Każdego dnia do Czech trafia blisko 50 kontenerów załadowanych 800 tonami obuwia oraz tekstyliów nielegalnie przywożonych z Chin i Wietnamu. Część towaru tu pozostaje, a reszta jedzie dalej do innych krajów europejskich.

W ostatnich miesiącach zjawisko przemytu tych azjatyckich wyrobów znacząco się nasiliło. Jak stwierdza Jiří Barták, rzecznik czeskich organów celnych: „Wszystko wskazuje na to, że azjatyccy szmuglerzy wykorzystują Czechy jako ogromny węzeł komunikacyjny, przez który ich produkty mogą przenikać do strefy swobodnego przepływu towarów w Unii Europejskiej”.

Służby celne mają wielkie trudności ze zidentyfikowaniem „mózgów” tego nielegalnego handlu. Towar, o którym mowa, jest przeznaczony dla firm założonych specjalnie po to, aby go odbierać. Często bardzo trudno jest zorientować się, kto za nimi stoi.

Chiński gangi podbijają Europę

W pierwszych miesiącach swego istnienia kupują one miliony ton ubrań, a potem, gdy trzeba złożyć deklarację podatkową i zapłacić VAT, znikają bez śladu. Właścicielem firmy jest jakiś figurant, słup, albo cudzoziemiec, którego, kiedy już oszustwo zostaje wykryte, od dawna próżno szukać w Czechach.

W maju celnikom udało się rozbić największy, jak dotąd, gang, który organizował nielegalny przywóz towarów na czeskie terytorium. Straty poniesione z tytułu tej działalności przez państwo szacuje się na co najmniej 65 milionów koron [2,65 miliona euro]. Ale ta siatka zorganizowana przez Chińczyka kontrolowała tylko od 10 do 15 proc. całego tego biznesu w kraju.

„Była ona częścią jednej z największych chińskich organizacji przestępczych działających w Europie. Dysponując nieograniczonymi środkami finansowymi, jej członkowie żyli sobie u nas w luksusie”, wyjaśnia Aleš Hrubý, śledczy ze służby celnej. Siatka miała swoją centralę w Pradze, ale część działalności prowadziła w Ústecku [na północy kraju blisko granicy z Niemcami].

Celnicy odnaleźli nawet miejsce, gdzie pewna Chinka wystawiała fałszywe faktury, które pozwalały kupcom płacić niższe taryfy celne. Kwota wystawionej faktury nie przekraczała 15 tysięcy dolarów [10800 euro], gdy tymczasem rzeczywista wartość importowanych kontenerów wynosiła od 80 do 200 tysięcy dolarów [od 57600 do 144 tysięcy euro].

Jak zdławić nielegalny handel

Służba Celna, Ministerstwo Finansów, a nawet Unia Europejska, są obecnie bardzo zaniepokojone rozwojem nielegalnego handlu. Na szczeblu europejskim przedmiotem intensywnej dyskusji jest kwestia wprowadzenia nowego systemu VAT. Austriacy i Niemcy zaproponowali, aby wobec wszystkich towarów stosować upowszechniony system rozliczania podatku przez nabywcę.

Inaczej mówiąc, to końcowy nabywca musiałby wywiązać się z zapłaty tej daniny. Obecnie państwa mogą wprowadzić taki system w odniesieniu tylko do niektórych towarów. „Powinna być możliwość uzyskania przywileju niestosowania się do wymogów wynegocjowanego wewnątrz Unii Europejskiej przez państwa członkowskie, których to dotyczy”, ocenia Jan Knížek, dyrektor czeskiej administracji celnej.

Oszuści byliby wówczas zmuszeni przenieść swoją działalność do innego kraju. Właśnie dlatego, wraz z rosnącym zagrożeniem, jakie stanowią te oszustwa, UE powinna rozważyć ogólną zmianę całego obecnego systemu VAT”.

Pojawia się również kwestia nałożenia na firmy transportowe obowiązku deklarowania importowanych towarów we wspólnym systemie informacji. Pozwoliłoby to celnikom łatwiej kontrolować ich przepływ.

Węgry, które jeszcze trzy lata temu były miejscem tranzytowym dla takiego importu, rozwiązały problem, gdy tamtejsi urzędnicy zaczęli pobierać VAT już przy odprawie celnej towarów. Czeskie organy administracji rozważają wprowadzenie podobnych rozwiązań. „Ale problem w tym – zwraca uwagę Knížek – że utrudniłoby to również życie uczciwej większości przedsiębiorców”.