Był rok 1995, w trakcie negocjacji pokojowych w Dayton udało się znaleźć sposób, by położyć kres wojnie w Bośni, która zaczęła się trzy lata wcześniej. Osiągnięty wówczas kompromis nie wystarczył jednak, by w kraju tym zaprowadzić porządek oparty na wartościach demokratycznych i poszanowaniu prawa. Terytorium Bośni podzielono wzdłuż linii etnicznych i opracowano dla niej konstytucję. Politycy reprezentujący wspólnotę państw Zachodu nie dopilnowali jednak, by stworzyć odpowiedni mechanizm, który pozwalałby na nowelizację tego dokumentu, a powinien on być elastyczny i nadążać za zmieniającymi się warunkami.

Tak więc obowiązująca obecnie konstytucja z 1995 r. nie tylko legitymizuje podział terytorialny Bośni i Hercegowiny na dwa organizmy – zdominowaną przez Serbów Republikę Serbską i Federację Muzułmańsko-Chorwacką – daje również tym wspólnotom etnicznym zbyt wiele możliwości, by blokować decyzje we wszelkich sprawach, które, ich zdaniem, mogą im zaszkodzić. Jak łatwo się domyślić, taka ustawa zasadnicza utrudnia budowanie kultury kompromisu mającej niebagatelne znaczenie w dążeniach obu sfederowanych krajów do integracji ze strukturami Unii Europejskiej. Stoi ona też w sprzeczności z normami konstytucyjnymi obowiązującymi w Europie, w tym z prawami człowieka.

Chybiona strategia

Decydującą kwestią pozostaje oczywiście pytanie, czy w długiej perspektywie Bośnia ma szansę na członkostwo w Unii. Kwestia ta stanowiła punkt wyjścia do rozmów na temat zmiany konstytucji zorganizowanych z inicjatywy UE i USA. Przebieg negocjacji między przedstawicielami największych partii bośniackich doprowadził do tego, że w Brukseli pojawiły się uzasadnione wątpliwości co do strategii przyjętej przez Carla Bildta [szwedzki minister spraw zagranicznych, który wraz z amerykańskim podsekretarzem stanu Jamesem Steinbergiem patronował z ramienia Unii Europejskiej rozmowom na temat nowelizacji konstytucji – przyp. Presseurop.] i kompetencji w zakresie polityki zagranicznej osób zaangażowanych w ten proces. No bo gdyby ich kompetencje były odpowiednie, miałyby pełną świadomość, że są politycy, którzy nie zgodzą się na żadne zmiany.

Jeszcze przed rozpoczęciem rozmów premier Republiki Serbskiej Milorad Dodik ogłosił, że nową konstytucję uważa za zbędną. Prawdziwe motywy kierujące premierem, który chętnie odwołuje się do ksenofobii i nacjonalizmu, stały się jasne już w trakcie debaty na temat wiz dla obywateli Bośni i Hercegowiny. Aby Bruksela dała zielone światło i zliberalizowała reżim wizowy, Zgromadzenie Parlamentarne musiałoby najpierw przyjąć ustawę antykorupcyjną. A jej uchwalenie zależy od wyniku głosowania w obydwu częściach kraju. W praktyce oznacza to, że Dodik wraz ze swymi zwolennikami w Republice Serbskiej jest w stanie zablokować ustawę, nawet jeżeli duża większość parlamentarzystów optowałaby za nią.

Dodać należy, że szefowi serbskiego rządu jej przepisy byłyby zdecydowanie nie na rękę, sam bowiem jest uwikłany w wiele skandali korupcyjnych. Unia Europejska powinna była uwzględnić te informacje, zanim w ogóle rozpoczęła negocjacje w sprawie reformy konstytucji. Pozostaje również problematyczna kwestia, dlaczego debata nad tym toczy się bez udziału opinii publicznej. Do rozmów Bildt nie zaprosił nawet Biura Wysokiego Przedstawiciela ONZ dla Bośni i Hercegowiny (OHR) – najważniejszej instytucji międzynarodowej w kraju.

Stracona szansa

W ten sposób mimowolnie doprowadził do tego, że utraciło ono znaczenie i wszystko wskazuje na to, że nie będzie w przyszłości odgrywać większej roli, a była ona niezwykle istotna dla stabilności kraju. Poważnie zaniepokojeni są też mieszkańcy Bośni, zwłaszcza ta część opinii publicznej, która nie podziela poglądów nacjonalistycznych.

Kraj obiegły nawet histeryczne pogłoski o możliwości wybuchu nowego konfliktu zbrojnego. Załamanie się rozmów na temat nowelizacji konstytucji pod koniec października oznacza, że aparat państwowy w Bośni i Hercegowinie będzie miał jeszcze mniej władzy niż obecnie.

Większe pole manewru zyskają z kolei nacjonaliści z mafijnym rodowodem, podejrzani przywódcy religijni i przekupni politycy na usługach potentatów przemysłowych, którym łatwiej będzie w dalszym ciągu manipulować bezsilnymi i zubożałymi obywatelami zdanymi na łaskę i niełaskę możnych. Unia Europejska i Carl Bildt zaprzepaścili niestety daną im szansę. Ostatnia nadzieja w rodzącym się społeczeństwie obywatelskim, USA i bośniackiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej. Jej awans do mistrzostw świata mógłby – i to całkiem serio – bardzo poważnie zmienić sytuację w kraju.