Ochrona prywatności: Europa kontra Facebook

24 października 2011 – The Irish Times (Dublin)

Czy Facebook nie jest zbyt ciekawski? Czy nie zbiera o nas zbyt wielu danych? Takie pytania zadał głośno pewien austriacki student. A potem napisał do koncernu oficjalny list. Teraz sprawa nabiera tempa – bada ją irlandzki rzecznik ds. ochrony danych osobowych.

Niemieckojęzyczna prasa nazywa to starcie pojedynkiem Dawida z Goliatem. Wszystko zaczęło się niepozornie – od listu pewnego studenta prawa z Austrii. Ale teraz sprawa urosła – rozpętała się afera, która w przyszłości oddziaływać może na 600 milionów Europejczyków korzystających na co dzień z tego serwisu społecznościowego.

Jakiś czas temu Max Schrems, dwudziestoczteroletni adept prawa wysłał do szefów Facebooka prośbę o udostępnienie mu wszystkich danych na jego temat, jakie przechowuje serwis. Powołał się przy tym na przepisy prawa europejskiego. Po jakimś czasie Max otrzymał CD zawierające… 1222 stron zapełnionych informacjami, jakie serwis społecznościowy o nim zebrał.

Wśród danych znalazły się także takie, które wzbudziły niepokój Austriaka. Posty, „szturchnięcia”, wiadomości i przyjaciele, choć wszystko pousuwał ze strony, z archiwów Facebooka wcale to nie zniknęło. Co gorsza, Max znalazł też zapisy prywatnych czatów i wiadomości zawierające szereg osobistych informacji na temat jego i jego znajomych.

Studenta zastanowiło też coś innego: po części danych ślad zaginął. Nie było żadnych informacji na temat tego, w jakich przypadkach Max używał przycisku „lubię to”. Na próżno szukać też szczegółów na temat przetwarzania jego zdjęcia podczas wprowadzania nowej technologii pozwalającej serwisowi na rozpoznawanie twarzy użytkowników.

Oburzeni na Facebook

Schrems postanowił więc skrzyknąć przyjaciół i zorganizować internetową kampanię dotyczącą kwestii prywatności użytkowników Facebooka. Członkowie grupy złożyli już 22 skargi, które trafiły do irlandzkiego rzecznika ochrony danych osobowych. To na Zielonej Wyspie znajduje się bowiem europejska siedziba koncernu.

Co zaniepokoiło Maksa i jego znajomych? Po pierwsze, Facebook ma podobno kompilować profile internautów – i to nie tylko tych korzystających z Facebooka. Po drugie, zapisy wiadomości i czatów pozostają w archiwach firmy, nawet jeśli użytkownik usunął je ze swojego konta. Wreszcie, Schrems i jego paczka zarzucają firmie, że „nagminnie przetwarza dane” użytkowników.

Schrems mówi, że wszystko to stwarza potencjalne zagrożenie. Obawia się, że Facebook, jak to bywało z wieloma podobnymi stronami w przeszłości, padnie ofiarą włamania i osobiste dane wyciekną na zewnątrz. W efekcie pojedyncze, z pozoru niewinne informacje, staną się częścią łatwej do przeszukania bazy danych, z której chętnie skorzystają rządy czy tajne służby.

Więcej przejrzystości

Schrems mówi, że domaga się po prostu przejrzystości. Twierdzi, że Facebook wiele o niej mówi, ale ma pod tym względem dużo za uszami. Max przekonuje – firmy, które obracają potężnymi ilościami prywatnych informacji, muszą szczegółowo stosować się do przepisów dotyczących prywatności. W końcu na całym świecie z Facebooka korzysta 800 milionów ludzi. „Wciąż mam tu konto. To przecież świetna technologia”, przyznaje Schrems.

Starcie na linii Europa–Facebook już teraz zmobilizowało wielu użytkowników serwisu. Kampania ruszyła w sierpniu i od tego czasu do europejskiej siedziby Facebooka napłynęło już tysiące listów, których autorzy domagają się udostępnienia im zbieranych na ich temat danych. Wcześniej tego typu prośby pojawiały się tylko kilka razy w tygodniu.

Kontrola w Facebooku nie jest odosobnionym przypadkiem. Coraz więcej kompanii internetowych dostaje się pod lupę zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. W marcu unijny komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding oświadczyła, że te firmy, które działają na Starym Kontynencie muszą stosować się do unijnych reguł. Z kolei w sierpniu niemiecki land Schleswig-Holstein nakazał urzędom usunięcie ze stron internetowych możliwości ich „polubienia”.

Thilo Weichert, który zajmuje się kwestiami ochrony prywatności, orzekł bowiem, że może się to skończyć zbieraniem danych na temat obywateli, co sprzeczne byłoby zarówno z europejskim, jak i unijnym prawem. Technologia pozwalająca na rozpoznawanie twarzy również budzi wiele kontrowersji – nie tylko nad Renem, ale także w Wielkiej Brytanii.

Linia życia

W rozrastającym się w niesamowitym tempie świecie on-line, zarówno konsumenci, jak i rządy zwykle zostają w tyle. Z analizy przeprowadzonej przez Briana Blau z firmy Gartner badającej rynek technologii wynika, że „rozwój technologii w serwisach społecznościowych jest o dwa kroki przed świadomością klientów na temat tego, jak ważna jest ochrona prywatności. Koncerny wykorzystują tę wyrwę i nieustannie przesuwają granicę, jeśli chodzi o rodzaj przechowywanych danych”.

Blau przekonuje, że w dzisiejszych czasach media społecznościowe – dzięki takim serwisom jak Facebook, blogom, forom dyskusyjnym i „celowanym” reklamom – pozyskują wielkie ilości danych, które udostępniamy na nasz temat. Wystarczy odpowiednie ich zebranie i przeanalizowanie i już możliwe jest uzyskanie „szczegółowego wglądu w profil użytkownika: gdzie mieszka, co lubi, a czego nie lubi, jakie ma zwyczaje, z kim się na co dzień kontaktuje”.

Tymczasem Facebook wciąż jest ciekawski. Serwis wprowadza właśnie usługę „Timeline”. Wygląda na to, że dzięki niej użytkownicy jeszcze bardziej będą się mogli odsłonić. „Linia czasu” pozwali im bowiem udostępnić wirtualnemu światu historię całego ich życia, od narodzin do dnia dzisiejszego.

Factual or translation error? Tell us.