Gdy do sali wchodzą Niemcy, rozmawiają ściszonym głosem i wydają się trochę speszeni. Uśmiechają się. Oby tylko nie potwierdzić któregoś z rozpowszechnionych stereotypów, na przykład, że są hałaśliwi. Opinia o Niemcach w Szwajcarii jest już wystarczająco zła. Tymczasem oni chcą tu mieszkać i żyć w zgodzie z miejscowymi, tak jak inni cudzoziemcy, tak jak inni imigranci.

W Zurychu dochodzi dziewiętnasta. Rozpoczyna się „Wieczór integracyjny dla Niemców mieszkających w Szwajcarii”. Na stoliku przygotowana lektura ‒ „Witajcie, gumowe szyje! Dlaczego Niemcy nas czasem denerwują?”, autor Bruno Ziauddin. Skąd się wzięło określenie „gumowe szyje” [analogiczne w swej funkcji do określeń „szwab” lub „szkop” w języku polskim – przyp. tłum.]?

Ponoć młodzi adepci medycyny z Niemiec nad wyraz gorliwie kiwają potakująco głowami, kiedy rozmawiają z przełożonymi. Ogólnie terminem tym nazywa się oportunistów, a konformizm to właśnie cecha, która – przynajmniej w opinii Szwajcarów – bardzo dobrze charakteryzuje Niemców.

Christiana Baldauf wita wszystkich uczestników kursu. Jest kierowniczką biura ds. integracji w Zurychu. Opowiada, że w mieście istnieje zapotrzebowanie na tego typu spotkania. A to dlatego, że Szwajcaria nie jest jeszcze jednym niemieckim landem, jak sądzi wielu przybyszów z północy, ale osobnym państwem, oddzielonym od Niemiec prawdziwą granicą.

W czerwcu tutejsza gazeta Blickuznała Peera Steinbrücka, byłego niemieckiego ministra finansów, za „jednego z najbardziej znienawidzonych ludzi w Szwajcarii”. Zasłynął tym, że w imieniu przemożnego sąsiedzkiego państwa groził oazom podatkowym (w tym i Szwajcarii) najazdem kawalerii. I nie omieszkał przyrównać Szwajcarii do afrykańskiej republiki bananowej.

Nic dziwnego, że jeden z posłów tak potraktowanego państwa, chrześcijański demokrata, w odpowiedzi nie przebierał słowach: „Peer Steinbrück przywodzi mi na myśl owe pokolenie Niemców, którzy 60 lat temu chodzili ulicami w skórzanych płaszczach, oficerkach i przepaskach ze swastyką na ramieniu”.

Ćwierć miliona przybyszów z Niemiec

W samym środku tego konfliktu znajdują się Niemcy mieszkający w Szwajcarii. Dodać należy, że nie jest ich mało – ok. 250 tysięcy. Tym samym plasują się tuż za Włochami, a przed Portugalczykami i Serbami. Od 2004 r., kiedy w życie weszło porozumienie o swobodzie przemieszczania się osób zawarte między Bernem i Brukselą, liczba Niemców wzrosła ponad dwukrotnie.

Ale na tym nie koniec – każdego miesiąca do górzystego kraju słynącego z pełnego zatrudnienia i wysokich pensji napływają kolejne trzy tysiące imigrantów z północy. Jak podkreśla Christiana Baldauf, tak masowy napływ przybyszów stamtąd budzi pewne obawy. Na potwierdzenie tych słów wyświetla z rzutnika nagłówek bulwarowej gazety Blick: „Ilu jeszcze Niemców wytrzyma Szwajcaria?” Tłumaczy, że przedtem kozłami ofiarnymi byli Albańczycy, którzy wiele lat temu przybyli tutaj za Włochami. Jeśli jednak spojrzeć z drugiej strony, podobieństw między Niemcami i Szwajcarami jest więcej niż różnic. „W naszych społeczeństwach ceni się wysiłek i pracę. Wspólne są nam też korzenie chrześcijańskie i język”. Ale tematem spotkania jest to, co dzieli.

Czas na dydaktyczną część wieczoru. W Szwajcarii dużą rolę odgrywa gotowość do pójścia na kompromis. „Gdy ktoś udaje ważniaka przed kolegami z pracy, nie spotka się z ciepłym przyjęciem”. Niemcom pracującym na stanowiskach kierowniczych nie jest łatwo zaakceptować szwajcarskie reguły gry. W ich ojczyźnie bardzo szybko zostaliby uznani za słabeuszy. Tymczasem Szwajcarów dziwi opryskliwe niekiedy zachowanie w kontaktach zawodowych czy upór w obstawaniu przy własnych poglądach. Aby pokazać, jak w Szwajcarii należy wyrażać krytykę, jako przykład przywołuje się często następujące sformułowanie: „Posłuchaj, wszystko, co mówisz, jest absolutnie w porządku, ale wiesz, może mógłbyś...”

Jak nie zdradzić się zamawiając piwo?

Do trybu przypuszczającego Szwajcar jest szczególnie przywiązany. Niemiec w restauracji u siebie powie „Dostanę piwo?”, co jest powszechnie przyjęte, tutaj taki sposób składania zamówienia jest niemal tak niestosowny jak wołanie o rachunek przez całą salę. O wiele lepiej sprawdza się za to nieśmiałe: „Czy mógłbym być może zamówić jeszcze jedno piwo?”.

Nawet jeśli przybysze z północy nauczą się wykazywać większą powściągliwość w miejscu pracy, opanują zasady posługiwania się trybem przypuszczającym i przyzwyczają do szwajcarskiego powitania „Grüezi”, największym wyzwaniem i tak pozostanie szwajcarska odmiana języka niemieckiego. Jeśli będą mówić po swojemu, zostaną uznani za arogantów, którzy nie chcą się integrować. Wszelkie próby mówienia tak, jak się tutaj mówi, kończą się z kolei podejrzeniem o naigrawanie się z miejscowych.

Wybawienie przychodzi w bloku tematycznym zamykającym wieczór i poświęconym sprawom sercowym. Jak przekonuje Christiana Baldauf, Niemcy szukający drugiej połowy w Szwajcarii nie powinni zbyt szybko spodziewać się wielkich emocji. Nie należy jednak tracić nadziei – obecnie zarejestrowanych jest ponad 20 tysięcy małżeństw niemiecko-szwajcarskich. Być może różnice między tymi dwoma nacjami nie są zatem aż tak duże.