Ta wątła blondynka o głosie niewinnej dziewczynki wywołała gniew wysoko postawionych urzędników. Jej materiał o słowackim wymiarze sprawiedliwości Nemoc tretej moci[Choroba trzeciej władzy] stał się symbolem protestu wobec klanu sędziów nieprzestrzegających prawa. Zuzana Piussi odczuła już na własnej skórze wszechwładzę tego klanu. Jedna z sędzin przedstawionych w filmie dokumentalnym złożyła na nią skargę. „Wie pani – jesteśmy pod presją”, miał jej zdradzić pewien młody śledczy podczas przesłuchania. Grozi jej do dwóch lat więzienia.

Słowacki wymiar sprawiedliwości jest kontrolowany przez grupę prawników, którzy zrobili z niego dojną krowę, ogłaszając wyroki korzystne dla „organizacji mafijnych”. 70% społeczeństwa nie ufa słowackim sądom. Aktualny minister sprawiedliwości, Tomáš Borec, stwierdził nawet, że „sytuacja gorsza już być nie może”. Według Światowego Forum Ekonomicznego Słowacja zajmuje 140. miejsce (na 144 państwa), jeżeli chodzi o stosowanie prawa.

Państwo w państwie

Jak mogło do tego dojść w jednym z krajów, które najlepiej sobie poradziły ze swoją transformacją po upadku komunizmu? Pięćdziesięciopięcioletni Štefan Harabin jest bez wątpienia człowiekiem, który najbardziej naznaczył swoim piętnem słowacki wymiar sprawiedliwości. Był sędzią za czasów komunistycznym i przyjacielem byłego premiera Vladimíra Mečiara [w latach 1993–1999, kiedy to Słowacja oddaliła się od standardów demokratycznych i odizolowała się na scenie międzynarodowej] i od lat jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Był też ministrem sprawiedliwości. Przede wszystkim jednak kontroluje jeden z głównych filarów władzy sądowniczej, jakim jest Sąd Najwyższy.

Niektórzy go postrzegają jako gentlemana bywającego na salonach, inni traktują go jak dyktatora rządnego władzy i zemsty na przeciwnikach. Tak więc słowackie media – zmuszone przez posłuszne sądy – musiały mu wpłacić dziesiątki tysięcy euro zadośćuczynienia za „obrazę dobrego mienia”. Harabin nauczył członków swojego klanu innych sztuczek. W październiku wygrał nawet sprawę z państwem.

Sędzina zarządziła wypłatę 150 000 euro rekompensaty, ponieważ uznała, że prokuratura kilka lat temu naruszyła jego dobra osobiste, oznajmiając publicznie, że doniesienia mediów na temat rozmowy telefonicznej między nim a Bakim Sadikiem, szefem albańskiej mafii narkotykowej, są prawdziwe. Sadiki został skazany na 22 lata więzienia, ale zdołał uciec.

Długie ręce Temidy

Sąd Najwyższy, utworzony w 2003 r., jest najważniejszym niezależnym organem wymiaru sprawiedliwości. Ale przejęli nad nim kontrolę ludzie o nie najlepszej reputacji i zaczęli zamykać usta przeciwnikom. Juraj Majchrák był architektem Sądu Najwyższego. Ten cieszący się dobrą reputacją wice-prezes Trybunału Konstytucyjnego był pierwszy na liście [do odstrzału]. Harabin, jako prezes tejże instytucji, wszczął procedury dyscyplinarne przeciwko niemu ze względu na domniemane zaniedbania w wykonywaniu obowiązków i domagał się najwyższej z możliwych sankcji – odwołania. Majchrák popadł w ciężką depresję. W 2011 r. powiesił się w swoim garażu.

Podczas pogrzebu, który przypominał bardziej akcję protestacyjną przeciw Herabinowi niż religijne nabożeństwo, jeden z sędziów otwarcie przyznał, że „zastraszanie Majchráka przyczyniło się do jego aktu desperacji”. Historia Marty Laukovej jest równie tragiczna. W 2009 r. otrzymała od swojej zwierzchniczki polecenie zwolnienia z więzienia człowieka podejrzanego o przynależność do międzynarodowego gangu pośredników w nielegalnym przekraczaniu granicy; była to „prośba z ministerstwa” (kierowanego wówczas przez Harabina). Nie zgodziła się i złożyła pozew w sprawie próby wpłynięcia na decyzję sądu.

Krótko po tym padła ofiarą szykany sterowanej ze szczytu władzy, została przeniesiona do innego województwa, jej obecność w pracy była kontrolowana i była upokarzana na różne sposoby. Nie mogła już tego wytrzymać i zachorowała. Sąd Najwyższy odmówił płacenia jej wynagrodzenia chorobowego, ponieważ uznał, że jest symulantką. Bardzo szybko zapadła w śpiączkę i zmarła na niewydolność serca.

To Helena Kožíková, jej zwierzchniczka, wstrzymała wypłatę jej zasiłku chorobowego. To ta sama sędzina złożyła pozew do sądu karnego przeciw Zuzanie Piussi, która zamieściła w swoim filmie dokumentalnym dramatyczną scenę. Córka Marty Laukovej oskarża w niej Kožíkovą prosto w oczy o to, że ponosi częściową odpowiedzialność za śmierć jej matki. Kožíková, poza karą więzienia, domaga się zadośćuczynienia w wysokości 40 000 euro od autorki materiału i telewizji słowackiej.

Miarka się przebrała

Tragedie Juraja Majchráka i Marty Laukovej być może spowodowały, że milczącą dotychczas większość uznała, iż miarka się przebrała i się obudziła. „Ich śmierć nie poszła na marne”, można było usłyszeć podczas publicznych zgromadzeń nowej organizacji zrzeszającej sędziów „Za otvorenú justíciu” [„Tak” przejrzystemu wymiarowi sprawiedliwości]. „Jest nas około pięćdziesięciu”, twierdzi Javorčíková, przewodnicząca ruchu. „Dzięki mediom jesteśmy coraz bardziej słyszalni. Nie śmią już nas tak zastraszać jak kilka lat temu. Nawet opinia publiczna zaczyna już rozumieć, co się dzieje”. Ten klan sędziów, którzy kontrolują szczyt aparatu sądownictwa, stanowi margines (ok. 10%) 1400 sędziów Republiki Słowackiej.

Sytuacja się zmienia. Harabin nadal kontroluje Sąd Najwyższy, ale nie dysponuje już większością. Ponadto teraz nie tylko solidaryzujący się sędziowie, ale i media oraz eurodeputowani pojawiają się na posiedzeniach komisji dyscyplinarnych w sprawie krnąbrnych sędziów, które przypominają sądy karne z czasów komunistycznych (mówi się na nich o „naruszeniu dobrego mienia wymiaru sprawiedliwości”).

Wiele osób śledzi przebieg sprawy przeciw Zuzanie Piussi. Zaczęto zbierać podpisy, trochę na wzór petycji za czasów komunistycznych. Sygnatariusze popierają wykroczenie popełnione przez Zuzanę Piussi – zamieszczenie sceny, w której widać sędzinę Kožíkovą, w filmie dokumentalnym bez jej zgody – i domagają się w ten sposób kary dla siebie. Są ich już setki.

Producent filmu dokumentalnego zamieścił go w Internecie i można go obejrzeć bezpłatnie. Dziesiątki tysięcy internautów już go obejrzało. „W jakich żyjemy czasach, skoro ludzie muszą podpisywać petycje, żeby bronić innych, tak jak za ‘komuny’?”, zastanawia się Zuzana Piussi. „Jest to jednak konieczne, ponieważ gdyby nie to poparcie trafiłabym prawdopodobnie do więzienia”.