Litwini lubią powtarzać z upodobaniem: „Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”. Mieszkańcy Tallina korzystający od 1 stycznia bezpłatnie z miejskich środków transportu wolą ulubione porzekadło Amerykanów: „there ain’t not such thing as a free lunch” [nie ma nic za darmo].

Za darmo, ale w tłoku

Théa, pracująca w usługach, cieszy się, że może zaoszczędzić co miesiąc około 20 euro, bo tyle średnio kosztuje mieszkańca Tallina bilet miesięczny. Jednak zaraz dodaje, że nowy system ma również swoje wady. „W miejskich środkach transportu jest coraz więcej bezdomnych i pijanych. Kiedyś jeździli tylko autobusem dojeżdżającym z cieszącej się złą sławą dzielnicy Kopli, dziś są wszędzie. Co więcej, środki transportu są przeładowane, często trzeba czekać na następny, mniej zatłoczony autobus”, opowiada dwudziestodwuletnia Estonka.

„Trzeba teraz płacić za parkowanie, do tej pory bezpłatne. Rozszerzono najdroższe strefy parkowania. Ktoś może powiedzieć, że chodzi w tym wszystkim o trwały rozwój. Ale ludzie mają wrażenie, że miasto postępuje w ten sposób, bo potrzebuje pieniędzy na darmowy transport publiczny”, zauważa Andres Kasekamp, profesor uniwersytetu w Tartu.

By korzystać bezpłatnie z miejskich środków komunikacji, tallińczycy muszą być w mieście zameldowani. I mieć przy sobie dowód tożsamości oraz zieloną kartę pasażera ważną cztery lata, za którą płacą 2 euro. Według Taaviego Aasa, wiceburmistrza Tallina i członka Estońskiej Partii Centrum [cenionej przez rosyjskojęzycznych Estończyków], mieszkańcy muszą kasować kartę przy wsiadaniu, żeby odpowiednie służby mogły dokonywać analizy tras uczęszczanych przez podróżnych.

Wyborcza kiełbasa?

Wielu tallińczyków dziwi się, że tak szybko uruchomiono w mieście system bezpłatnych przejazdów. Czyżby było to związane z lokalnymi wyborami, które odbędą się jesienią i z prognozowanym zwycięstwem Partii Centrum? Chociaż Tallin głosi, że chce zostać zielonym miastem, Andra Weideman jest przekonana, że po mieście jeżdżą same stare, a więc zatruwające środowisko autobusy.

„Powiedzieli nam, że od 1 stycznia wszyscy mieszkańcy będą mogli poruszać komunikacją miejską za darmo. Zapytaliśmy, jakie będą tego skutki dla tych, którzy korzystają na co dzień z samochodu. Odpowiedzieli nam na to, że z czasem się o tym dowiemy. Dotąd nie otrzymaliśmy żadnej informacji.

Wprowadzając bezpłatne przejazdy, wszystko postawiono na głowie, uważa architekt i urbanistka I. Skudraite. Porównuje cały ten zabieg do domu w budowie, który wciąż nie ma fundamentów, a już ktoś zadbał o jego okna.

„Niepłacenie za miejski tramwaj czy autobus to jedna rzecz, ale chodzi też o to, że pominięto podstawowe etapy. Zimą nikt nie sprząta w Tallinie chodników, trudno się po nich poruszać. Tramwaje są stare, nie można do nich wsiąść na wózku inwalidzkim czy choćby z dziecięcym wózkiem.

Serce miasta to port, ale nie jest on połączony z żadną osią komunikacyjną prowadzącą poza miasto, wychodzi się z niego na bardzo wąskie uliczki. Wydaje się pieniądze, które mają jakoby sprawić, że ludzie staną się bardziej ruchliwi, ale czy aby na pewno mają warunki, by się po mieście poruszać?”, zastanawia się I. Skudraite.