Biomasa: Drewno – paliwo przyszłości, naprawdę?

The Economist (Londyn)

Czy istnieje lepszy sposób na uzyskiwanie energii, bez zwiększania emisji dwutlenku węgla, niż używanie drewna jako paliwa w elektrociepłowniach, tym bardziej, że można je uzupełniać sadząc nowe lasy? Jest to metoda wysoko subwencjonowana, ale opłacalna jedynie długoterminowo.

Które z odnawialnych źródeł energii są najważniejsze dla Unii Europejskiej? Energia słoneczna? (na terenie Europy znajduje się 75 proc. mocy zainstalowanej łącznie w fotowoltaice na całym świecie). A może wiatr? (Niemcy potroiły swoją zdolność pobierania energii wiatrowej w okresie ostatnich dziesięciu lat.) Ani jedno, ani drugie. Najczęściej wykorzystywanym źródłem energii tzw. odnawialnej w Europie jest, i to zdecydowanie, drewno.

Pod rozmaitymi postaciami, od pałeczek przez pelety aż do trocin, drewno (albo jeśli użyjemy jego modnej nazwy, biomasa) stanowi w Europie prawie połowę konsumpcji energii odnawialnej. W niektórych krajach, takich jak Polska czy Finlandia, drewno opałowe zaspakaja ponad 80 proc. zapotrzebowania na tę energię. Nawet w Niemczech, ojczyźnie Energiewende (przechodzenia na energię ze źródeł odnawialnych), co pochłania potężne subwencje, jeśli chodzi o wykorzystanie energii słonecznej czy wiatrowej, 38 proc. niepochodzące z konsumpcji paliw kopalnych bierze się właśnie z tego źródła. Po latach chlubienia się przez rządy wysokim rozwojem technologicznym, rewolucji dokonanej w dziedzinie wykorzystania energii emitującej niski poziom dwutlenku węgla, główni użytkownicy energii zdają się dziś faworyzować paliwa pochodzące z epoki przedindustrialnej.

Drewno ma wiele zalet

Pogląd, że opalanie drewnem jest korzystne z punktu widzenia niskiej emisji dwutlenku węgla, brzmi dziwnie. Ale pierwotny argument, który przemówił za wprowadzeniem go na europejską listę energii odnawialnych, zasługuje na szacunek. Jeśli drewno opałowe wykorzystywane przez elektrociepłownię pochodzi z lasów, którymi się poprawnie zarządza, wówczas to, co się ulatnia z komina, rekompensowane jest dwutlenkiem wchłanianym oraz magazynowanym przez nowo zasadzone drzewa. Drewno może być tym samym neutralne z punktu widzenia emisji dwutlenku. W jakim kierunku to się obecnie rozwija, to już zupełnie inna sprawa. Ale gdy tylko zapadła decyzja, aby drewno nazwać źródłem energii odnawialnej, zapotrzebowanie na to paliwo zaczęło wzrastać.

W sektorze energetyki drewno ma wiele zalet. Obsadzanie całych pól wiatrakami kosztuje sporo, a elektrownie można zaadaptować, aby paliły 90 proc. węgla oraz 10 proc. drewna (co nazywane jest współspalaniem) i wymaga bardzo niewielkich nowych inwestycji. W przeciwieństwie do instalacji na energię słoneczną czy też farm wiatrowych, elektrownie są już podłączone do sieci energetycznych. Co więcej, produkcja energii z drewna nie jest uwarunkowana pogodą, tak jak energia słoneczna czy wiatrowa, nie wymaga wspomagania produkcji nocą czy też w okresie dni bezwietrznych. A także, ponieważ drewno może być wykorzystywane w elektrowniach na węgiel, które trzeba by było zamknąć ze względu na nowe standardy w zakresie ochrony środowiska, ma wielkie powodzenie wśród przedsiębiorstw produkujących energię.

Pieniądze rosną na drzewach

W rezultacie doszło szybko do budowania sojuszy, których celem miało być zdobycie subsydiów do produkcji biomasy. W takim sojuszu znaleźli się Zieloni, którzy uważają, że drewno opałowe jest neutralne z punktu widzenia emisji dwutlenku, zakłady użyteczności publicznej, które współspalanie uznały za tanie i oszczędzające węgiel oraz rządy, które uznały wykorzystanie drewna za jedyny sposób na wywiązanie się z wymagań dotyczących większego wykorzystania energii odnawialnych. UE postawiło sobie za cel, aby do 2020 r. 20 proc. energii pochodziło ze źródeł odnawialnych, ale tego celu nie uda się osiągnąć, jeśli będziemy się opierać jedynie na energii słonecznej i wiatrowej.

Współzawodnictwo w osiągnięciu tego celu do 2020 r. tworzy nowy rodzaj biznesu w dziedzinie energetycznej. W przeszłości produkcja elektryczności pochodzącej ze spalania drewna była prowadzoną na małą skalę operacją recyklingu. Skandynawskie fabryki papieru miały w pobliżu elektrownie, w których palono gałęzie i trociny. Później nadeszło współspalenie, ale to nie wymagało zbyt wielkich adaptacji. Ale w 2011 r. RWE, wielka niemiecka firma państwowa, przekształciła swoją elektrownię Tilbury B we wschodniej Anglii w producenta energii wyłącznie z drewnianych pelet (powszechnie stosowana forma drewna do palenia przemysłowego). I to wywołało pożar.

Ceny sięgają sufitu

Europa zużyła do produkcji energii 13 mln ton granulatu drzewnego (tzw. pelet) w 2012 r., jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę kanadyjską Wood Market Group. Wedle obecnie obserwowanej tendencji, zapotrzebowanie w Europie wzrośnie do 2020 r. do 25–30 mln ton rocznie. Europa nie produkuje wystarczającej ilości drzewa, żeby zaspokoić ten zwiększony popyt. A więc ogromne ilości będą musiały być importowane. Sprowadzanie drewnianych pelet do UE wzrosło tylko w 2010 r. o 50 proc., a światowy handel nimi (na który wpływ miał wzrost potrzeb w Chinach oraz w UE) przybierze pięcio-, sześciokrotnie z 10–12 mln ton rocznie do 60 mln ton w 2020 r., przepowiada Europejska Rada Pelet. Najwięcej dostaw dotrze do nas dzięki znakomicie rozwijającemu się biznesowi eksportu drzewa w zachodniej Kanadzie oraz na południu Ameryki.

Ceny sięgają sufitu. Drewno nie jest produktem podstawowym i nie ma na nie jednolitych cen. Ale wskaźnik cen granulatu drzewnego podawany przez Argus Biomass Market wskazuje na wzrost z 116 euro za tonę w sierpniu 2010 r. do 129 euro za tonę pod koniec 2012 r. Czy jest więc opłacalne? Nie.

Drewno jest źródłem emisji dwutlenku węgla dwukrotnie. Po pierwsze, w elektrowni, a po drugie, w łańcuchu dostaw. Proces przetwarzania drewna w pelety wiąże się z mieleniem, przetwarzaniem w masę i pod ciśnieniem. Następnie, energii wymaga transport, produkując 200 kg dwutlenku węgla dla otrzymania z drewna 1 MWh energii elektrycznej. A to obniża ilość zaoszczędzonego dwutlenku przy przejściu na drewno, a tym samym prowadzi do wzrostu ceny oszczędzania. Gdy się weźmie pod uwagę subwencję w wysokości 53 euro za wyprodukowanie 1 MWh, to, zdaniem Vettera, koszt oszczędności jednej tony dwutlenku węgla z przejścia z gazu na drewno wyniesie 264 euro. Zakładając oczywiście, że pozostały etap procesu (w elektrowni) jest neutralny z punktu widzenia emisji dwutlenku węgla. A chyba tak nie jest.

Paliwo i wasze pieniądze

Przez ostatnie kilka lat, naukowcy doszli do wniosku, że pierwotny pomysł, w którym wytwarzany dwutlenek węgla wyprodukowany przez elektrownię miałby być zrównoważony przez dobre zarządzanie lasami, był nadmiernym uproszczeniem. W rzeczywistości, zneutralizowanie emisji dwutlenku węgla zależy od rodzaju lasów, od tego, jak szybko rosną drzewa, czy wykorzystujemy jedynie wióry drewniane, czy też całe drzewa i tak dalej. Jeszcze inna agenda UE, Europejska Agencja do Spraw Środowiska, doszła do wniosku w 2011 r., że „palenie biomasy, które miało być dla natury neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla… nie jest poprawne… gdyż nie uwzględnia tego, że wykorzystywanie ziemi do produkcji roślin przeznaczonych jedynie do produkcji energii oznacza, że ta ziemia nie będzie rodzić innych upraw, o innym przeznaczeniu, łącznie z sekwestracją dwutlenku węgla”.

Tim Searchinger z Uniwersytetu w Princetown oblicza, że jeśli do produkcji energii zostanie wykorzystane całe drzewo, jak to się czasami dzieje, emisja dwutlenku węgla może być porównywana do węgla (najbrudniejsze paliwo) o 79 proc. w czasie 20 lat i 49 proc. przez następne 40 lat i nie doprowadzi do redukcji dwutlenku węgla przed upływem 100 lat, czyli do czasu, gdy urosną zasadzone nowe drzewa. Ale, jak podkreśla Tom Brookes z Europejskiej Fundacji do Spraw Klimatu, „staramy się ograniczyć emisję dwutlenku teraz, nie za 100 lat”.

W skrócie, UE utworzyła system subsydiów, które kosztują majątek, prawdopodobnie nie redukują emisji dwutlenku, nie dopingują do wprowadzania nowych technologii energetycznych, ale które będą rosły jak żywopłoty z lejlandzkiego cyprysowca.

Tłumaczenie - Joanna Boczkowska-Crettenand

Factual or translation error? Tell us.