Państwo i Kościół, między którymi nie ma prawnego rozdziału, coraz groźniej na siebie pomrukują. Ten drugi z niezadowoleniem przyjął zamiar socjalistycznego rządu i najzwyczajniej w świecie odmawia zapłacenia w przyszłości podatku od nieruchomości [około 600 000 euro].

„Kościół grecki płaci państwu podatek wtedy, kiedy ono działa. W przeciwnym razie nie ma powodu tego czynić…”, skomentował wiadomość arcybiskup Theoklitou z Ioanniny [na północnym zachodzie kraju].

„Danina ta doprowadzi niektórych członków Kościoła do skrajnego zadłużenia”, twierdzi osoba odpowiedzialna za jego sprawy finansowe. A przecież „nie ma wojny ani klęski żywiołowej. Chcą nas skłonić do płacenia na zależną od koniunktury politykę gospodarczą. Nie ma mowy o tym, byśmy płacili cudze rachunki!”.

Theoklitou podkreśla, że „państwo wielokrotnie dokonywało zajęcia kościelnych dóbr”, ostatni raz w 1952 r., kiedy podpisana została wciąż obowiązująca umowa między dwiema instytucjami. Wymienia zobowiązania każdej ze stron. Zaznacza, że według najnowszych szacunków Banku Grecji, dobra ziemskie Kościoła warte są ponad 700 mln euro, co stanowi zaledwie 4% całości kościelnego majątku. I że posiada on jedynie 9 milionów euro w akcjach.

Dziś państwo znowu próbuje opodatkować Greków, ale nie ma chyba co liczyć na wymierne efekty swoich działań. Kościół nie odmawia płacenia podatków, tylko domaga się, by dotyczyły one dóbr użytkowanych i nadających się do użytkowania.

W zapowiedzianym dekrecie „traktuje się nas jak organizację dobroczynną [która w postaci tego podatku składałaby darowiznę państwu]. A my jesteśmy instytucją”, przypomina rzecznik. Duchowieństwo uważa tę decyzję za niesprawiedliwą, ponieważ nie uwzględnia ona faktu, że „Kościół utrzymuje ponad 800 placówek udzielających pomocy osobom potrzebującym”, podkreśla ojciec Theoklitou.

Przesłanie jest więc jasne: Kościół odmawia poddania się opodatkowaniu, gdyż nie chce mieszania ról i nie zamierza być organizacją charytatywną. A tymczasem państwowa kasa zaczyna świecić pustkami. Minister gospodarki wspomniał nawet o „sytuacji alarmowej”, deficyt budżetu sięga 12% PKB.

Socjalistyczny premier Georges Papandréou zdecydowany jest stawić czoło Kościołowi, podobnie jak to uczynił w 1999 r. jego socjalistyczny poprzednik Kostas Simitis, który usunął z dowodów osobistych rubrykę „wyznanie”.

Może lepiej by było dokonać „rozdziału Kościoła od państwa”, mówi Theoklitos. „Mielibyśmy może mniej księży, ale nie byliby urzędnikami [w Grecji księża są mianowani przez rząd]. To nie tylko nasza wina, że chcieliśmy często robić z ambony polityczną mównicę”, podsumowuje. Gorąca debata trwa nadal.