Beppe Grillo, komik, który parę lat temu zadebiutował w polityce, miotając przekleństwa, w majowych wyborach samorządowych zdobył ważne miasto – Parmę. Wśród głównych punktów programu jego „Ruchu 5 gwiazd” widnieje wyjście ze strefy euro i powrót do lira. Atrakcyjność swą partia zawdzięcza przede wszystkim propagandzie antysystemowej i protestowi – niepozbawionemu podstaw – przeciw klasie politycznej niezdolnej do odnowy. Liczy się też intensywna obecność w Internecie. Ale i tak robi wielkie wrażenie, gdy się widzi, jak pierwsza partia otwarcie przeciwna euro podbija kolejne segmenty elektoratu. Po części są to wyborcy uciekający z centroprawicy, która się rozpada wskutek odejścia Berlusconiego i skandali w Lidze Północnej. Grillo łowi jednak również na lewicy i jest bardzo popularny wśród młodzieży.

Pod koniec maja sondaż SWG dawał „Ruchowi 5 gwiazd” 17% poparcia. To plasowałoby go na drugim miejscu po Partii Demokratycznej (24%), a przed Ludem Wolności (16%). Jego program antyeuro nabiera niebezpiecznego charakteru w ogólnym klimacie rosnącej nieufności Włochów wobec projektu europejskiego. W ostatnim dorocznym raporcie Eurobarometru zaprezentowanym w marcu 34% Włochów zadeklarowało niezadowolenie z kroków podjętych przez Unię Europejską w celu wyjścia z kryzysu. To o wiele wyższy odsetek niż w reszcie Europy. 20% respondentów – znów najwięcej na całym kontynencie – stwierdziło, że nie szuka informacji o UE, zapewne dlatego, że media szeroko informują o kryzysie. A jednak aż 74% obywateli utrzymuje, że nie jest dość poinformowanych o tym, co dzieje się we Wspólnocie.

Podupadający wizerunek Europy

Ten klimat nie pasuje do silnej tradycji proeuropejskiej w naszym kraju. Lucrezia Reichlin wychowała się we Włoszech, obecnie wykłada w London Business School, ale przez wiele lat pracowała w jednej z najważniejszych instytucji wspólnotowych – Europejskim Banku Centralnym. „Włosi zawsze popierali euro”, zauważa. Kiedy kierowała działem badań EBC, często dostawała na biurko wyniki sondaży na temat nastawienia Europejczyków do Unii i my zawsze byliśmy w czołówce przekonanych. „Dziś jednak wydaje mi się, że poparcie spada. Podobna rzecz wydarzyła się u Greków. Tradycyjnie już Grecy i Włosi mają wysoki poziom nieufności do własnych rządów”, dodaje.

Według ekonomistki z tej nieufności wobec instytucji zrodziła się nadzieja, że wejście do UE pozwoli odziedziczyć zalety i cnoty państw mających „lepsze instytucje”. Opinię tę podziela inny uczony obserwujący uważnie sprawy europejskie, ekonomista Paolo Guerrieri z College of Europe z Brugii. Określa on włoski europeizm jako „zakotwiczenie nie sprzeczne, ale komplementarne do wzmocnienia tożsamości narodowej”.

W czasie kryzysu jednak, w okresie ogromnych wyrzeczeń wywołanych programem oszczędnościowym, stosunek do Europy się pogarsza. Zmianę nastrojów wywęszył zresztą nie tylko Beppe Grillo. Jedynie Partia Demokratyczna broni z pełnym przekonaniem wspólnej waluty. W prawicowej prasie coraz częściej znajdziemy hasła agresywne wobec UE i euro. W najważniejszej gazecie dawnej szeroko pojętej formacji berluskoniańskiej – Libero – pojawiają się sondaże, w których wprost pada pytanie o głos za lub przeciw euro. Według nich 60% jest przeciw.

Lawina skandali

Co prawda nasza tradycyjnie najbardziej eurosceptyczna partia, czyli Liga Północna, jest w tej chwili zbyt zajęta ucieczką spod lawiny, która spadła na nią po skandalu finansowym związanym z rodziną jej założyciela Umberta Bossiego. Warto jednak pamiętać, że w poprzedniej dekadzie najdłużej będąca u władzy koalicja pod wodzą Berlusconiego miała dwubiegunowy stosunek do Europy.

Eksminister gospodarki Tremonti był jednym z głównych autorów paktu stabilizacyjnego, który spowodował złagodzenie kryteriów deficytu budżetowego na początku pierwszej dekady XXI, z drugiej zaś strony centroprawicowy rząd postanowił niemal natychmiast po wprowadzeniu wspólnej waluty znieść wymóg podawania w sklepach cen w lirach obok euro. Był to prezent dla twardego jądra bazy wyborczej partii Berlusconiego, czyli sklepikarzy. Prezent, za który, jak wiadomo, zapłacili konsumenci.

Nie jest więc wcale powiedziane, że najbliższa kampania wyborcza do parlamentu w 2013 r. nie będzie nacechowana silnie eurosceptycznie, zwłaszcza na centroprawicy osieroconej przez Berlusconiego i dotkniętej odpływem wyborców. Tym bardziej, że kraj nie daje rady podnieść się z zapaści zaostrzanej jeszcze przez oszczędności, a populizm antyeuropejski Grilla okazał się magnesem przyciągającym głosy.