Gdy w 2009 r. testom odporności poddano banki amerykańskie, pomogło to zakończyć panikę na Wall Street. Rezerwa Federalna otworzyła księgi bankowe, przedstawiła jasne prognozy co do tego, jak wielkie mogą być straty i zmusiła banki, którym brakowało kapitału, do jego zdobycia – także sięgając po publiczne pieniądze z kieszeni podatników.

Unia Europejska pójdzie teraz w ślady Ameryki, a wyniki testów znane będą pod koniec lipca. Tyle że w Stanach całą akcję przeprowadzano w militarnym stylu, w europejskie działania zaś najwyraźniej wdał się chaos.

Banki i transparentność – niezbyt dobra kombinacja

Banki i transparentność to nie zawsze dobra kombinacja. Kiedy firma produkująca samochody przyznaje, że ma problemy, jej fabryki nie znikają z powierzchni ziemi w tydzień później; kiedy do kłopotów przyzna się bank, zwykle bardzo szkodzi to jego interesom. Dlatego informacje, że coś jest nie tak, lepiej trzymać czasami w sekrecie. Natomiast gdy już nastąpiło poważne zachwianie zaufania, jedynym ratunkiem pozostaje ujawnienie prawdy. Tak stało się w Japonii w latach 2002–2003, kiedy zmuszono banki do przyznania się do swych złych długów, tak stało się w Ameryce w zeszłym roku.

Teraz przyszła kolej na Stary Kontynent. Niektóre banki wykluczone zostały z międzynarodowego rynku pożyczek z obawy, że problemy ekonomiczne Europy Wschodniej doprowadzą do ich upadku. Istniały także podejrzenia, że banki te udzielały w latach prosperity złych kredytów. Dopóki nie odbuduje się zaufania, systemowi bankowemu mocno uzależnionemu od pożyczek na wielką skalę, grozi załamanie. By poradzić sobie z długami instytucje finansowe byłyby zmuszone jeszcze mocniej wesprzeć się na bankach centralnych i rządach. Mogłoby to także spowodować pogłębienie recesji.

Sprawa jest poważna. Europejski system bankowy jest o wiele większy niż amerykański: testom poddano 91 banków, podczas gdy na Wall Street wzięło w nich udział zaledwie 19. W dodatku w Europie nie ma jednej instytucji o władzy i zasobach amerykańskiego Fedu, testy przeprowadzane są przez instytucje państwowe, Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny oraz twór zwany Komitetem Europejskich Organów Nadzoru Bankowego.

Banki niemieckie, które są w kiepskim stanie, ale mogą dalej tanio pożyczać, bo mają poważne finansowe wsparcie rządu, twierdzą, że zdadzą egzamin. Testy mogą zaciemnić kwestię niespłacenia długów, zakładając cięcia aktywów w portfelach handlowych, ale nie zaciągniętych pożyczek. W przeciwieństwie do Ameryki Europa, jak się wydaje, dość swobodnie podchodzi do definicji kapitału, którego rynek nie uważa już za kryterium wypłacalności.

Część banków z pewnością obleje testy

Za późno już by naprawić te wszystkie błędy, ale jednocześnie jest za wcześnie, by skreślić wyniki testów odporności, żeby je jednak uznać za prawdopodobne, muszą zostać spełnione trzy warunki. Po pierwsze, nie do pomyślenia jest, aby wszystkie banki test zdały – stuprocentowy sukces byłby dowodem, że pytania, jakie padły, były za łatwe. Na szczęście, podobno w ostatniej chwili, coś tam poprawiono i sprawiono, że są trudniejsze.

Po drugie, nawet jeśli wyliczenie ryzyka niewypłacalności państwa jest z przyczyn politycznych niemożliwe, kwestia musi zostać rozwiązana w sposób przekonujący. Każde wystawienie banku na kontakt ze słabą ekonomią musi być szczegółowo pokazane. Tak jak w poprzednim przypadku prawdopodobne jest, że niektóre banki nie ujawniają całego ryzyka. Twarde testy w Hiszpanii, wielkiej gospodarce, która najbardziej niepokoi inwestorów, są także bardzo istotne dla wiarygodności. Kraj ten ma niewysoki dług publiczny, ale niektórzy obawiają się, że nie może sobie pozwolić na ratowanie upadających banków. Ten niepokój wydaje się już bezzasadny, a tak czy inaczej Hiszpania może wykorzystać nowy europejski fundusz pomocowy. Ale tamtejsi politycy i prawodawcy muszą wesprzeć teraz twarde słowa czynami – nawet jeśli inne państwa swoje banki traktują łagodniej.

I wreszcie testy muszą być przeprowadzone w kompetentny sposób. Ostatnie, czego potrzebuje Europa, to chaotyczne przedstawienie wyników dla 91 banków, pod którymi nie podpisałyby się krajowe organy nadzoru, bez planu zmiany struktury kapitału firm, które egzamin oblały. Najgorzej byłoby nie wtedy, gdyby się okazało, że testy były nieistotne czy wadliwe, ale wtedy, gdyby zniszczone zostało zaufanie.