycję reformy UE w 28 czasopismach w całej UE, nie zaczął od: „Droga Pani Merkel, Drogi Panie Rutte czy też Drogi Panie Kurz, zróbmy więcej dla integracji europejskiej”. Nie, zwracał się on bezpośrednio do obywateli Europy: Citoyennes et Citoyens Européens… – Obywatelki i Obywatele Europy…

Powrót do albo ściślej mówiąc – późne uznanie – kluczowej roli obywateli w europejskim przedsięwzięciu stanowi pożądany zwrot wydarzeń: obywatele, a nie państwa, są suwerenem każdego prawdziwie demokratycznego systemu.

Te wybory stanowią zmianę paradygmatu – podczas gdy Stany Zjednoczone Europy oznaczałyby integrację państw narodowych, podkreślanie roli jej obywateli dotyczy samej istoty europejskiej demokracji. Różnica jest zasadnicza, gdyż w ramach tego drugiego podejścia idea integracji europejskiej jest w zasięgu wszystkich jej uprawnionych do głosowania mieszkańców. Przypomnijmy słynne słowa Jeana Monneta: Europa nie polega na integracji państw, ale na jednoczeniu ludzi. To właśnie na tym polega Europa w 2019 roku – podczas gdy jest ona atakowana przez ruchy anty-imigranckie, populistyczne lub nacjonalistyczne, coraz więcej obywateli staje w obronie Europy.

Dlatego konieczne jest dialektyczne odczytanie danych. Brytyjski dziennik The Guardian doniósł ostatnio, że większość obywateli Unii Europejskiej jest przekonana, że w 2040 roku UE nie będzie już istniała. Według ECFR (Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych) i You.Gov tylko 24 procent Europejczyków uważa, że UE ma się dobrze w swojej obecnej formie. Sześćdziesiąt dwa procent twierdzi, że zarówno UE, jak i demokracje jej krajów członkowskich zawodzą. Jednak żadne badania nie wskazują na to, aby obywatele uważali, że nie czują się Europejczykami, że nie chcą „więcej” Europy, albo że chcieliby chociażby innej. Antypatia wobec obecnej UE nie równa się negacji Europy! Oznacza to po prostu, że większość Europejczyków pragnie bardziej społecznej i demokratycznej Europy. W skali od 0 (zła) do 10 (dobra), większość Europejczyków ocenia UE na 5 punktów: zbyt dobra, by ją opuścić, zbyt ułomna, aby być z niej zadowolonym. Tak więc prawdziwe pytanie brzmi: co należy uczynić, aby poziom zadowolenia z UE wzrósł z 5 do 10 punktów?

Moja sugestia jest następująca: należy poważnie traktować obywateli Europy, zaufać „europejskości” wielu jej mieszkańców, ubiegać o pełną parlamentaryzację europejskiego systemu politycznego i wreszcie należycie rozumieć pojęcia  „obywatel” i „obywatelstwo”, które nie ograniczają się do przynależności do Europy. Wiążą się one z docenianiem innych kultur europejskich i podzielaniem tych samych szeroko rozumianych wartości. Bycie obywatelem oznacza przede wszystkim, że ma się te same prawa. Jeśli pojęcia „obywatel Europy” i „obywatelstwo europejskie” mają być traktowane poważnie, to myślenie o przyszłości Europy z jej obywatelami jako składnikiem fundamentalnym musi prowadzić do nowego procesu konstytucyjnego. Słowami Alexandra Hamiltona, bez konstytucji, “wszystko jest niczym”.

Powinniśmy sobie wyobrazić europejską demokrację, w której obowiązują następujące zasady: obywatele są suwerenami systemu politycznego; wszyscy są równi wobec prawa; parlament ma decydującą rolę i istnieje podział władzy. Każda demokracja podlega koniecznemu (choć niewystarczającemu) warunkowi – aby wszyscy obywatele byli równi w kwestii prawa wyborczego, podatków i dostępu do usług społecznych. Stara zasada „jedna osoba, jeden głos” oraz jedna komisja wyborcza są kluczowym wymogiem demokracji. Powszechne, tajne, bezpośrednie wybory przeprowadzone z uszanowaniem zasady równouprawnienia stanowią zatem, według słów francuskiego socjologa Pierre'a Rosanvallona, „Le Sacre du Citoyen” – „święty rytuał” obywateli.

Zastosowanie podstawowej zasady równości wobec wszystkich Europejczyków zakorzeniłoby jednolity rynek europejski i walutę we wspólnej europejskiej demokracji. Stanowiłoby to skok milowy od wewnętrznego rynku i waluty do europejskiej jedności politycznej, co było intencją ojców założycieli. Należy tutaj zauważyć, że pojęcie obywatelstwa jest niezależne od tożsamości i kultury: prawnie gwarantowana równość nie wymaga ani nie stanowi państwa centralnego. Pełne europejskie obywatelstwo nie uszczupli niczyjej tożsamości.

Traktat z Maastricht był de facto obietnicą „Unii Państw” i „Unii Obywateli”. Jednak ziściła się tylko ta pierwsza. Konkretny przykład: obywatele brytyjscy, których teraz dotknie Brexit, pozostaliby – teoretycznie – obywatelami Europy, gdyby takie obywatelstwo było prawną rzeczywistością, niezależnie od członkostwa Wielkiej Brytanii w UE. Brexit dobitnie pokazuje obecną pustkę „obywatelstwa europejskiego”. Tysiące obywateli brytyjskich mieszkających w Europie kontynentalnej ucierpi, podobnie jak wszyscy obywatele Europy mieszkający i pracujący w Wielkiej Brytanii. Nie wspominając już o Szkotach, którzy głosowali za utrzymaniem europejskiego obywatelstwa.

Jeśli UE przetrwa Brexit i jeśli będzie gotowa wyciągnąć wnioski z tego bałaganu, to powinna ona przystąpić do prac nad Konstytucją Europejską, którą odrzuciliśmy w głosowaniu w 2005 r. Jednak tym razem musimy zdecydować w tej sprawie jako obywatele – my wszyscy, 500 milionów obywateli Europy. Rozpoczęcie takiego procesu byłoby najbardziej szczytnym i najważniejszym przedsięwzięciem następnego Parlamentu Europejskiego.