Na Cyprze, w małej śródziemnomorskiej republice pogrążonej w kryzysie gospodarczym o rozmiarach rzadko spotykanych w historii, arcybiskup Chrysostomos II, głowa Kościoła prawosławnego, bierze udział w debacie politycznej. Bez przerwy i bez ograniczeń.

Pod koniec marca europejski plan ratunkowy, w zamian za pożyczkę 10 miliardów euro, wymógł redukcję depozytów powyżej 100 000 euro w dwóch głównych bankach kraju. Gdy tylko nowy cypryjski prezydent, Nicos Anastasiades, zaakceptował ten plan, patriarcha zażądał dymisji ministra finansów i prezesa banku centralnego. A przecież w trakcie kampanii prezydenckiej, wyraźnie wskazywał na Anastasiadesa jako swojego wybrańca.

„Jego Eminencja Wielce Błogosławiony Jan Chrysostomos, arcybiskup Nowej Justyniany i całego Cypru”, udziela porad na wszystkie tematy. Patriarcha jest przede wszystkim biznesmenem stojącym na czele bogatego, bardzo bogatego Kościoła. Ma też podobno bardzo dobre stosunki z Moskwą. Bez wątpienia jest kluczową, najbardziej wpływową postacią na wyspie i, rzecz jasna, budzi namiętności.

„Idziesz na spotkanie z arcybiskupem?”, żartuje taksówkarz na drodze do archidiecezji, w sercu starej Nikozji otoczonej weneckim murem. „Zadbaj o swoje obrączki! Kościół jest przebogaty, to mafia!”.

Arcybiskup biznesmen

Wielce błogosławiony przyjmuje w Pałacu Biskupów, budynku w stylu neobizantyjskim, z eleganckimi galeriami zbudowanymi w latach 50. zeszłego stulecia. Na dziedzińcu znajduje się pomnik arcybiskupa Makariosa III, znakomitego poprzednika Chrysostomosa i pierwszego prezydenta Cypru po uzyskaniu niepodległości w 1959 r.

Tego ranka Chrysostomos II wita gości odziany w prostą niebieską szatę. Spod rękawa obszytego czerwoną wypustką błyska potężny złoty zegarek. Po rytuale całowania rąk na szacowną odległość, siedemdziesięciolatek z gęstą siwą brodą robi wrażenie człowieka serdecznego. Spoza okularów w delikatnej oprawce jarzą się przyjazne oczy, a twarz rozjaśnia szczery uśmiech.

W sprawie planu ratowania finansów kraju i związanych z nim drakońskich środków, które prezydent Anastasiades stara się obecnie złagodzić, „Wielce Błogosławiony” ma zdecydowaną opinię. „Sytuacja jest tworzona przez Niemcy, MFW i EBC. Ukarali Cypr”. Poczucie niesprawiedliwości powszechnie podzielane przez ciułaczy, z których wielu straciło swoje oszczędności z dnia na dzień.

Kościół, tak jak powinien, pomaga biednym. Otworzył popularne jadłodajnie.

Swoim bogactwem służy narodowi, ale nie bez świadomości biznesowej. W rzeczywistości obszerna kancelaria Chrysostomosa, zawalona teczkami dokumentów, z długim stołem do posiedzeń, przypominana biuro dyrektora generalnego korporacji.

Kościołowi Cypru nie wystarczały cenne nieruchomości ziemskie, stał się też największym udziałowcem browaru produkującego najpopularniejsze krajowe piwo, Keo, jak również głównym akcjonariuszem – na poziomie 29% – Banku Hellenic, trzeciej instytucji finansowej kraju. „Nie porzucimy go”, zapewnia arcybiskup. „Powiedzieliśmy rządowi, aby go nie tykał”, dodaje z lekka chichocząc i kręcąc brodą. Kościół miał również 5% akcji Banku Cypru, największego banku, obecnie w trakcie restrukturyzacji. Stracił je w wyniku interwencji najwyższej instancji finansowej.

Bliskie relacje z Moskwą

Kościół wynajął w Pafos, za 1,5 mln euro rocznie, 50 000 metrów kwadratowych, na których rosyjscy inwestorzy chcą zbudować hotel. Mówi się, że Chrysostomos ma dobre relacje z Moskwą, czemu w żadnej mierze nie zaprzecza. I powiada, że gdy poprzedni rząd chciał poprosić Moskwę o przedłużenie terminu zapadalności kredytu na 2,5 miliarda euro przyznanego w 2011 r., miał „w Europie spotkanie z rosyjskim patriarchą, który wstawił się u Putina”. Prezydent Christofias miał natychmiast skontaktować się z Putinem. Zadzwonił do niego dopiero trzynaście dni później. „Afront, który wzbudził niezadowolenie Kremla”, mówi patriarcha.

Podobnie jak jego rosyjscy prawosławni pobratymcy, Chrysostomos „jest bardzo nacjonalistyczny”, powiedział zagraniczny obserwator. Boom na rynku nieruchomości i wzrost w ostatnich latach przyciągnął do greckiej części wyspy, mającej 800 000 mieszkańców, około 100 000 imigrantów – Rumunów, Bułgarów, Filipińczyków i Pakistańczyków. „Oni wszyscy są dziećmi Boga, nie chcę ich zostawić, stwierdza na wstępie arcybiskup, ale gdyby ich tam nie było, nie byłoby bezrobocia”.

Kościół, który wytrzymuje wszystko

Jak wyjaśnić tę ciągłą obecność w debacie politycznej? „Kościół wyraża swoją opinię, ponieważ ma doświadczenie dwóch tysięcy lat”, furknął Chrysostomos. Tradycja rzeczywiście sięga jego założyciela, świętego Barnabasa, współczesnego Chrystusowi, który przepłynął niewielki przesmyk Morza Śródziemnego oddzielający Ziemię Świętą od wyspy Afrodyty.

„Nie należy rozpatrywać Kościoła cypryjskiego za pomocą zachodnich odniesień”, ostrzega Andreas Theophanous, profesor ekonomii na Uniwersytecie w Nikozji, zwolennik kontrolowanego wyjścia ze strefy euro. „Cypr został zdominowany przez Turków w XV wieku, papież nie przyszedł nam z pomocą, gdyż żądał w zamian, abyśmy mu się podporządkowali. Turcy zwrócili się do arcybiskupa, który stał się de facto główną postacią polityczną wyspy. Ludzie przekazywali swoje dobra Kościołowi, aby je chronił, to w ten właśnie sposób stał się bogatym”, informuje profesor. „Jeśli ta wyspa pozostała grecka i chrześcijańska, to jest to w 100% zasługą kościoła”, dodaje Chrysostomos II.

Najbliższe lata będą bardzo trudne dla Cypryjczyków. Według brukselskich prognoz dochód narodowy (PKB) spadnie w 2013 r. o prawie 9%,. Bezrobocie przekroczy 17% w 2014 r. Zagraża konieczność zaciśnięcia pasa na modłę grecką. „Wszystko załamało się w kilka tygodni”, powtarzają liczni mieszkańcy Nikozji, z których niejeden stracił z dnia na dzień połowę oszczędności swojego życia. Wszystko upadło, z wyjątkiem Kościoła, stojącego na fundamentach cypryjskiej skały od dwóch tysięcy lat.