Rumunię trawi bezprecedensowy kryzys polityczny. Zakwestionowanie praworządności w kraju, będącym od 2007 r. członkiem Unii Europejskiej (UE), niepokoi Brukselę. Od początku czerwca, na przestrzeni tylko jednego tygodnia, nowa większość złożona z socjalistów i liberałów poszła w kierunku instytucjonalnego zamachu stanu, który doprowadził wreszcie 6 lipca do usunięcia z urzędu centroprawicowego prezydenta Traiana Băsescu.

Aby tego dokonać, rząd kierowany przez socjalistę Victora Pontę, naruszył konstytucję i ograniczył prerogatywy Trybunału Konstytucyjnego, będącego kręgosłupem rumuńskiego systemu prawnego.

„To jest prawdziwy przewrót”, stwierdziła rumuńska eurodeputowana Monica Macovei, była minister sprawiedliwości, która była inicjatorką radykalnej reformy rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości, bardzo docenianej przez Komisję Europejską. „Przyszedł czas, aby Rumuni spojrzeć prawdzie w oczy i zmobilizowali się, bo w przeciwnym razie dyktatura i tyrania mogą zadomowić się w dowolnym momencie”.

Mobilizacja wszystkich sił

Co tu jest prawdziwą stawką, o co chodzi w tej rumuńskiej kakofonii politycznej? Pośpiech, towarzyszący usunięciu z urzędu prezydenta kraju, wzbudził wiele pytań. Odpowiedź nie jest bez wątpienia stricte polityczna. Tak naprawdę gra toczy się o losy wymiaru sprawiedliwości. Rumunia, choć jest krajem znanym z wysokiego poziomu korupcji, zdołała jednak w ostatnich latach zmienić sposób, w jaki postrzega ją Komisja Europejska, która co roku dokonuje oceny jej systemu sądownictwa.

Krajowa Prokuratura Antykorupcyjna (DNA), czyli instytucja działająca pod wysokim patronatem urzędu prezydenta, zdołała ostatnio doprowadzić do skazania kilku sekretarzy stanu, deputowanych, prefektów, generałów i innych osobistości życia publicznego, które dotychczas uchodziły za nietykalne.

Niegdyś socjalistyczny premier, Adrian Năstase, mentor obecnego szefa rządu, został 20 czerwca skazany na dwa lata więzienia za udział w aferze korupcyjnej, co było możliwe dzięki dochodzeniu przeprowadzonemu przez DNA. Był to mocny sygnał. Znajdujący się na celowniku decydenci, z których część chroni parlamentarny immunitet, nie opuścili jednak rąk.

W reakcji zmobilizowali wszystkie swoje środki, aby usunąć prezydenta Traiana Băesscu i położyć łapę na DNA. „Celem większości parlamentarnej jest przejęcie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości”, stwierdził zawieszony prezydent. „Złożenie mnie z urzędu jest tylko etapem na tej drodze”.

Kompromitacja obecnych władz

Człowiekiem, który urządził spektakl rozgrywający się na rumuńskiej scenie politycznej jest Dan Voiculescu, były wysoki rangą oficer Securitate, policji politycznej na usługach reżimu komunistycznego. Wartość majątku Voiculescu, nazwanego „Waranem” z powodu podobieństwa do wielkiej jaszczurki, szacuje się na ponad 1,5 miliarda euro.

Ten właściciel medialnego imperium [w tym dziennika Jurnalul Naţonal], który był przez dwie kadencje senatorem, już 1 maja ogłosił harmonogram odwołania prezydenta Basescu, ściśle przestrzegany potem przez socjalistycznego premiera Victora Pontę.

Ale „Waran” i jego wysoko postawione marionetki nie docenili reakcji instytucji europejskich. Raport na temat rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości, który Komisja Europejska opublikowała 18 lipca, unieważnia wszelkie kroki podjęte przez Rumunię, aby przystąpić do strefy Schengen, czyli swobodnego przepływu osób na kontynencie.

Wiarygodność obecnych władz w Bukareszcie, z ministrem spraw zagranicznych – wielbicielem Władimira Putina – Andreiem Margą, wyraźnie nieradzącym sobie z sytuacją, a także premierem, na którym ciąży oskarżenie o plagiat w pracy doktorskiej, wydaje się mieć bardzo wiele wspólnego z kompromitacją.

Konflikt wstrząsający rumuńską sceną polityczną jest odzwierciedleniem opozycji między tą Rumunią, która chce się rozwijać, modernizować i dostosowywać się do norm europejskich, a nieruchawym krajem zaczepionym w przeszłości i kontrolowanym przez kliki, pragnące nadal chronić swoje interesy ekonomiczne za parawanem immunitetu parlamentarnego. Referendum z 29 lipca powinno pozwolić Rumunom rozstrzygnąć.