We Francji walka o czystość narodowego języka trwa już ponad trzy stulecia, ale jej końca nie widać. Mimo wysiłków kolejnych rządów, zakazu używania angielskich słów w dokumentach państwowych, reklamie i urzędach oraz zastępowaniu nowych słów francuskimi odpowiednikami, znienawidzony język „les rozbif” wciąż szarpie nerwy obrońcom galijskiej kultury. Angielski króluje na konferencjach naukowych i w salonach dyplomatycznych, pojawia się na murach Paryża i w slangu nastolatków. Zresztą nie tylko Francja ma z tym problemy. Niemców, którzy coraz chętniej posługują się denglish – mieszanką niemieckiego i angielskiego – też one trapią. Jak obliczają lingwiści, słownik niemieckiego wzbogacił się już o 8 tysięcy angielskich słów, takich jak handy (komórka), czy check-up. I wiele wskazuje na to, że będzie ich wkrótce jeszcze więcej...

Cały artykuł Aleksandry Rybińskiej można przeczytać na stronie dziennika Rzeczpospolita