Kryzys, a właściwie kilka kryzysów, które wystąpiły jednocześnie, zaatakował Guimarães, piękne, liczące 50 000 mieszkańców, portugalskie miasto, stolicę podregionu Valle del Ave. W latach 80. i 90. minionego stulecia olbrzymie zakłady włókiennicze, rozsiane po całej dolinie, zostały pozamykane z powodu coraz silniejszej chińskiej konkurencji. Od tamtego czasu straszą niczym stare, niezdatne do niczego dinozaury.

Historyczne centrum Guimarães, przepięknie zachowane u podnóża starego zamku, zewsząd otaczają opustoszałe fabryki z martwymi ceglanymi kominami. Jednak mieszkańcy miasta postanowili przywrócić je do życia. Wypełnili je obrazami, dźwiękami muzyki i przedstawieniami teatralnymi, a przy okazji zapewnili sobie utrzymanie.

Przekwalifikować się albo umrzeć

Program Europejska Stolica Kultury, zainaugurowany w sobotę [21 stycznia] w tym mieście, oddalonym o 150 kilometrów od Vigo, przewiduje zaadaptowanie wielu z tych zakładów na sale wystawowe, ośrodki kultury, studia filmowe i mieszkania dla niezamożnych artystów. Trzeba się przekwalifikować albo umrzeć.

Fabryka Ramada, dawny zakład garbarski, zamknięty od wielu lat, od września będzie siedzibą szkoły projektowania, a wcześniej posłuży jako miejsce prób orkiestry. Zakład ASA, specjalizujący się w swoim czasie w wytwarzaniu ręczników i materaców, znajdujący się poza Guimarães, w miejscowości Vizela e Santo Tirso, ostatecznie zakończył produkcję w 2006 r. Teraz, dzięki prywatnemu inwestorowi, ma być przekształcony w coś w rodzaju centrum handlowego z tanimi sklepami. Wcześniej jednak na jego 24 000 metrów kwadratowych zorganizowane zostaną największe wystawy malarstwa.

W opustoszałej fabryce włókienniczej Conde de Vizela, która w XIX wieku zatrudniała ponad 4000 pracowników i miała nawet własną monetę, Víctor Erice i inni filmowcy, tacy jak Jean-Luc Godard czy Aki Kaurismäki (Fin zamieszkały w okolicach Guimarães) planują razem nakręcić film. Ale miasto wcale nie zamierza zadowolić się tym, że ekipa filmowa zjawi się tu z okazji wydarzeń 2012 r., a potem wyjedzie, toteż zakupiło własny sprzęt filmowy i chce stać się atrakcyjnym obiektem dla ludzi z tej branży:

„Mamy już umówione produkcje na 2013 r., które miały być realizowane w Europie Wschodniej. Sam Víctor Erice mówi, że chciałby kręcić tutaj zdjęcia”, zapewnia Rodrigo Areias, kierujący audiowizualną działem wydarzeń Guimarães 2012.

Trzeba sięgnąć do wyobraźni

Pan Areias mówi o tym w innej starej fabryce Guimarães, przekształconej – dzięki inicjatywie zespołu młodych architektów z tego miasta – w Centrum Sztuki i Architektury. Każde pomieszczenie ma tu przypisaną określoną funkcję, począwszy od pokoi gościnnych dla zapraszanych tu zagranicznych artystów, aż po laboratorium audiowizualne, wyspecjalizowane w animowanych robotach i ruchomych gadżetach, na których widok oszaleje każdy, kto ma bzika na punkcie informatyki stosowanej lub bzika w ogóle.

„Oto nadchodzą ci, którzy przygotowują program ‘Guimarães by night’”, mówi z uśmiechem, Rodrigo Areias. Być może w tym właśnie kryje się cała tajemnica – mieszkańcy tego miasta, które w 2001 r. zostało wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, postrzegają rok, w którym będzie ono pełniło funkcję Europejskiej Stolicy Kultury, nie tyle jako czas zabawy, ale jako wielką szansę. Wielu z nich zdaje sobie sprawę, że jeśli teraz nie wsiądą do tego pociągu, taka okazja może się już nie powtórzyć.

Organizatorzy wydarzeń mają bardzo jasną wizję tego, co chcą osiągnąć: „Nie zależy nam na tym, by przyjechała do nas Filharmonia Berlińska, która zażąda mnóstwo pieniędzy, zagra świetnie kilka koncertów, a potem sobie wyjedzie”, wyjaśnia jeden z rzeczników kandydatury miasta do miana Europejskiej Stolicy Kultury. „Chcemy zrobić coś, co będzie trwało nadal, dzięki czemu nasze miasto odzyska dawną świetność przy udziale miejscowej ludności”, dodaje.

Liczy się uczestnictwo

Stąd jedno z haseł programu: „Biorę udział”. Prawie wszyscy mieszkańcy Guimarães noszą przypięte do kurtek i marynarek znaczki z takim właśnie napisem. Budżet całego przedsięwzięcia jest skromny (110 milionów euro), co wynika z faktu, że Portugalia od roku walczy – dosłownie – o przetrwanie w obliczu bankructwa i groźby przejęcia kontroli przez unijną „trójkę”. Dlatego też trzeba sięgnąć do wyobraźni.

Dla przykładu: do Guimãraes ma przyjechać innowacyjny zespół muzyczny Buraka son Sistema, będący przykładem portugalskiego modernizmu i 28 stycznia wystąpi z koncertem w Pawilonie Wielofunkcyjnym. Tego dnia przewiduje się także uruchomienie programu zatytułowanego „Mój dom jest twoim domem” – mieszkańcy udostępnią swoje mieszkanie, pokój czy hol, aby inne zespoły organizowały tam recitale. Już 40 domów zgłosiło gotowość, by otworzyć swoje drzwi.

Dumni mieszkańcy Guimãraes odpowiadają na wezwanie. Nie bez powodu, jak twierdzą historycy. W końcu to tutaj narodziła się Portugalia, także tutaj urodził się jej pierwszy król Alfonso Enríquez, zamieszkujący słynny zamek, ale i ten zamek z biegiem czasu coraz bardziej upodabniał się do starej, opuszczonej fabryki. To nie przypadek, że oficjalny program obchodów rozpoczął się projekcją filmu dokumentalnego poświęconego muzyce portugalskiej, o symptomatycznym tytule „Zagrajmy razem, będzie nas lepiej słychać”.