Neeli Kroeszostała oczywiście przywołana do porządku przez kolegów z Komisji Europejskiej. Oficjalne stanowisko Brukseli było i jest takie, że należy za wszelką cenę, za pomocą kolejnej pilnej pożyczki w wysokości 130 miliardów euro, dać Grecji szansę na przetrwanie w eurolandzie. Bo jeśli w budowli zabraknie choćby jednego kamienia, cała konstrukcja się zawali. A koszty będą o wiele większe niż wysokość pilnej pomocy dla Greków.

To, że komisarz ds. cyfryzacji nie uwzględniła [w wywiadzie udzielonym poprzedniego dnia Volkskrantowi] finansowej teorii domina, nie było żadnym lapsusem ani gafą. Jej słowa wpisują się w pewien trend, który pojawił się jesienią zeszłego roku. Polega on na obalaniu europejskich tabu i oswajaniu ludzi z myślą, że sytuacja dojrzała do tego, by pozwolić innym – w tym wypadku Grekom – pogrążać się we własnych kłopotach.

Słodkie tabu

Pierwsze tabu związane z euro – oczernianie greckich polityków – zostało podważone we wrześniu ubiegłego roku przez unijnych dyplomatów. Po wielu miesiącach tłumienia w sobie irytacji narastającej z powodu postawy Aten, które zamiast wypełniać złożone przez siebie obietnice w sprawie redukcji wydatków, natychmiast o nich zapominały, w końcu nie wytrzymali i zaczęli ostro Grecję krytykować.

„Dość mamy tych kretyńskich wykrętów Greków”, powiedział jeden z nich. Inny nazwał [zarządzanie kryzysem] „prawdziwym skandalem”. Jeszcze inny snuł już wtedy domysły na temat bankructwa Grecji: „Nie możemy tak dalej w nich pompować. Nadchodzi moment, kiedy kapitan ogłasza: ‘Wszyscy do szalup, trzeba opuścić statek’”.

Drugie tabu – kraj może być wykluczony ze strefy euro – upadło na początku listopada dzięki niemieckiej kanclerz Angeli Merkel i francuskiemu prezydentowi Nicolasowi Sarkozy’emu.Kiedy grecki premier ich rozgniewał, zapowiadając referendum w sprawie zmniejszenia wydatków, dali wspólnie do zrozumienia, że w zaistniałej sytuacji można sobie postawić tylko jedno pytanie: „Czy Grecja pozostanie w strefie euro?”. Co oznaczało, że z eurolandu można wyjść.

Nic nie jest wieczne

W tym samym miesiącu przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy i przewodniczący Komisji Europejskiej obalili trzecie tabu – euro jest wieczne. W emocjonalnych wystąpieniach przed europarlamentem ostrzegli obaj, że jeśli przywódcy europejscy szybko nie zadziałają, przetrwanie wspólnej waluty będzie zagrożone.

W ostatnich tygodniach przyszła kolej na czwarte tabu – kraj strefy euro nie może zbankrutować. Po raz kolejny Merkel i Sarkozy, ale i holenderski minister finansów Jan Kees De Jager, oświadczyli, że Anteny mogą się pożegnać z drugim pakietem pomocowym w wysokości 130 miliardów, jeśli nie spełnią wymogów finansistów (UE i MFW) w kwestii redukcji wydatków. A bez tych pieniędzy Grecja zbankrutuje, dodał dla pewności przewodniczący eurogrupy Jean-Claude Juncker.

I wreszcie komisarz Kroes obala piąte i ostatnie tabu, czy może raczej dogmat – strefa euro rozpadnie się, jeśli Grecja powróci do drachmy. „To absolutnie nieprawda”, oświadcza Kroes. Warto zauważyć, że europejska komisarz (ds. rybołówstwa), Greczynka Maria Damanaki, utrzymywała już podczas minionego weekendu, że Bruksela ma gotowe awaryjne plany na wypadek wyjścia Grecji ze strefy euro. Komisja Europejska zdementowała jej wypowiedź.

Torując drogę do wyjścia

Działania Merkel, Sarkozy’ego, Kroes i dyplomatów UE mają doprowadzić do otwarcia dyskusji na temat wyjścia Grecji ze strefy euro. Premier [Holandii] Mark Rutte i minister finansów Jan Kees De Jagerprzyznają od wtorku [7 lutego] – tego rodzaju rozwiązanie jest możliwe. Co nie oznacza, że zostanie ono podjęte już w tym tygodniu – trwające w Atenach niezwykle trudne negocjacje między finansistami a greckim rządem zakończą się zapewne, mimo wszystko, w najbliższych dniach porozumieniem.

Ale strony, których to dotyczy, wiedzą, że za trzy miesiące finansiści znowu stwierdzą w Atenach, że Grecja po raz kolejny nie dotrzymała obietnic. I wszyscy będą wówczas gotowi na wyjście Grecji z eurolandu. I nikt nie będzie mógł powiedzieć, że jest zaskoczony.