W minionym tygodniu, jeśli nie wcześniej, stało się jasne, że polityczny projekt europejski znalazł się u kresu swoich możliwości. Wspólne oświadczenie prezydenta Francji Hollande’a i kanclerz Niemiec Merkel, że „zrobią wszystko, co w ich mocy, aby ochronić strefę euro”, to nic więcej, jak akt desperacji.

Trzecie zdanie oświadczenia, które głosi, że każdy powinien „wywiązywać się ze swoich zobowiązań leżących w zakresie jego kompetencji”, pokazuje, jak różnie poszczególne państwa strefy euro, w tym także Niemcy i Francja, zapatrują się na kryzys. Równie dobrze zdanie to można by uznać za kapitulację – każdy na własną rękę ma uporać się z dręczącymi go problemami.

Tendencje odśrodkowe przybierają na sile

Jesteśmy dziś świadkami ostatnich drgawek wspólnej dyplomacji krajów strefy euro. Zgoda i harmonia są wyłącznie na pokaz. Pod powierzchnią coraz bardziej dają o sobie znać siły odśrodkowe. Jednego dnia prezes EBC Mario Draghi obiecuje dalsze wsparcie dla państw-bankrutów. Innego dnia niemiecki minister finansów Schäuble cofa zgodę na taki krok. Podczas gdy Grecja prosi o więcej czasu, codziennie pojawiają się nowe doniesienia na temat zaniedbań rządu w Atenach, a niemieccy politycy otwarcie domagają się wykluczenia kraju ze eurolandu.

Hiszpański minister ds. europejskich nie chce wypowiadać się na temat problemów własnego kraju, ale bez najmniejszych oporów apeluje o zwiększenie pomocy finansowej przez Niemcy. A na dobitek, wciąż jeszcze nie ma porozumienia co do konkretnych instrumentów pomocowych – pośredniego lub bezpośredniego skupu obligacji, wsparcia dla banków czy programów oszczędnościowych.

Euro dokonuje żywota na Południu

Rząd niemiecki jest w mniejszości wyłącznie na forum Rady Prezesów EBC. Jeśli jednak uwzględnić państwa członkowskie na wschodzie Europy, sytuacja przedstawia się już zupełnie inaczej. Północ i południe kontynentu dzieli dziś głęboka przepaść. Wszystko wskazuje na to, że tylko kwestią czasu jest nadejście chwili, kiedy będziemy musieli spojrzeć sobie głęboko w oczy i przyznać, że dalej nam nie po drodze.

Przez 11 lat od chwili powstania strefy euro regiony gospodarcze na północy i południu Europy nie upodobniły się do siebie, lecz wręcz przeciwnie – rozwijały się w rozbieżnych kierunkach. W tych warunkach wspólna waluta nie ma najmniejszego sensu.