Za kryzysem mlecznym, który znalazł się w fazie szczytowej, kryje się trudny dylemat. Jest to stary spór, w którym przedstawiciele rolnictwa chcieliby rehabilitować termin „regulacja” zawsze wtedy, gdy chodzi o pieniądze.

I niezmiennie Francja szermuje tym samym argumentem, który budzi mieszane reakcje w innych krajach członkowskich: żywność nie jest takim samym towarem jak inne. Tak więc rolnictwo jest dziedzina szczególną, wyjątkową.

Czy teraz należy zahamować postępującą deregulację? W sytuacji, gdy ceny poszły w dół i gdy wszędzie w Europie trudno jest wyżyć z produkcji mleka? Hodowcy francuscy, belgijscy i niemieccy pozostają zwolennikami interwencji publicznej. Ponieważ, ich zdaniem, chodzi nie tylko o problem podaży i popytu. Trzeba mieć także na uwadze kwestie zatrudnienia, zagospodarowania przestrzennego, jakości i walorów zdrowotnych tego, co spożywamy, nadto należy pamiętać o trwałym rozwoju.

Likwidacja kwot produkcji do 2015 r.?

Ale w Europie podzielonej między zwolenników rolnictwa rodzinnego, działającego na całym terytorium – jak to wygląda jeszcze we Francji – oraz promotorów „fabryk mleka” – jak w Danii – w takiej Europie nie wszystkie kraje członkowskie myślą tak samo. Część zainteresowanych uważa, że źródłem płynności cen w ostatnich latach i związanego z nią kryzysu jest deregulacja sektora poprzez ograniczanie pomocy w składowaniu żywności i w eksporcie. Zdaniem liberałów zaś przyczyną obecnego stanu rzeczy jest recesja i spadek popytu.

Niepokój strajkujących budzi przede wszystkim znoszenie kwot produkcji, które od 1984 r. były głównym narzędziem regulacji. Uważa się je za nieskuteczne i na mocy decyzji krajów członkowskich, podjętej z inicjatywy Komisji, do 2015 r. mają być całkowicie zlikwidowane. Jest to duży krok wstecz dla wytwórców starszych, a skok w nieznane dla młodszych, którzy nie po to inwestowali, żeby zderzyć się ze skutkami nadprodukcji.

Wyrok na producentów mleka

Bardziej radykalni rolnicy działający na tym rynku nadal domagają się utrzymania kwot gwarantujących im stały dochód. Inni postulują co najmniej ustanowienie „nowej regulacji”, która zastąpiłaby zniesioną. Taką drogę wybrał francuski minister rolnictwa Bruno Le Maire, i jego niemiecka, pochodzącą z Bawarii – landu z dominującym rolnictwem tradycyjnym – odpowiedniczka (Ilse Aigner). „Wiele krajów członkowskich opowiadało się za totalną deregulacją, ale mam wrażenie, że udaje nam się odwracać tę tendencję”, powiedział Le Maire 18 września. Francja i Niemcy pozyskały dla swojej koncepcji 16 innych krajów europejskich. W poniedziałek francuski minister przyjechał do Polski, żeby skonsolidować sojusz.

Front zwolenników regulacji zderza się z opozycją Brytyjczyków, krajów nordyckich i Włoch, które w obecnej fazie wola płacić kary, ale utrzymywać produkcję powyżej ustalonego poziomu. Państwa „liberalne” liczą na poparcie europejskiej komisarz d.s. rolnictwa, Dunki Marie-Ann Fischer-Boell. Najważniejszym przedstawionym przez nią 17 września środkiem prowadzącym do przełamania kryzysu jest premia za restrukturyzację sektora. Pomysł polega na utrzymaniu produkcji mleka przez tych „którzy zainwestowali, i udzieleniu pomocy takim, którzy chcą opuścić ten sektor”. Mający wciąż nadzieję na gest przychylny regulacji, bądź na decyzję o obniżeniu kwot, za czym poszedłby wzrost cen, otrzymali zimny prysznic. Takiej propozycji się nie spodziewali – odprawienia najsłabszych i wzbogacenia gospodarstw tych producentów, którzy pozostaną. Jak to się dzieje od 25 lat...