Czy banki próbują wyzuć z treści projekty regulacji finansów międzynarodowych? W każdym razie ich ludzi pełno na korytarzach Parlamentu w Strasburgu i Komisji Europejskiej w Brukseli, robią wszystko, by zaprezentować swój pogląd na sprawę. A ponieważ praktycznie nie znajdują nikogo, kto by umiał rozmawiać z nimi jak równy z równym, uwijają się jak mogą.

Opłata bankowa, kontrola premii/udziału w zyskach, reglamentacja funduszy spekulacyjnych, reglamentacja sprzedaży blankowej… jest za czym lobbować. I to właśnie niepokoi wielu europosłów wszelkich opcji politycznych. W zeszłym tygodniu postanowili wystosować apel potępiający nierówną walkę o wpływy między wszechmocnym sektorem finansowym a niemal nieobecnym społeczeństwem obywatelskim.

Entryzm stał się bankową specjalnością

Socjalistyczna deputowana Pervenche Berès, która przedstawiła wczoraj główne wnioski ze swojego raportu w sprawie kryzysu finansowego, wywołała małą sensację, proponując, by wezwać państwa członkowskie do bojkotu banku inwestycyjnego Goldman Sachs. Nie wpadajmy jednak przedwcześnie w zachwyt, ona sama nie ma co do tego złudzeń. „Propozycja nie przejdzie – powiedziała – ale mimo to należy postawić na forum publicznym problem podwójnej władzy tego rodzaju banków”.

Entryzm, czyli przejmowanie władzy przez obsadzanie stanowisk własnymi ludźmi, stał się bankową specjalnością. Na przykład opracowywane obecnie przepisy o europejskim nadzorze finansowym pochodzą wprost z zamówionego przez Komisję raportu, złożonego 25 kwietnia 2009 r. A tekst ten, uznany za bardzo ostrożny, opracowany został przez grupę „ekspertów” pod wodzą Jacques’a Larosière’a, byłego szefa Banque de France, lecz przede wszystkim obecnego doradcę prezesa BNP-Paribas, złożoną z siedmiu ludzi z branży – trzech wywodzi się z sektora prywatnego, chociaż w którymś momencie swojej kariery sprawowali funkcje publiczne: Rainer Masera (kiedyś w Lehman Brothers), Omar Issing (Goldman Sachs) i Onno Rusing (Citigroup). Czyli jest w niej czterech bankierów (z trzech firm amerykańskich…) i piąty, Callum Mc Carthy, były prezes brytyjskiej Financial Services Authority, jak powszechnie wiadomo, przeciwnik zbyt rygorystycznego nadzoru. Tak więc większość grupy „eksperckiej” wywodzi się z branży finansowej lub jest z nią związana. I jak tu się dziwić, że takie są wyniki?

Skąd brać niezależnych ekspertów?

„Cóż bardziej normalnego – broni się otoczenie Michela Barniera, komisarza ds. rynku wewnętrznego i usług – to najlepsi specjaliści w tej straszliwie stechnicyzowanej dziedzinie. Dlaczego więc mielibyśmy się z kimś innym konsultować?” I na tym polega kłopot. „Wśród urzędników Komisji nie ma fachowców od tych spraw – potwierdza francuski urzędnik w Brukseli. – Dlatego zdają się na opinię banków”.

Sprawa jest na tyle poważna, że w zeszłym tygodniu Michel Barnier przyznał, że coś jest nie tak i że trzeba doprowadzić do „większej dywersyfikacji i otwarcia” słynnych „grup ekspertów”. W miarę upływu lat Komisja, która własnych fachowców nie ma, skupiła wokół siebie ponad tysiąc „grup eksperckich”, które doradzają jej przy opracowywaniu przepisów.

Działanie, skład i zakres władzy tych grup są nieprzejrzyste, co krytykuje regularnie NGO Alter-EU, która wyspecjalizowała się w tropieniu lobbystów działających w Brukseli. Tylko w dziedzinie finansów jest 19 organizacji lobbystycznych przy dyrekcji generalnej ds. rynku wewnętrznego i usług. Według Alter-UE, która w październiku 2009 r. opublikowała na ten temat raport, osiem z tych organizacji jest całkowicie zdominowanych przez świat finansów, podobnie zresztą jak organizacje zajmujące się produktami pochodnymi, sprawami bankowymi czy też manipulacjami rynkowymi.

Niewygodne pytania, przejrzyste naciski...

Komisja nie lubi, kiedy stawia się jej pytania na temat zespołów specjalistów; redakcja Libération poprosiła ją o udostępnienie pełnego ich wykazu oraz składu. Po dwóch miesiącach otrzymaliśmy w odpowiedzi listę… internetowych linków. Prowadzą na witryn, na których informacje są niepełne: w tekście poświęconym grupie „spraw bankowych” podane są wprawdzie nazwiska ekspertów, ale bez wskazania firm, w których pracują. O grupach ds. produktów pochodnych dowiadujemy się tylko tyle, że w ich skład wchodzi 34 ekspertów reprezentujących banki i 10 wywodzących się z instytucji publicznych, ale nazwiska osób z sektora prywatnego są przemilczane… Uderzające jest to, że przedstawicieli branży finansowej jest w tych grupach prawie dwa razy więcej niż urzędników, którzy zajmują się opracowywaniem przepisów w dziedzinie finansów.

Nie należy więc się dziwić, że żaden z tekstów dyskutowanych w Parlamencie Europejskim i Radzie Ministrów nie stanowi prawdziwego przełomu. „Najdziwniejsze jest to, że Komisja szczególnie uważnie się wsłuchuje w dominujący głos banków anglosaskich”, zauważa nasz francuski rozmówca z Brukseli. „Jakby chodziło jej głównie o to, żeby nie zadrzeć ze Stanami Zjednoczonymi”. Zdaniem wielu europosłów naciski banków są stosunkowo przejrzyste. I intensywne, bardzo intensywne. A w związku z tym skuteczne.