Jestem zdumiony i zaniepokojony ostatnią falą secesjonistycznych nastrojów w Katalonii. Nie pisałem o tym, ponieważ wychodziłem z założenia, że czytelnicy tej rubryki podzielają moje odczucia, a nie ma po co prawić kazań nawróconym. Udzieliłem jednak ostatnio wywiadu związanego z moją ostatnią powieścią, podczas którego zadano mi kilka pytań na ten temat. Odpowiedziałem mniej więcej, co następuje.

Rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie są niezadowoleni i zdesperowani i sądzą, że trudno sobie wyobrazić trudniejszą sytuację. Mogę im odpowiedzieć tylko dwie rzeczy – jedna to pewnik, druga jest moim własnym przeświadczeniem. A więc pewne jest to, że naprawdę mogłoby być gorzej. Przeświadczeniem, z którego chce się zwierzyć, jest to, że lubię przygody, ale tylko w literaturze. Nie w polityce, tutaj jestem zagorzałym zwolennikiem całkowitej nudy, jakiej można pozazdrościć Szwajcarom czy Skandynawom.

Więc kiedy słyszę naszego premiera Masa mówiącego, że droga do niepodległości prowadzi przez „nieznane lądy”, włosy mi się jeżą na głowie. Pisarze i naukowcy mają obowiązek poznawania tego, co dotychczas było nieodkryte, ale dla polityków powinno to być tabu. Jeżeli w ciemnościach pisarz wpadnie w otchłań, to nic się nie stanie. Ale jeżeli to polityk wpadnie w przepaść, to pociągnie za sobą nas wszystkich (a otchłań jest otchłanią historii). Nie wiem, czy powinienem dodawać, iż nie jestem ani katalońskim nacjonalistą, ani secesjonistą. I tyle.

Separatystyczna łamigłówka

Od kiedy to powiedziałem, dużo osób mi gratulowało tych słów – aż się zdziwiłem. Historyczka, specjalistka od Katalonii, przypomniała mi, że Pierre Vilar wymyślił słowo „jednomyślnionizm” odnoszące się do tych okresów, kiedy strach wycisza wszelkie odrębne głosy i tworzy iluzoryczne poczucie jednomyślności. Przyznała, że boi się powiedzieć publicznie, że nie podziela tego secesjonistycznego entuzjazmu.

Zdziwiłem się, że istnieją jeszcze miejsca, w których ludzie nie potrafią zrozumieć, iż nacjonalizm – czy to hiszpański, czy to regionalny – jest nie do pogodzenia z tym, za czym się opowiada lewica. Istnieją zakątki, gdzie ludzie nie pojmują, że jedną rzeczą jest kataloński nacjonalizm – ideologia nielicznych, a zupełnie inną rzeczą jest należący do nas wszystkich język kataloński.

Jestem zadziwiony ogólnym zdumieniem spowodowanym przez [José Manuela] Larę, kiedy powiedział, że jego wydawca, Planeta [największy wydawca w Hiszpanii], spakuje walizki i opuści niezależną Katalonię; jestem zadziwiony, kiedy słyszę lidera secesjonistycznej partii ERC [Esquerra Republicana de Catalunya, lewicowa partia niepodległościowa] mówiącego o tym, że niezależna Katalonia byłaby dwujęzyczna, podczas gdy zawsze podkreślał, iż dwujęzyczność prowadzi do wymarcia katalońskiego.

W historii wszystko jest możliwe

Jestem zadziwiony pomysłowością Artura Masa, który w jedną noc zdołał przekonać Katalończyków, że to nie on jest odpowiedzialny za ich cierpienia, tylko Hiszpania. Jestem zadziwiony i zbulwersowany, kiedy były premier Estremadury [regionalnego rządu] mówi, że ci, którzy pochodzą z tego południowo-zachodniego regionu i mieszkają teraz w Katalonii powinni zostać przesiedleni do tejże Estremadury, tak jakby byli bydłem. Jestem zadziwiony, gdy kataloński premier zapowiada, że nie będzie przestrzegał prawa, podczas gdy jego praca polega właśnie na tworzeniu prawa i zapewnianiu jego przestrzegania.

W tym kontekście mniej zadziwia mnie pisarz zachęcający do niemalże zbrojnego powstania lub polityk [Alejo Vidal Quadras, eurodeputowany z Partii Ludowej] apelujący o to, żeby Gwardia Cywilna sprawowała nadzór nad Katalonią. Ale najbardziej zadziwia mnie to, że na pozór rozsądni ludzie utrzymują, iż secesja Katalonii miałaby miejsce w dobrej i przyjaznej atmosferze i bez urazów oraz że prawie każdemu wydaje się chyba, iż nie ma możliwości, aby ta sytuacja doprowadziła do aktów przemocy.

Dobry Boże, czy nie nauczyliśmy się jeszcze, że w historii nic nie jest niemożliwe i że wielkie zmiany prawie zawsze odbywały się przy użyciu ognia i miecza? Czy znowu staliśmy się tak bezrozumni i lękliwi, że nie jesteśmy w stanie znaleźć cywilizowanego wyjścia z tej sytuacji?