Zbliżamy się do końcówki trudnego do zniesienia procesu, który w okresie przedwyborczym obnażył bezprecedensowe rozmiary politycznego prymitywizmu. Wyniósł on szefa Syrizy, Aleksisa Ciprasa z pobocza na sam środek politycznej sceny. W rezultacie poprzednich wyborów otrzymaliśmy parlament złożony z partii skrajnych. Znaleźliśmy się w ślepej uliczce.

Strach przed nieznanym, przed gwałtownym wstrząsem, który mógłby się okazać fatalny w skutkach, oraz widmo wyjścia Grecji ze strefy euro mocno zdopingowały Nową Demokrację i może nareszcie uda się jej zwiększyć wyraźnie poparcie i uzyskać lepszy wynik niż ten z 6 maja. Decyzja Dory Bakoyanis powrotu w szeregi ND z pewnością się opłaci, gdyż głosy liberałów trafią do szerokiego frontu centroprawicowego, mimo iż utrzyma się podział wśród części tradycyjnej prawicy z ND.

Lider Nowej Demokracji, Antonis Samaras, prawdopodobnie w najbliższą niedzielę wygra wybory. Jego pierwszym posunięciem będzie podjęcie decyzji o zmianie polityki, nieudolnie prowadzonej przez dwóch ostatnich zarządców z partii PASOK, kiedy to starano sobie poradzić z kryzysem zupełnie po amatorsku, a wraz z „trójką” sklecono dwa memoranda, które zostały powszechnie uznane za co najmniej kiepsko przemyślane.

Partie polityczne, które chcą, aby Grecja pozostała w strefie euro, pokładają swoje nadzieje w niemieckiej kanclerz Angeli Merkel zmieniającej swoje stanowisko wobec Aten pod presją krajów południowej Europy, francuskiego prezydenta François Hollande’a i zabiegającego reelekcję amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy. Bez wnikania w etyczną stronę tej sprawy, to do Niemców kierowane są prośby, aby wzięły na siebie ciężar kryzysu, ponieważ przez ostatnie kilka lat korzystały na unii walutowej, mimo iż był to wynik rozumnie prowadzonej przez nich polityki.

Radykalna zmiana stanowiska niemieckiego rządu, stawiającego sobie teraz za cel uratowanie zadłużonych państw strefy euro, może również oznaczać popełnienie przez Merkel politycznego samobójstwa. Nie ma pewności, że się poświęci, ale do listopada będzie łagodniejsza, pod warunkiem zaprowadzania bardzo sztywnej dyscypliny fiskalnej, a to dlatego, że po prostu będzie chciała uniknąć bezpośredniego starcia z Obamą.

Dla Grecji nadchodzi okres decydujący. Wiele spraw się rozstrzygnie w kilku nadchodzących miesięcach i oczywiście wspólny rząd, kierowany przez ND i składający się z partii proeuropejskich, byłby dla nas najbardziej korzystny. W obecnych warunkach starcie z Unią Europejską, za czym stoi wiara, że „presja ze strony mas” zmusi większościowy blok do zmiany orientacji, jest pochopny i irracjonalny.