Prezydent przemierza korytarz szybkim żołnierskim krokiem. Jego spojrzenie zdradza, że ma mało czasu i mnóstwo spraw na głowie. Mehmet Ali Talat planuje właśnie likwidację swej republiki. Teraz musi jedynie przekonać do tego planu wyborców, którzy pójdą do urn 18 kwietnia. Talat sprawuje urząd „Cumhurbaşkani” Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Stoi on na czele najbardziej osamotnionego państwa w Europie.

Groźba nieodwracalnego podziału

Droga do pałacu prezydenckiego na północy Nikozji prowadzi wzdłuż drutów kolczastych i zrujnowanych zabudowań. Listy i telefony docierają tam drogą okrężną przez Turcję. Połączeń lotniczych z kontynentem brak. W opinii wspólnoty narodów cała republika, która ogłosiła jednostronnie niepodległość w 1983 r., nie istnieje – lub istnieć nie powinna. Jak dotąd jedynie Ankara przysłała tam swojego ambasadora. Przedstawiciele pozostałych państw świata reprezentują swoje rządy po drugiej stronie zasieków, w Republice Cypryjskiej należącej do Unii Europejskiej.

Prezydent Talat, nieuznawany za granicą, zapada w fotel i napomina: „Czasu mamy coraz mniej”. Za cel wyznaczył on sobie stworzenie federacji cypryjskiej z jednym rządem i wspólną flagą. W zaplanowanych na niedzielę wyborach prezydenckich Turcy cypryjscy wypowiedzą się między innymi, co sądzą o takiej wizji. Talat twierdzi, że cierpliwość obywateli się wyczerpała: „Grozi nam ostateczny i nieodwracalny podział wyspy”. Takie rozwiązanie byłoby końcem przeciągania liny, które trwa od kilkudziesięciu lat. W 2004 r. Turcy cypryjscy opowiedzieli się za planem autorstwa ówczesnego sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana, który przewidywał stworzenie na wyspie federacji. Na taki wariant nie zgodzili się jednak Grecy – dzięki staraniom rządu w Atenach otrzymali oni obietnicę członkostwa w Unii, bez konieczności wcześniejszego porozumienia z tureckojęzycznym sąsiadem.

Z jaskiń hazardu do UE

Tym samym cypryjscy Turcy stali się pasierbami zjednoczonej Europy. Od niemal sześciu lat północny Cypr należy de iure do Unii Europejskiej. Faktycznie jednak zawieszono tam obowiązywanie prawa wspólnotowego. Z tego względu miejsce to działa niczym magnes na wszystkich, którzy mają jakieś szczególne zamiary, a więc na osoby zajmujących się nielegalnym przerzutem ludzi przez granicę oraz na poszukujących adresu skrytki pocztowej, tanich gruntów pod zabudowę z widokiem na morze czy jaskiń hazardu otwartych aż po blady świt. Na północy wyspy śpi się na zmiany. Wczesnym rankiem, kiedy w kasynach zliczane są jeszcze ostatnie żetony, na ulicach rozlegają się wezwania na poranną modlitwę, a na przejściu granicznym tłoczą się robotnicy. Elektrycy, hydraulicy i murarze ruszają na południe, do Unii Europejskiej, skuszeni dwukrotnie wyższymi zarobkami.

Paszport europejski ma obecnie 80 tysięcy Turków cypryjskich, jedna trzecia mieszkańców republiki. Dwukrotnie więcej przekracza co roku granicę, otwartą dla ruchu w 2003 r. We wrześniu 2008 r. Talat zainicjował serię cotygodniowych spotkań ze swym odpowiednikiem po stronie greckiej, by negocjować takie kwestie jak rola armii tureckiej, przebieg granicy czy los dziesiątków tysięcy działek, których właściciele musieli się ewakuować w trakcie wojny. W rozmowach jak dotąd nie doszło do większego przełomu. Negocjatorzy szanują i cenią się wzajemnie. Grek Dimitris Christofias, podobnie jak Talat, cieszy się opinią reformatora i niejednokrotnie bronił planów utworzenia federacji na forum greckiej Rady Narodowej, gdzie spotykają się one z ostrym sprzeciwem.

Tu nikt nie sprawdza, czym się zajmujesz

Tymczasem do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka napłynęło 1400 skarg od cypryjskich Greków, którzy domagają się zwrotu własności na północy wyspy. Suma wypłaconych odszkodowań sięgnęła jak dotąd 70 milionów euro. W odwrotnym kierunku pieniądze nie płyną – przynajmniej oficjalnie. Republika Cypryjska zarządza posiadłościami Turków na zasadzie powierniczej, aż do momentu ostatecznego rozwiązania konfliktu. Obywatele Cypru Północnego nie mogą zgłaszać swych roszczeń do trybunału. Gdyby tylko uzyskali taką możliwość, mogłoby to Greków sporo kosztować. Do Turków cypryjskich należą chociażby tereny, na których znajduje się dziś lotnisko w Larnace obsługujące rocznie ponad pięć milionów turystów.

Na północy w czasie zaledwie kilku lat stanęło ponad 30 tysięcy willi i apartamentów. Gorączki złota w budownictwie nie powstrzymały nawet szczegółowe plany zagospodarowania przestrzeni. Kiedy prezydent wybiera się w drogę wzdłuż wybrzeża, mija rzędy willi prosto z deski kreślarskiej ciągnące się całymi kilometrami. Kilka kilometrów dalej w ich miejsce pojawiają się spelunki, nazywane tu klubami „kiss me quick”, w których swe usługi oferują młode kobiety ze wschodniej Europy. W wolnym porcie Famagusta zaś spokojną przystań znaleźli poszukiwacze szczęścia z całego świata. Jak grzyby po deszczu mnożą się tu wirtualne firmy z adresem skrytki pocztowej – „nikt nie sprawdza, czym się zajmujesz”, zachwala niemiecki organizator loterii.

W trakcie swej ostatniej wizyty w Ankarze niemiecka kanclerz Angela Merkel po raz kolejny jasno przedstawiła stanowisko Unii w sprawie konfliktu na Cyprze: Negocjacje akcesyjne z Turcją będą kontynuowane jedynie pod warunkiem, że Ankara otworzy swe porty dla statków z greckiej części Cypru. Słowa te padły w kontekście wcześniejszych wypowiedzi tureckiego ministra do spraw europejskich, który twierdził, że Europa jest ważna dla jego kraju, ale nie aż tak ważna, by poświęcić dla niej Cypr. Czyżby zatem wysepkę na Morzu Śródziemnym czekała nowa, polityczna epoka lodowcowa? Prezydent Talat przypomina, że 36 lat od zakończenia wojny wciąż jeszcze nie ma oficjalnego porozumienia w sprawie zawieszenia broni na Cyprze. Z jego punktu widzenia jest to sytuacja niepojęta. Grecy cypryjscy nie widzą w tym jednak nic dziwnego: „Jak można zawrzeć porozumienie z republiką, która nie istnieje?”