Jak w koszmarnej grze wideo Europa uniknęła kolejnej pułapki i może przeskoczyć na wyższy poziom, zdobywając wreszcie tę „bazookę” przeciwko spekulacji, broń, na którą czekała od roku.

Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł, że nowy fundusz ratowania państw (ESM) nie narusza prerogatyw suwerennego parlamentu niemieckiego. Sędziowie postawili co prawda pewne warunki, które z założenia wzmacniają hegemonię Niemiec w sprawach europejskich, ale nie aż tak mocne, jak się można było obawiać.

Wyrok z Karlsruhe kładzie zapewne kres pierwszej, najkrwawszej fazie tej wojny zjednoczeniowej, którą na szczęście toczy się na rynku, a nie w okopach. Ale otwiera nową, jeśli w ogóle można tak powiedzieć, jeszcze deliktniejszą. Bowiem walka przenosi się ze sfery gospodarki na obszar polityki, z instytucji finansowych do parlamentów, rządów, urn, przy których w najbliższych latach wyborcy będą mieli rozstrzygać o przyszłości kontynentu.

Nowa bitwa na trzech poziomach

Dzięki odwadze i dalekowzroczności Draghiego oraz decyzjom – wprawdzie długo wyczekiwanym – premierów, strefa euro dowiodła czynem, że wierzy zasadę, iż, jak to formułuje EBC, „euro jest nieodwracalne”. Pozyskała też narzędzia do wspierania wspólnej waluty. Ale błędem byłoby uwierzyć, że wojna już wygrana. Pojedynek o wiarygodność Unii wskoczył po prostu na wyższy poziom. Już nie chodzi o euro, a o Europę jako taką; nie o monetę, ale o suwerena, który ją bije. Ten zaś okazuje się na razie dość nieokreślony, a więc niezbyt wiarygodny.

Sytuacja nadzwyczajna zatem się nie skończyła. Nowa bitwa jednak ma czysto polityczną naturę. Toczyć się będzie równocześnie na trzech poziomach.

Pierwszy to polityka gospodarcza. Finansowe koła ratunkowe, jakie wreszcie mamy do dyspozycji, zadziałają jedynie pod warunkiem, że rządy krajów, które w ostatnich latach nie dały sobie rady, gdy chodzi o konkurencyjność i dyscyplinę, dotrzymają swych zobowiązań i odzyskają utracony teren. Nie będzie to ani łatwe, ani bezbolesne. Gdyby jednak Włochy lub Hiszpania miały w najbliższej dekadzie wypaść z obranej drogi, całe dotychczasowe osiągnięcia poszłyby na marne. Euro dało radę wytrzymać z trudem nacisk niewypełnionych zobowiązań Grecji. Ale nie udźwginęłoby rejterady gospodarek dziesięć czy dwadzieścia razy większych.

Drugi poziom to polityka wewnętrzna. Wczoraj odbyły się wybory parlamentarne w Holandii, które były de facto referendum na temat Europy. Miażdżące zwycięstwo odniosły partie proeuropejskie. Przed Holendrami w sprawie Europy głosowali też Grecy (i to dwukrotnie). Potem przyjdzie kolej na Włochów i także dziś podział będzie przebiegać między partiami pro- i antyeuropejskimi.

Trzysta milionów Europejczyków i ośmiu sędziów

Po nas będą Niemcy i znów będzie to ta sama dyskusja. Po wielu wahaniach Angela Merkel energicznie weszła w europejskie koleiny wyznaczone przez Kohla. Ale nie wszyscy jej ludzie wydają się gotowi iść za nią do końca. Wybory będą zaś bitwą o pozyskanie czy odzyskanie serc Niemców dla projektu europejskiego. Jedna po drugiej demokracje UE będą musiały dokonać wewnętrznych obrachunków z tym projektem, z jego kosztami i zadaniami, jakie stawia.

Trzeci poziom – najbardziej złożony – to polityka europejska. Wczoraj Komisja przedstawiła swoją propozycję, by powierzyć EBC nadzór nad sześcioma tysiącami banków w Unii. Ten pierwszy krok ku unii bankowej nie podoba się Niemcom. Także wczoraj na forum europarlamentu Barroso kreślił przyszłość Europy jako „federacji państw narodowych” , co nie podoba się Francuzom. W październiku szefowie rządów będą musieli podać wstępną ocenę projektu dalszej integracji, którą przedstawią Draghi, Barroso, Van Rompuy i Juncker. Przewidywać on będzie reformy dające się wprowadzić przy obecnych traktatach, ale i cele oraz terminarz działań na rzecz zmiany traktatów, co ma doprowadzić do unii budżetowej oraz politycznej z prawdziwego zdarzenia.

Współistnienie i pomieszanie suwerenności krajowych z podmiotowością europejską to coraz poważniejszy problem, który trzeba rozwiązać dla dobra demokracji. Dowodem tego wczorajszy werdykt – los trzystu milionów Europejczyków zależał od ośmiu sędziów nominowanych przez niemieckie landy.

Po ocaleniu waluty trzeba więc ocalić Europę, nadając jej suwerenność, której dziś nie ma. Odpowiedź, jakiej rządy zdołają udzielić na to wyzwanie, będzie w dużej mierze zależeć od wyniku dwóch innych pojedynków w kwestii polityki gospodarczej oraz kształtowania większości parlamentarnych. Te zaś są zależne, być może po raz ostatni, od zachowania się poszczególnych demokracji.