Jest lato i brytyjscy miłośnicy ryb i owoców morza mogą do woli zajadać się makrelą – grillowana, wędzona albo zapiekana z cydrem to sezonowy, ekologiczny przysmak, niebudzący żadnych moralnych wątpliwości. Gdyby nie to, że Wielka Brytania i Unia Europejska znajdują się na skraju wojny makrelowej z Islandiąi Wyspami Owczymi, które drastycznie podniosły swe limity połowowe, jednostronnie przyznając sobie lwią część zasobów tej ryby na północnym Atlantyku.

Rybacy twierdzą, że działania te są zagrożeniem dla przyszłości nie tylko brytyjskiego rybołówstwa, ale także gatunku, o który toczy się spór. W zeszłym tygodniu pięćdziesięciu szkockich rybaków zablokowało wejście do portu Peterhead, by uniemożliwić zarejestrowanej na Wyspach Owczych jednostce „Jupiter” dostarczenie 1100 ton makreli do zakładu przetwórczego. Szkocki eurodeputowany wzywa obecnie Brukselę do zastosowania sankcji wobec Islandii i Wysp Owczych, duńskiego terytorium zależnego położonego między Wielką Brytanią i Islandią.

Jak powstrzymać islandzkich wikingów?

Struan Stevenson, wiceszef komisji ds. rybołówstwa Parlamentu Europejskiego, używa określenia „współcześni wikingowie” i twierdzi, że tylko groźba sankcji może zmusić oba kraje, by się opamiętały. Powiedział, że „trzeba zagrozić, iż zamkniemy statkom z Islandii i Wysp Owczym dostęp do wszystkich unijnych portów i wprowadzimy zakaz importu z tych krajów, po to, by pokazać im, jak naprawdę jesteśmy zdeterminowani”.

Dodał również, że kwestia ta powinna stać się jednym z głównych punktów negocjacji akcesyjnych z Islandią. „Oto mamy kraj, który właśnie siada do rozmów, by stać się członkiem Unii. Ale co oni nam dotąd dali? Chmurę wulkanicznego pyłu i problemy finansowe spowodowane odmową spłacenia Brytyjczykom bankowych długów. A teraz dochodzą jeszcze wyjątkowo agresywne działania w obszarze rybołówstwa. Mamy do czynienia z praktycznie nielegalnymi, niezgłaszanymi i nieuregulowanymi połowami”.

Jedną z przyczyn zaistniałej sytuacji jest zapewne ocieplenie klimatu, w efekcie którego makrele przeniosły się na chłodniejsze wody północnego Atlantyku. Widząc taką obfitość ryby, ciężko zadłużony Reykjavik podniósł wcześniej uzgodniony limit połowowy z 2000 do aż 130 000 ton. Wyspy Owcze, które podobnie jak UE i Norwegia są sygnatariuszem porozumienia o wodach przybrzeżnych, uczyniły to samo, jednostronnie podnosząc swój limit z 25 000 do 85 000 ton.

Organizacja ekologiczna WWF twierdzi, że jeżeli oba te limity zostaną w tym roku wykorzystane, to o 35 procent przekroczy się poziom połowu makreli rekomendowany przez Międzynarodową Radę Badań Morza, a to będzie dla jej zasobów „wyrok śmierci”.

Ian Gatt, szef Szkockiego Stowarzyszenia Rybaków, uważa, że zagraża to przyszłości jego branży, której przychody wyniosły w zeszłym roku 135 milionów funtów. Jeżeli nie zostanie osiągnięte porozumienie, szkoccy rybacy złowią w tym roku o połowę mniej ryb niż w zeszłym.

Norwegia podjęła natychmiastowe kroki – zamknęła swe porty dla trawlerów z obu krajów. Tymczasem Bruksela, choć wyraziła zatroskanie zaistniałą sytuacją, nie uczyniła jeszcze nic konkretnego – ku frustracji branży rybackiej.

Makrela zamiast dorsza

Islandia jest nowicjuszem, jeżeli chodzi o poławianie makreli na dużą skalę. Podobnie jak Wyspy Owcze wybudowała sporym kosztem flotę do połowów gatunku dorsza zwanego witlinkiem błękitnym, ale tymczasem jego zasoby drastycznie się zmniejszyły. „Siedzą więc tam teraz i patrzą na swoje nowiutkie nowoczesne kutry”, powiedział Ernie Simpson, sześćdziesięciotrzyletni emerytowany szyper, który na spółkę z synem Allanem jest właścicielem kutra „Christina S” zarejestrowanego w szkockim porcie Fraserburgh. „Niektóre z nich to jednostki większe i lepsze od naszych. A witlinka nie ma. Ostrzą więc sobie zęby na makrelę”.

Islandia uważa, że to, co robi, jest legalne. Federacja Islandzkich Właścicieli Kutrów Rybackich stwierdziła w oświadczeniu, że „ma wszelkie prawo poławiać makrelę na obszarze islandzkich wód terytorialnych”.

Rząd szkocki tymczasem połączył siły z Norwegami, żądając, by Bruksela wywarła silniejszą presję na Islandię i Wyspy Owcze. Eurodeputowany Stevenson uważa jednak, że upór islandzkich rybaków będzie trudny do przełamania, gdyż są oni zahartowani w bojach po wojnach dorszowych lat pięćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy islandzkie trawlery przecinały sieci brytyjskich rywali, zmuszając do interwencji brytyjską marynarkę wojenną.

„Do tego stopnia są dumni ze swojego zwycięstwa w wojnie dorszowej, że islandzka kanonierka, która otworzyła ogień do jednostki brytyjskiej, jest dzisiaj popularną restauracją w porcie w Reykjaviku. Oni sądzą, że znowu im się uda”, powiedział. „Niech lepiej jednak przemyślą sprawę ponownie, bo tym razem naprzeciw nim nie stoi tylko Wielka Brytania, ale cała Unia i ich bliski sąsiad, Norwegia.