W Aix-la-Chapelle niemiecka kanclerz Angela Merkel przedstawiła w nowym świetle swoją wizję Europy; było to podczas uroczystości wręczenia Nagrody Karola Wielkiego polskiemu premierowi Donaldowi Tuskowi, która odbyła się 13 maja, a wiec w samym środku gospodarczej i finansowej zawieruchy w Grecji. Podkreśliła wtedy: „Kryzys euro nie jest takim samym kryzysem jak inne. Chodzi o największe wyzwanie od podpisania traktatu rzymskiego w 1957 roku. To próba rozstrzygająca o naszej egzystencji. Jeśli nam się nie uda, konsekwencje będą nie do przewidzenia. Ale jeżeli poradzimy sobie z kryzysem, to Europa wyjdzie z niego silniejsza niż kiedykolwiek”.

Słowa te były tak niespodziewane, że międzynarodowa prasa była naprawdę zaskoczona. „Jeżeli chcemy przezwyciężyć kryzys dodała niemiecka kanclerz „to musimy z większą skutecznością stawić czoło prawdziwym wyzwaniom, wyciągnąć z tego niezbędne prawne wnioski i ujednolicić bardziej niż kiedykolwiek naszą politykę gospodarczą i finansową. Musimy również podjąć inicjatywy wykraczające poza sferę gospodarczą, na przykład poprzez stworzenie europejskiej armii. Wreszcie, musimy bronić naszych zasad oraz wartości, czyli demokracji, ochrony praw człowieka i trwałego wzrostu gospodarczego”.

Centrum władzy przeniosło się z Brukseli do Berlina

W świetle wypowiedzi Angeli Merkel analiza amerykańskiego profesora Charlesa Kupchana, który zapowiada koniec integracji europejskiej, pokazuje, jak trudno jest – i to nie tylko za Oceanem – zrozumieć Europę. Choć ten wyrok śmierci, wydany w kraju przeżywającym tak ostry kryzys, że sam utracił wszelkie poczucie tożsamości i wizję przyszłości, wydaje się prowokacją, to jednak prawdą jest, że unijny okręt, którego kształt wciąż ginie we mgle, żegluje, tak jak to z nim było od samego początku, nie za bardzo wiadomo dokąd.

Centrum władzy przeniosło się z powodu kryzysu z Brukseli do Berlina. Aby w pełni oszacować wpływ, jaki Niemcy wywarły w tej sprawie, należy wyjść od komunikatu Rady Europejskiej z 11 lutego 2010 roku. W owym czasie szalał kryzys grecki i mnożyły się apele, aby kraje mocniejsze gospodarczo okazały solidarność z Atenami. Słowo „solidarność” nie pada jednak we wspomnianym komunikacie. Herman Van Rompuy, świeżo osadzony na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, popiera stanowisko Berlina, który podkreśla odpowiedzialność Grecji i uznaje potrzebę udziału wszystkich krajów, dlatego że wszystkie mają interes w zachowaniu trwałości euro. Tego dnia zmienia się europejska retoryka: solidarność ustępuje przed interesem narodowym.

Niemieckie korzyści z euro

Od lutowego posiedzenia Rady do spotkania, które odbyło się pod koniec marca Angela Merkel przejmuje inicjatywę w sprawach europejskich, spychając zupełnie na margines przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso, a nawet Hermana Van Rompuya. Decyzje Rady Europejskiej zapadają na linii między Paryżem i Berlinem w porozumieniu z prezesem Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude’em Trichetem, który odgrywa istotną rolę pośrednika. Nie obyło się bez napięcia między obiema stolicami, ale mimo to wydają się one razem zmierzać ku zarządzaniu gospodarczemu w strefie euro. W kwietniu Europa ociąga się z decyzjami, co wielokrotnie potępiał Trichet, i pozostawia wolne pole do działania rynkom finansowym, na których panuje już przekonanie, że polityczne zaangażowanie Berlina wobec kontynentu słabnie coraz bardziej, a solidarność jest już na krawędzi załamania. Stawianie takich ocen okaże się błędem. Decyzje podjęte na początku maja umożliwiają utworzenie wspólnej struktury pomocowej [mechanizmu stabilizacyjnego], który zahamuje kryzys grecki. Euro jest „kamieniem węgielnym konstrukcji europejskiej”, oświadczyła Angela Merkel. „Jego fiasko pociągnęłoby za sobą katastrofalne skutki dla Europy”.

Zresztą euro przynosi istotne korzyści także dla Niemiec. Wszystkie kraje europejskie zbliżają się do niemieckiego modelu gospodarczego – większa dyscyplina fiskalna, reformy strukturalne pozwalające wyrównywać różnice w konkurencyjności, tworzenie mechanizmu rozwiązywania sytuacji kryzysowych i koordynacji ekonomicznej. Zresztą nie nad czym innym, jak nad wyżej wymienionymi sprawami obraduje grupa robocza pod kierownictwem Hermana Van Rompuya, która w najbliższych miesiącach przedstawi wyniki swoich prac.

Kraje członkowskie redefiniują wspólne interesy

W lipcu Rada Europejska doszła do porozumienia w sprawie wspólnej służby dyplomatycznej i opowiedziała się za tym, aby pewne formy zarządzania kryzysami gospodarczymi przybrały stały charakter. Ponadto za sprawą Mario Montiego rozwinięto nową strategię rynku wewnętrznego i powinny się pojawić nowe projekty dotyczące wspólnego budżetu.

Kryzys i jego skutki ukazały zatem krajom europejskim nowe oblicze globalizacji. Państwa, które zrozumiały, jakie są zalety euro, ale i obowiązki z nim związane, właśnie redefiniują wspólne interesy. Będziemy prawdopodobnie potrzebować nowych traktatów europejskich, co zasugerowała Angela Merkel, oraz nowych perspektyw politycznych. O ile kryzys nie oznaczał jeszcze, jak twierdzi Charles Kupchan, że skończył się czas dla Europy, to zapewne odwrócił on klepsydrę.