Po miażdżącym zwycięstwie Beppe Grillo we Włoszech ożyły dyskusje na temat kontrowersyjnego pojęcia populizmu. Komentator Bert Wagendorp dał do zrozumienia na łamach gazety, że Grillo – „w odróżnieniu od populistów, takich jak Bart De Wever [w Belgii], Geerts Wilders [w Holandii] i Berlusconi” – nie wywodzi się z już istniejących partii politycznych. Innymi słowy, będąc prawdziwym outsiderem, nie należy do wielkiej rodziny populistów. Ale Wagendorp zapomina, jak ważna jest w definicji populizmu ideologia. Według ideologicznej definicji populizmu Grillo jest właśnie niemal pierwowzorem takiej postawy, a więc kimś, kto przedstawia klasę polityczną jako wroga „prawdziwego” ludu.

Niektóre formy populizmu są rodzajem faszyzmu

Również z przyczyn ideologicznych nie można nazywać Grillo po prostu faszystą. Populizm jest istotnie zjawiskiem wyjątkowo wielopostaciowym, mogącym przyjąć za punkt wyjścia bardzo różne interpretacje słowa „lud”. Teoretycznie można tu wyodrębnić dwa skrajne podejścia. Z jednej strony można traktować „lud” jako metafizyczny i moralny byt wyposażony na przestrzeni wieków w te same cechy. Ludu trzeba bronić przed zewnętrznym wrogiem i obcymi wpływami, jego ucieleśnieniem może być charyzmatyczny lider.

Inne, skrajnie różne podejście, to pojmowanie ludu jako pewnej całości złożonej z milionów wolnych obywateli mających własne ambicje i plany, których realizacji nie powinny krępować zbędne przepisy. Populizm w pełni zakorzeniony w pierwszej, etnicznej interpretacji pojęcia „lud” może być uznany za faszystowski. Jeśli wypływa z drugiego rodzaju podejścia, lepiej go zakwalifikować jako populizm libertariański.

Idealny obraz fińskiego ludu

Prawie wszystkie obecne ruchy populistyczne łączą w sobie elementy obu wymienionych wariantów, tyle że bardzo różnie dozowane. Patrzący na nazwę partii Timo Soiniego Prawdziwi Finowie mógłby sądzić, że jest to ugrupowanie z ideologią najbardziej zbliżoną do pierwszej kategorii populizmu. Zbudowane jest na idealnym obrazie fińskiego narodu, który należy chronić przed obcymi wpływami, takimi jak małżeństwa homoseksualistów, język szwedzki i północnoafrykańska imigracja. Ale kampania, jaką ta partia prowadzi wokół wspomnianych haseł i proponowane przez nią rozwiązania są zbyt umiarkowane, by zasłużyła sobie ona na miano „faszystowskiej”.

Geert Wilders o wiele wyraźniej zaznaczył w nazwie swojego ugrupowania, Partii Wolności, libertariańskie oblicze populizmu. Pozostaje to w zgodzie z pozytywnym nastawieniem tej partii do homoseksualności jako zjawiska stanowiącego element oświeconego dziedzictwa. Niemniej pojęcie „nasza Holandia” przedstawiane jest jako pewien mistyczny byt, który ma stanowić tamę chroniącą przed „ich Brukselą” i „zalewem islamu”.

Podobna dwuznaczność cechuje węgierską partię Fidesz. Pierwotnie był to skrót nazwy Związku Młodych Demokratów, dziś partia odwołuje się wyłącznie do łacińskiego słowa „fides”, czyli wierność. Na co dzień doświadczają tej wierności „prawdziwym” węgierskim wartościom węgierscy Romowie.

Grillo orędownikiem „elektronicznej demokracji”

O wiele bliższy libertariańskiego populizmu niż wspomniane ugrupowania jest Ruch Pięciu Gwiazdek Beppe Grillo. Wprawdzie jego blog i wystąpienia są pełne odniesień do wiecznej Italii, która wreszcie jest bliska odrodzenia, ale reaguje on alergicznie na ultranacjonalistyczne wybryki Timo Soiniego i Viktora Orbána. Choć uznaje on za konieczne powstrzymanie imigracji, nie zasadza tego stanowiska na islamofobii czy lęku przed utratą włoskich wartości. Wiele o tym mówi jego orędzie na rzecz „elektronicznej demokracji”. [Uważa on, że] Włosi, zamiast odwoływać się do przywódców czy symboli, powinni masowo wyrażać swoje poglądy w sieci.

Pojawia się również pytanie: gdzie umieścić na tej mapie Barta De Wevera? Jest oczywiście spadkobiercą tradycji, która ukochała sobie etniczny wariant nacjonalizmu. Na razie nie umieszcza jeszcze na tabliczkach ulic w swoim mieście [Antwerpii] małych chorągiewek z flamandzkim lwem, ale jednak pokazuje, że chce gruntownie zmienić miejscową ludność i utworzyć z niej mniej lub bardziej jednorodną wspólnotę z solidnymi zewnętrznymi granicami.

Dzięki wspólnotowej historii De Wever nie musi odgrywać populisty. Może się nazywać wykonawcą niedokończonego procesu kształtowania państwa, a nie rzecznikiem narodu występującego przeciw skorumpowanej klasie politycznej.