Nasi uczeni niechętnie mówią o tym, co pozostawiła turecka historia we współczesnej tożsamości naszych narodów. Prawie we wszystkich krajach bałkańskich bagatelizuje się ślady obecności niegdysiejszego najeźdźcy, chociaż widać je na każdym kroku. Maria Todorova, autorka książki „Bałkany wyobrażone” (Wyd. Czarne, 2008) wetknęła kij w mrowisko ‒ oskarżyła historiografów i rozmaitych oficjalnych socjologów bałkańskich o to, że ukrywają prawdę o swojej tureckiej przeszłości i tym, co ona przyniosła, i traktują tę przeszłość z pogardą lub wręcz się jej wypierają [w Bułgarii, skąd pochodzi Todorova, oficjalna historiografia ma tylko jedno określenie: „tureckie jarzmo”]. Autorka posuwa się zresztą jeszcze dalej, oświadczając, że zamiast badać „tureckie dziedzictwo na Bałkanach” powinniśmy traktować „Bałkany jak tureckie dziedzictwo”. Świadczy o tym, jej zdaniem, choćby sama nazwa regionu: „balkan” oznacza po turecku górę porośniętą lasem.

Dziedzictwo, o którym mowa, jest widoczne na wszystkich poziomach życia społecznego. Przejawia się ono, między innymi, w poszukiwaniu rozwiązań wyłącznie pozainstytucjonalnych („pazarlik” – targowanie się). Innym jego przykładem jest brak rodzimych elit intelektualnych: we wszystkich rejonach imperium osmańskiego elity składały się głównie z inteligencji wykształconej za granicą i nic się pod tym względem nie zmieniło po uzyskaniu przez poszczególne narody niepodległości. Brak miejscowego mieszczaństwa i arystokracji oraz nieudana industrializacja epoki osmańskiej są jedną z przyczyn gospodarczej słabości krajów bałkańskich, mimo że każde z nich w minionym wieku rozwijało się inaczej.

Ślady po wiekach osmańskiej dominacji

Okres turecki pozostawił również mnóstwo śladów w naszych obyczajach i codziennych zachowaniach, od tych cech naszego kodu kulturowego trudno uciec. Nasz język naszpikowany jest słowami pochodzenia tureckiego, ale najbardziej osobliwa jest mowa ciała wszystkich „post-Osmanów”, z pewnością zaskakująca dla ludzi Zachodu. Niektóre niespodziewane gesty – splunięcie jako oznaka rozczarowania lub oburzenia (wzmocnione gromkim „yazik!” – „nieszczęście”) czy oparcie się na kolanie na potwierdzenie własnej powagi – są środkami wyrazu zrozumiałymi tylko dla mieszkańców Orientu. Inną dziedziną życia codziennego, w której nie brak tureckich wpływów, jest kuchnia: sarma ( faszerowane liście winogron lub kapusty), musaka, turlitava (warzywa smażone na oliwie) czy börek (pasztecik) są przede wszystkim specjałami wschodnimi. Pijemy kawę po turecku i wszyscy przepadamy za baklavami, tulumbami i bozą, wschodnimi słodkościami. Nie ma co wspominać kafeanie (kahvehan), instytucji, w której kształtuje się – i w mieście, i na wsi – opinia publiczna, jedynym w swoim rodzaju ni to barze, ni to restauracji, miejscu niemającym swojego odpowiednika w świecie zachodnim.

Gdy głębiej wejrzymy w siebie, dostrzeżemy kolejne przykłady: patriarchat, korupcja, uzależnienie wymiaru sprawiedliwości od polityków i osób wpływowych, załatwianie spraw „na czarno” i dobijanie targów to wszystko nieodłączne cechy kultury osmańskiej. Pięć i pół wieku tureckich rządów i, ogólniej mówiąc, tureckiej obecności wryło się głęboko w naszą świadomość. Dlatego właśnie nasze kraje z takim trudem (może trafniej będzie powiedzieć „tak inaczej od innych”) przechodzą do zachodniego modelu liberalnego. Dlatego również w czasach, gdy wszyscy używamy Internetu i uważamy angielski za swój drugi język, wciąż się spieramy o to, czy należy budować nowe kościoły i meczety.