W swym wtorkowym wyroku niemiecki Trybunał Konstytucyjny karci, przestrzega i upomina. Przede wszystkim jednak wprowadza istotne zmiany w kwestii zasad gromadzenia danych osobowych w komunikacji telefonicznej i elektronicznej. A także nakazuje natychmiastowe usunięcie danych zebranych na mocy dotychczasowej ustawy. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego ustanawiają nowe reguły gry. W ich opinii kolekcjonowanie danych telekomunikacyjnych na zapas to działalność wielce podejrzana. Jak głosi wyrok, dotychczasowe praktyki stanowią „poważne naruszenie” praw obywatelskich w zakresie „niespotykanym dotąd w naszym systemie prawnym”.

W wyroku bardzo dokładnie przedstawiono, jakie konsekwencje przynieść może gromadzenie i przechowywanie przez sześć miesięcy wykazów połączeń telefonicznych i korespondencji elektronicznej wszystkich obywateli. Sędziów nie trzeba przekonywać o potencjalnych zagrożeniach, jakie niesie prewencyjne zbieranie informacji na temat tego, kto, kiedy, z kim, jak często i skąd wysyłał e-maile i esemesy lub telefonował. Systematyczne gromadzenie tego typu informacji, jak przeczytać można w uzasadnieniu, pozwoliłoby na „tworzenie rozbudowanych profilów osobowościowych oraz map obrazujących trasy przemieszczania się każdego obywatela”. Na tej podstawie stosunkowo łatwo stwierdzić by można, kto należy do grupy przeciwników elektrowni atomowych, kto opowiada się przeciw elektrowniom wiatrowym, a kto jest pacyfistą. Co więcej, po przeanalizowaniu siatki kontaktów możliwe stałoby się także dowiedzenie, kto brał udział w protestach rolników, neonazistów i antyfaszystów i czy odegrał w nich rolę lidera, logistyka, organizatora czy szeregowego demonstranta.

Gromadzenie danych zagrożeniem dla swobody wypowiedzi

Taki bank danych posłużyć mógłby również do prześledzenia struktur hierarchicznych w partiach politycznych. Szybko i sprawnie można by też dojść, kto, kiedy i gdzie przekazał informacje któremu dziennikarzowi. Systematyczne gromadzenie wszystkich danych jest zatem dużym zagrożeniem dla swobody wypowiedzi, komunikacji oraz dla wolności prasy. Trybunał w Karlsruhe zdaje sobie z tego sprawę i podziela obawy obywateli. Mimo to środki zaradcze przez niego podjęte nie idą zbyt daleko.

W gruncie rzeczy wyrok pozwala na daleko idące gromadzenie i przekazywanie danych w przyszłości. Tymczasem gdyby poważnie potraktować zagrożenia płynące z takich praktyk, należałoby ich po prostu zakazać. Na taki krok sędziowie się nie odważyli, gdyż w praktyce oznaczałby on wypowiedzenie wojny prawnej Unii Europejskiej. Jak widać, w Brukseli prawa podstawowe nie zajmują jeszcze tak eksponowanego miejsca jak w Karlsruhe. Stanowisko Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w tej sprawie tak naprawdę do dziś nie jest jasne. Moment, kiedy kwestię tę trzeba będzie rozstrzygnąć, zbliża się jednak nieuchronnie.

Przedwczesne wiwaty

Tak więc niemieckim sędziowie zrobili unik, nie powiedzieli jasno i wyraźnie, że dyrektywa unijna nakazująca prewencyjne gromadzenie danych wykracza poza zakres prawa europejskiego. Trybunał pokazał jednak, że ma pełną świadomość zagrożeń dla swobód obywatelskich. Dlatego jego wyrok obfituje w napomnienia i ostrzeżenia. To istotny krok w kierunku większej ochrony obywateli przed wszelkimi próbami naruszenia ich sfery prywatnej, także na poziomie europejskim. Jeśli szeroko zakrojone gromadzenie i przetrzymywanie danych telekomunikacyjnych jest tak niebezpieczne, jak opisali to sędziowie – a co do zgodności ich opisu z faktyczną sytuacją nie ma wątpliwości – puste przestrogi nie wystarczą. Wiwaty na cześć sędziów z Karlsruhe mogą nam wkrótce utknąć w gardle.