Chiny od niedawna uznawane są oficjalnie za drugą potęgę ekonomiczną świata. W drugim kwartale tego roku kraj ten wyprodukował nieco więcej dóbr i usług niż Japonia. Tylko Stany Zjednoczone odnotowują jeszcze dużo lepsze wyniki, ale Waszyngton nie powinien robić sobie zbyt wielkich złudzeń. Według Goldmana Sachsa gospodarka amerykańska, ze średnim rocznym tempem wzrostu 4,25%, też będzie musiała uznać wyższość gospodarki Chin, której wzrost w ciągu ostatnich dziesięciu lat z rzadka tylko wynosił mniej niż 10%. Kraj ten produkuje dziś blisko sto razy więcej dóbr i usług niż 32 lata temu, co daje średni roczny wzrost nieco powyżej 14%. Gdy się myśli o takich wskaźnikach, ledwo starcza wyobraźni.

Pamiętajmy o przykładzie Japonii

I trudno się dziwić, że te wskaźniki budzą u niektórych strach. W żartobliwym powiedzeniu „God made heaven and earth, and everything else is made in China” [Bóg stworzył niebo i ziemię, cała reszta jest made in China] kryje się obawa. Chiny są obecnie największym rynkiem samochodowym na świecie. Od zeszłego roku sprzedaje się tam co miesiąc więcej aut niż w Stanach Zjednoczonych. Kraj ten jest dziś również największym światowym eksporterem, wyprzedzającym nawet Niemcy.

Nikt nie kupuje na międzynarodowym rynku surowcowym tyle stali czy miedzi, a najnowsze wskaźniki pokazują, że Państwo Środka jest również największym na świecie konsumentem ropy naftowej. W wielu dziedzinach kraj zbliża się nieuchronnie do światowej czołówki. Brak odpowiednich technologii mu nie przeszkadza – po prostu kupuje je, czego dowodem jest niedawne przejęcie Volvo przez chiński koncern Geely.

Ale czy mamy się z tego powodu bać? Czy nie baliśmy się już zresztą w latach 80., kiedy gospodarka japońska stawała się coraz bardziej ekspansywna, a branża motoryzacyjna, tak w Europie, jak i w Ameryce, zdawała się już nie istnieć? Jednak francuskie i niemieckie firmy wzięły się w garść, wykorzystując swoje mocne punkty – design, technologie, wizerunek – i starając się wyeliminować swoje słabości – jakość i wydajność. Wyzwanie było ogromne, ale udało się – zwłaszcza europejskim firmom – wyjść z tych zmagań ze znacznie wzmocnioną pozycją.

Pożytki z chińskiego rozwoju

Z Chinami teraz jest to samo. Zalewają świat tanimi tekstyliami, meblami, artykułami elektronicznymi, odzieżą sportową, co jednak niesie dla nas pewne korzyści. Gdyby nie Chiny, nasze T-shirty, obuwie sportowe i gadżety Apple’a kosztowałyby nas o wiele drożej. Na krótką i średnią metę powinniśmy się cieszyć ze wspaniałego gospodarczego wzrostu tego kraju. Gdyby nie on, światowa gospodarka tkwiłaby nadal w impasie. Organizacja Współpracy i Rozwoju Gospodarczego (OECD) ocenia, że w tym roku zawdzięczać ona będzie Państwu Środka jedną trzecią swojego wzrostu.

Pochodząca stamtąd produkcja jest na razie komplementarna w stosunku do tej zachodniej. Wyroby wymagające dużego wkładu względnie prostej ręcznej pracy są wytwarzane w Chinach, bardziej skomplikowane – nadal na Zachodzie. Ale jak długo to potrwa? W tym ogromnym kraju przybywa co roku więcej inżynierów niż w Stanach Zjednoczonych i Europie razem wziętych.

Kolos na glinianych nogach

Tym się też Chiny różnią od Japonii z lat 70. i 80. Mają po prostu dziesięć razy więcej ludności, co daje im nieporównywalny z jakimkolwiek innym państwem potencjał. Nie należy jednak zanadto się tym martwić – uważa Carsten Brzeski z banku ING – „gdyby było inaczej, Belgia nie zdołałaby przetrwać, mając za sąsiadów dwa tak potężne i o wiele od niej silniejsze kraje jak Niemcy i Francja”.

Na razie Chiny są kolosem na glinianych nogach. Wprawdzie są od niedawna drugą gospodarką świata, ale i gigantycznym krajem. Na liście klasyfikacyjnej Banku Światowego Chiny plasują się pod względem wielkości PKB na jednego mieszkańca na 127 miejscu, za Angolą i Azerbejdżanem.

Tak więc to wciąż kraj rozwijający się. Dlatego też zdaniem ekonomistów niewielkie są szanse na to, by utrzymało się tam jeszcze długo tempo wzrostu z ostatnich trzydziestu lat. W zeszłym roku strajki doprowadziły tu i ówdzie do znacznych podwyżek płac. Przeprowadzane one są ze szkodą dla wydajności, a więc przyczyniają się do spowolnienia wzrostu.