Europejczyk Tygodnia: Guido Strack – w pojedynkę przeciw Brukseli

6 października 2011 – Süddeutsche Zeitung (Monachium)

Guido Strack chciał sprawiedliwości. W jej imię zaryzykował wszystko – i przegrał. Stracił rodzinę, pracę i zdrowie. Jeszcze dziesięć lat temu był ambitnym urzędnikiem w Komisji Europejskiej. Jego kariera rozwijała się pomyślnie, dopóki nie zwrócił uwagi na nieprawidłowości w miejscu zatrudnienia.

Na pytanie o plany na przyszłość Guido Strack odpowiada krótko: „Nie mam”. Niegdyś, w swym poprzednim życiu, ten czterdziestosześciolatek był ambitnym prawnikiem, głową rodziny, urzędnikiem w Komisji Europejskiej w Luksemburgu. Wydawałoby się, że jego kariera idzie w jak najlepszym kierunku. Teraz w szeregowym domku na obrzeżach Kolonii ma dużo czasu na rozmyślania.

Od siedmiu lat Strack jest niezdolny do pracy, jego małżeństwo legło w gruzach, od jakiegoś czasu bierze tabletki na depresję. „Gdy ktoś chce być w życiu przyzwoity”, dzieli się swymi przemyśleniami, „musi liczyć się z tym, że inni go wykończą”. Mężczyzna od wielu lat prowadzi rozpaczliwą batalię: Strack przeciw Unii Europejskiej.

W maju tego roku Strack został zaproszony do Brukseli na posiedzenie Komisji Kontroli Budżetowej Parlamentu Europejskiego. Otrzymał 15 minut, by przedstawić swoją sprawę, tyle że sama chronologia wydarzeń liczy ponad 13 stron. Nieliczni eksperci są jeszcze w stanie się połapać, co się tak naprawdę działo po 30 lipca 2002 r., kiedy Strack podjął tragiczną dla siebie w skutkach decyzjęi poinformował Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) o nieprawidłowościach, jakie zaobserwował w swoim miejscu pracy.

Kilka tygodni wcześniej Komisja Europejska zobowiązała pracowników do zgłaszania wszelkich nadużyć finansowych, obiecując jednocześnie ochronę przed sankcjami. Strack nie miał więc większych oporów, by opowiedzieć, jak jego przełożeni z Urzędu Publikacji w Luksemburgu spowodowali szkody, które szacował na co najmniej cztery miliony euro. Sprawa dotyczyła streszczeń i publikacji unijnych aktów prawnych.

Mężczyzna zastanawia się dziś, czy nie lepiej było wówczas trzymać język za zębami. Niedługo po zgłoszeniu nieprawidłowości do OLAF jego kariera zawodowa zaczęła się bowiem sypać. Urząd zajął się sprawą bez większego przekonania, a 5 lutego 2004 r. dochodzenie wstrzymano. W raporcie końcowym można przeczytać, że „zarzuty są niewystarczające, by podjąć środki dyscyplinarne”. Jedynym konkretnym skutkiem postępowania było to, że Strack, jako rzekomy donosiciel, znalazł się na celowniku swoich przełożonych.

Bohater z powieści Kafki

To nic, że przeniósł się na inne stanowisko, i tak opinia o kompetencjach zawodowych, jaką mu wystawiono, była negatywna: „Pan Strack nie potrafi motywować pracowników”. Poza tym otrzymał zero punktów awansu. „Zdałem sobie wówczas sprawę, że mogę pożegnać się z karierą w strukturach unijnych”, opowiada.

Strack przeżył załamanie nerwowe 1 marca 2004 r., w trakcie narady wybiegł z sali konferencyjnej ze łzami w oczach. Był to jego ostatni dzień pracy. Ówczesna żona radziła mu, co prawda, by dał sobie spokój, lecz on zmobilizował się i postanowił walczyć o odzyskanie dobrego imienia. Z czasem jego życie zaczęło przypominać losy bohaterów Kafki. Obecnie jest na wcześniejszej emeryturze, komisja uznała jego chorobę za przypadłość związaną z wykonywaną pracą.

W trakcie wystąpienia Stracka na sali posiedzeń Komisji Kontroli Budżetowej zasiada zaledwie kilka osób, w tym Inge Gräßle, europosłanka z niemieckiej chadecji, która za cel postawiła sobie walkę z nadużyciami w strukturach unijnych. „Zawsze byłam przekonana, że w takich sprawach należy zachować drogę służbową”.

Kiedy jednak osiem lat temu Gräßle trafiła do Brukseli, zmieniła zdanie. Wówczas nie znała ona jeszcze słowa „whistleblower”, za pomocą którego określa się osoby zgłaszające w dobrej wierze nieprawidłowości w urzędach lub firmach prywatnych. Dziś mogłaby wymienić co najmniej kilkanaście podobnych przypadków. Posłanka opowiada, że nie tak dawno rozmawiała z „wyjątkowo honorowym” urzędnikiem UE o tym, komu najlepiej zgłosić podejrzenie korupcji. Wnioski z rozmowy były jednomyślne: „W żadnym wypadku przełożonemu”.

Zazwyczaj bowiem whistleblowerów spotyka los podobny do tego, jaki spotkał Stracka. Sprawa będąca przedmiotem sporu nigdy nie zostaje wyjaśniona, zaś cała machina biurokratyczna zwraca się naraz przeciw awanturnikowi. „W ten sposób ludziom łamie się życie. Cierpi na tym zarówno kariera zawodowa, jak i sfera prywatna”, twierdzi Gräßle. „W wielu przypadkach niezbędna jest pomoc psychiatry”. Posłanka zaobserwowała, że w minionych latach liczba demaskatorów w dobrej wierze w Unii Europejskiej wyraźnie spadła.

Walka trwa

W 2006 r. Strack powołał do życia stowarzyszenie pod nazwą Whistleblower-Netzwerk e.V. zrzeszające obecnie 74 członków. Wśród nich jest na przykład była pracowniczka banku, trzech urzędników kontroli skarbowej oraz Brigitte Heinisch, opiekunka osób starszych z Berlina. Heinisch przez wiele lat zwracała uwagę na niedostateczną liczbę personelu oraz brak higieny w domu starców, w którym pracowała.

Ponieważ jednak jej monity nie dawały skutku, złożyła doniesienie o przestępstwie przeciwko swemu pracodawcy. W 2005 r. otrzymała wypowiedzenie w trybie natychmiastowym. Kolejne lata upłynęły pod znakiem rozpraw przed sądami kolejnych instancji, aż wreszcie w lipcu 2011 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał jej rację. Sędziowie orzekli, że wymówienie narusza podstawowe prawo obywatelskie, jakim jest wolność słowa, i zasądzili odszkodowanie w wysokości 15 tysięcy euro.

O takim orzeczeniu Strack może tylko pomarzyć. Urzędnicy unijni nie mogą wnosić spraw do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, gdyż UE – w przeciwieństwie do państw członkowskich – nie przystąpiła jak dotąd do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Czy to zatem nie najwyższy czas, by się poddać? Zacząć wszystko od nowa? Poszukać sobie pracy? „A kto by mnie jeszcze chciał?”, odpowiada Strack. Nie, nie zamierza on dać za wygraną, za daleko to zaszło. „Chcę w końcu usłyszeć, czy to, co zrobiłem dziewięć lat temu, było słuszne, czy nie.” Przed sądem toczy się obecnie dziewięć postępowań w tej sprawie.

Factual or translation error? Tell us.