Nieprzekupny bohater – dla jednych, zaangażowany politycznie megaloman – dla drugich. Baltasar Garzón, człowiek, który doprowadził do aresztowania między innymi Augusto Pinocheta i argentyńskich dyktatorów, oskarżony został 7 marca przez hiszpański Sąd Najwyższy o uchybienie obowiązkom. Najsłynniejszy w Hiszpanii, a może nawet na świecie sędzia, dopuścił się jakoby przekroczenia uprawnień, kiedy chciał doprowadzić do śledztwa w sprawie dyktatury Franco, stanowiącej nadal temat tabu. Hiszpańska prawica nie może mu tego wybaczyć, sędziemu grozi zakaz uprawiania zawodu.

Przez dwadzieścia dwa lat swojej kariery sędzia Baltasar Garzón zdążył napsuć krwi wielu ludziom. Do jego głównych wrogów należą politycy z dwóch najważniejszych partii, których jednego dnia serdecznie ściskał, następnego dnia prześladował. Taka gwałtowna zmiana temperatury relacji między ludźmi często przynosi nie najlepsze skutki.

Specjalista od trudnych spraw choć nie wszystkich

Garzón nigdy nie był człowiekiem unikającym rozgłosu. Nigdy nie należał do strachliwych i zawsze zabiegał o to (lub inni robili to w jego imieniu), by najbardziej palące sprawy trafiały na jego biurko. Było takich spraw niemało. Był jednym z pierwszych, który podjął walkę z narkobiznesem w czasach, kiedy niektóre regiony Hiszpanii zaczynały się coraz bardziej upodabniać do Sycylii. Zainteresował się też najgroźniejszymi postaciami terroryzmu, w tym terroryzmu państwowego i różnych jego odmian, między innymi wykorzystywaniem tajnych funduszy. Nie mógł też oczywiście pominąć w swoich działaniach szeroko pojmowanej korupcji w sektorze budownictwa. Zdobył międzynarodową sławę, gdy zajmował się sprawami tak pasjonującymi, jak przygotowanie procesu przeciwko Silvio Berlusconiemu [za nadużycia, jakich się jakoby dopuściła hiszpańska filia jego telewizyjnej stacji Telecinco] czy wydanie nakazu aresztowania chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta i Osamy bin Ladena.

Chociaż niektórzy mu zarzucają, że na liście jego ofiar nie ma żadnego szefa wielkiej firmy, Garzón zyskał międzynarodową sławę obrońcy uciśnionych. Mimo że nie zajmował się sprawą bankructwa hiszpańskiego banku Banesto, dały się słyszeć głosy, że wykazuje się większą łagodnością w mętnych sprawach, w które uwikłane są wielkie hiszpańskie banki, zwłaszcza BBVA i Santander. Mógł zapłacić karierą za to, że ten drugi sponsorował jego wykłady w Stanach Zjednoczonych (bank się tego wypiera).

Zawsze coś działało na jego niekorzyść

Kariera trwała jednak nieprzerwanie, a niezmordowany Garzón dalej się zajmował głośnymi sprawami. Wydawało się, że już na wieki pozostanie słynnym sędzią. Zabiegał o wyższe stanowisko w Izbie Krajowej Sądu Najwyższego i w Trybunale Międzynarodowym w Hadze, ale wszystkie próby zakończyły się porażką. Wyraźnie nie cieszył się wystarczającym poparciem kolegów. Zawsze coś działało na jego niekorzyść – i z prawej, i z lewej zawsze w końcu się znajdowała większość, która nie była w stanie go znieść.

Ten wniosek sam się narzuca, gdy patrzy się na jego dokonania – brakowało mu do szczęścia jednego: wzmianki w CV o jakiejś historycznej postaci. Przebadał już na wylot demokrację i jej słabości, czas było wziąć pod lupę przeszłość. Porozliczał już wielu ludzi, ale nie odważył się dotąd zapuścić na teren dyktatora Franco. Powołując się na Prawo Pamięci Historycznej, jego ułomności i pomijane prośby rodzin tysięcy rozstrzelanych ofiar, chciał wytoczyć proces przeciwko frankizmowi. Ponieważ cierpiał na bezsenność i miał takie, a nie inne usposobienie, mógł się zmierzyć z tak potężnym zadaniem i zaangażował się w to przedsięwzięcie po uszy. A jednocześnie pracował nad sprawą Gürtel dotyczącą domniemanych przypadków korupcji, przekrętów i prania pieniędzy, w które zamieszane były ważne osobistości z Partii Ludowej.

Koniec pewnej ery?

Garzón zawsze był celem nagonek organizowanych przez obóz, którego dotyczyło jego śledztwo. To dla niego nie pierwszyzna. Potrafi stawić czoło naciskom, jak to wykazał w swojej książce będącej zbiorem jego przemyśleń i rozterek („El mundo sin miedo”, Plaza y Janés, 2005). Zawsze potrafił wybrnąć z najgorszej opresji ze zręcznością ekwilibrysty. Zawsze ktoś mu pospieszył z pomocą.

Ale tym razem jest chyba inaczej – tak przynajmniej uważają członkowie bardzo hermetycznego środowiska sędziowskiego. Wielu z nich jest przekonanych, że dobiega końca era Garzóna. Że jest człowiekiem, który się zużył, przestał być potrzebny, zwłaszcza politykom. Wszystkim dobrał się ostro do skóry. Z jego pamiętników wyziera wizerunek człowieka przekonanego o tym, że przyszedł na świat, by wypełnić jakąś misję i gotów jest ponosić w jej imię największe wyrzeczenia. Nie wiadomo tylko, czy gotów jest się pogodzić z czymś, czego sam w swoim planie nie przewidział.