Wspólne wartości – oto czym jest Unia Europejska. Pokój, wolność osobista, odrzucenie przemocy, sztuka kompromisu, rządy prawa – wszystkie one przyćmił chaos, w jakim pogrążyła się Unia. Nawet jednak polityczny bałagan nie zdołał rzucić cienia na wolną wolę Europejczyków, by żyć według wspólnych reguł, gwarantujących pokój i prawa człowieka.

Trudna przeszłość

Takie tam sobie ględzenie, prawda? Przyjrzyjmy się zatem dotychczasowemu życiu w Chorwacji. Jak nam się żyło w imperium austro-węgierskim? Chorwaci nie mieli w nim większego prawa do decydowania niż w Królestwie Jugosławii. To ostatnie, mimo pozorów demokracji, było w istocie proserbskim państwem policyjnym.

A co z Niepodległym Państwem Chorwackim istniejącym od 1941 do 1945 r.? Zbudowano je na ludobójstwie (Żydów, Serbów, Romów i komunistów), rasizmie i szowinizmie. A Socjalistyczna Federalna Republika Jugosławii? Oficjalnie była federacją, a w istocie komunistyczną dyktaturą w wersji „light”.

Państwem bez wolności słowa i swobody życia wedle własnych wyborów. W końcu mamy Chorwację pod rządami Franjo Tudjmana (1989–1992). I raz jeszcze była to nominalna demokracja, a w rzeczywistości nacjonalistyczna „demokratura” – państwo okradane przez własnych obywateli, tuszujące zbrodnie i tolerujące mowę nienawiści. Żaden z wymienionych bytów nie otaczał opieką wartości, takich jak pokój i prawa człowieka.

Pieniądze nie są najważniejsze

Tymczasem dla państw unijnych są to wartości fundamentalne. Unia Europejska jest pierwszą wspólnotą polityczną, która zniosła wewnętrzne granice, doprowadziła do pojednania i zjednoczenia wielu krajów demokratycznych, biorąc za podstawę ideały wolności jednostki oraz pokoju między narodami.

Wystarczy przypomnieć sobie, co się działo na Bałkanach w latach 90. zeszłego stulecia, by uzmysłowić sobie, że Chorwacja dokonała właściwego wyboru. Dlatego nie powinniśmy wyciągać zbyt pochopnych wniosków, zaglądając wyłącznie do naszych portfeli. Bieda to niebezpieczeństwo, na które Unia nie ma wpływu. Gdyby Chorwacja pozostała poza nią, sytuacja byłaby jeszcze gorsza.

Paradoksalnie kraj, gdy już się znajdzie we Wspólnocie, będzie mniej od niej uzależniony niż dotychczas. Konflikt o Zatokę Pirańską jest tego najlepszym dowodem. Najważniejsze nie są pieniądze, które można zarobić, lecz to, że zwyciężą pokój i wolność. Václav Havel, który jak nikt inny potrafił stawiać czoła wyzwaniom polityki, mawiał:

„Europa nie sprowadza się do ceny jednego worka kartofli”. Jego słowa doskonale pasują do Bałkanów, gdzie nie mamy w zwyczaju przywiązywać wagi do wartości. Jest to zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę to, jak często czuliśmy się oszukani. Tutaj ideały wykorzystuje się często do nabierania ludzi.

Odrodzenie

Wreszcie mamy okazję to zmienić. Akceptując prawa UE, podjęliśmy decyzję o odrzuceniu „samowoli”. Ważne jest, by mieć wystarczającą pewność siebie do przestrzegania samemu wartości, które wybraliśmy. W przyszłości nikt nie będzie mógł toczyć wojny przeciwko innemu państwu i udawać, iż robi to w imię dobra narodu.

Nikt nie ukryje zbrodni, przekonując, że tak będzie lepiej. Nikt nie zdoła oprzeć swojej polityki o fakt, że „jego żona nie jest Serbką ani Żydówką” [a tak mówił Tudjman].

A przede wszystkim, nikt nie będzie mógł zmieniać reguł gry wedle dla własnej wygody, co wydaje się powoli docierać do premiera Zorana Milanovića. Odtąd wiemy już, co wolno, a czego nie wolno. Dlatego tę ważną i doniosłą chwilę powinniśmy, co oczywiste, przeżywać z entuzjazmem, ale też zachować ostrożność.

Przypomnijmy sobie pełen melancholii toast wygłoszony przez wielkiego poetę Ivana Lovrenovića w 2004 r. podczas ponownego otwarcia Starego Mostu w Mostarze. „Jaskółki latają, ścigając się z wiatrem pod przęsłami mostu, a ja proponuję toast: „wróciliśmy”.