„To jest lepsze niż Saint Tropez!”, zawołał premier Czarnogóry Milo Djukanovic, spoglądając na jachty zacumowane w otoczonej górami zatoce na wschodnim wybrzeżu Adriatyku. Oczywiście przesadził. Jeżeli jednak on i wspierająca go grupa międzynarodowych inwestorów osiągną swój cel, port Tivat, dzisiaj ukończony dopiero w 20 procentach, może stać się nowym ulubionym miejscem zabaw dla możnych i sławnych tego świata – oraz kluczem do realizacji ambitnych planów tej maleńkiej postjugosłowiańskiej republiki, która marzy o tym, by pozbyć się wizerunku kraju do cna skorumpowanego i któregoś dnia wstąpić do Unii Europejskiej.

Ta inicjatywa ma przyciągnąć międzynarodowych inwestorów – premier Djukanovic, który jest również szefem czarnogórskiej agencji promocji inwestycji, ogłosił w zeszłym tygodniu, że każdy, kto włoży w ten interes co najmniej pół miliona euro, będzie mógł otrzymać obywatelstwo Czarnogóry. „To nie jest miejsce dla przeciętnych inwestycji”, powiedział, przemawiając po czarnogórsku do grupy biznesmenów i polityków, którzy z osobami towarzyszącymi przybyli w sobotni wieczór na uroczystość z okazji ukończenia pierwszego etapu budowy portu. „Czarnogóra stanie się jednym z najbardziej elitarnych celów wycieczek zagranicznych dla turystów z całego świata”, dodał.

„Ten kraj jest na sprzedaż”

Liczący 670 000 mieszkańców kraj, wielkości mniej więcej stanu Connecticut, uzyskał niepodległość zaledwie cztery lata temu. Pokrywają go góry, a ich strome zbocza opadające, jakże malowniczo, wprost do Adriatyku sprawiają, że nie ma wiele przesady w stwierdzeniu Byrona, że jest to „najpiękniejsze połączenie ziemi i wody, jakie można sobie wyobrazić”. „Ten kraj jest na sprzedaż”, mówi jednak Vanja Calovic, szef MANS, powiązanej z Transparency International organizacji zwalczającej korupcję. „Czarnogóra sprzedaje wszystko, co posiada, i nie jestem pewien, co właściwie z tego ma”.

Nie ma wątpliwości, że rząd premiera Djukanovica jest przyjazny inwestorom. Wynosząca zaledwie 9 procent stopa podatku CIT i PIT jest jedną z najniższych w Europie. Dodatkowo, by wspomóc inwestycję w Tivat, parlament obniżył niedawno stawkę VAT na towary związane z działalnością portu z 17 procent do 7 – co wywołało krytykę Komisji Europejskiej jako posunięcie „szkodzące konkurencji”. Największa firma w kraju, KAP, fabryka aluminium dająca połowę przychodów Czarnogóry z eksportu, została w 2005 r. sprzedana rosyjskiemu miliarderowi Olegowi Deripasce – uczestniczącemu również w projekcie Porto Montenegro – na warunkach, które wielu uważa za niekorzystne.

Niejasne powiązania między biznesem i polityką

Zwolennicy rządu twierdzą, że na niezwykle konkurencyjnym rynku inwestycji zagranicznych małe kraje, takie jak Czarnogóra, muszą walczyć o zagraniczny kapitał zębami i pazurami. Wielu jednak uważa, że podejmowane w chaotyczny sposób decyzje o sprzedaży majątku narodowego są efektem niejasnych powiązań między biznesem i polityką, tworzących pole dla korupcji i ciemnych interesów.

Chociaż premier Djukanovic oficjalnie zarabia tylko 1256 euro miesięcznie, jego krytycy od dawna twierdzą, że on i inni wysocy urzędnicy państwowi dorabiają sobie poprzez nieujawnioną działalność biznesową. W 2006 r., ustąpiwszy na krótko z fotela premiera, ale pozostając członkiem parlamentu, założył on firmę deweloperską, którą, rzecz jasna, dzisiaj oficjalnie nie zarządza. Ten potężny z postury – ponad 190 cm wzrostu – polityk pewnie dzierży władzę. Jej początki sięgają 1991 r., kiedy Czarnogóra była jeszcze częścią Jugosławii. Od tamtego czasu piastuje najwyższe stanowiska w państwie, szefem rządu jest po raz szósty.

Korupcja pozostaje poważnym problemem

Według zwalczającej korupcję organizacji Organized Crime and Corruption Reporting Project Djukanovic przyznaje, że w latach 90., w czasie konfliktów, które doprowadziły do rozpadu Jugosławii, prowadził firmę handlującą papierosami, zdecydowanie jednak zaprzecza, by robiła ona cokolwiek nielegalnego. W opublikowanym w zeszłym roku przez Komisję Europejską raporcie na temat perspektyw uzyskania przez Czarnogórę członkostwa w Unii Europejskiej stwierdzono, że „korupcja jest powszechna w wielu regionach kraju i pozostaje poważnym problemem”.

Wicepremier Igor Luksic stwierdził niedawno, że rząd osiągnął postęp w walce z tą plagą i że uchwalił plan działań zmierzających do usunięcia problemów niepokojących Brukselę. Jednak pomimo tego, że bogatych inwestorów wita się z otwartymi ramionami, Czarnogóra nie jest łatwym krajem do robienia biznesu. Oprócz źródeł ryzyka typowych dla większości wschodzących rynków w Europie, potencjalni inwestorzy muszą jeszcze wziąć pod uwagę jego niewielką powierzchnię i mocno okopane miejscowe elity.