Nazywam się Cristina Fallarás i stałam się najbardziej znaną eksmitowaną Hiszpanii. Wolałabym mówić o czymś innym, ale temat w tym czasie i w tym kraju narzuca się sam. We wtorek, trzynastego listopada zeszłego roku o godzinie 19:40, na kilka godzin przed rozpoczęciem drugiego strajku generalnego w Hiszpanii, jakiś osobnik z dwudziestej izby [komorniczej] Barcelony zadzwonił do drzwi mojego mieszkania przy placu Universidad.

Słychać już było helikoptery policyjne i petardy pierwszych pikiet strajkowych, które zawsze tworzą u nas cokolwiek świąteczny nastrój. Dokładnie w momencie, gdy mój syn Lucas otworzył drzwi i powiedział: „Mamo, jakiś pan do ciebie”, przestałam, nie wiem jeszcze na jak długo, być pisarką, dziennikarką i redaktorką, aby zostać eksmitowaną, która może dać świadectwo na piśmie i przed kamerą. Historia na żywo, w pierwszej osobie, to wygodna narracja i trafia w sedno. Sama istota dziennikarstwa – przedmiot, podmiot i analiza, trzy w jednym.

Oddech Mojry

Teraz, drodzy czytelnicy, wyobraźcie sobie obszar tak duży jak kraj, rodzaj argentyńskiej pampy. Przerwijcie, cokolwiek robicie i puśćcie wodze wyobraźni. Jesteście tam? Dobrze, więc spójrzcie na tą ogromną rozpadlinę, nieustępliwą, brutalną, jakby wyrzeźbioną pazurami jakiegoś boga rozszarpującego ziemię, rozdziela ona tę równinę na dwie części.

Zieje z niej lodowaty oddech Mojry, bogini losu. Spójrzcie jeszcze raz, nagle jedna z tych dwóch części (uznajmy, ze względów sentymentalnych, że to jest ta po lewej stronie) zapada się w otchłań i nieruchomieje, zawieszona w mroku, porywając ze sobą wszystkich jej mieszkańców, oszołomionych, zdezorientowanych. I zadręczających się poczuciem winy.

Mieszkańcy drugiej części tej krainy, którą przywołaliście w wyobraźni, a którą nazywamy Hiszpanią pozostali na górze, bojąc się, że spotka ich ta sama dola, oczekując jej nawet, ale w nie tak groźnej postaci – cięcia w służbie zdrowia, opiece społecznej, ograniczenie niedawno wywalczonych przez kobiety praw, cięcia płac... Ich niezadowolenie jest zrozumiałe.

Ale w czasie krótszym, niż zajęło krajowi zademonstrowanie, że jego demokracja jest tyleż niezniszczalna, ile na pokaz, ci, którzy znaleźli się na tym zwalonym w przepaść odłamie, zostali pozbawieni wszystkiego. Za to, co zostało tym na górze, choćby to były resztki, chętnie oddaliby zdrowie i przyszłość.

Upadek

Piszę z czeluści, z tej upadłej części. Moje oczy zdążyły się przyzwyczaić do ciemności, już tak długo tu żyję. Dostrzegam nowych przybyszy. W 2009 i 2010 r. dwa miliony pracowników zasiliło szeregi bezrobotnych. Nie mają już niczego, w Hiszpanii zasiłki przyznaje się na okres dwóch lat. A od 2011 r. dołączyły do nas setki tysięcy absolwentów.

Stąd praktycznie nie widać tych, którzy pozostali na górze, trzeba wytężyć umysł

Widzimy, jak spadają, robimy im miejsce. Wszyscy tu wiemy, że jest to nieuniknione. Stąd praktycznie nie widać tych, którzy pozostali na górze, trzeba wytężyć umysł. Wiemy, jak żyją, co jedzą, co kupują, jak się ubierają i jak się przemieszczają, bo jeszcze niedawno byliśmy wśród nich.

Jednak ubóstwo osłabia pamięć i myślę, że to nam trochę pomaga. Ale ci, co są wyżej, w ogóle nas nie widzą. Nie są w stanie. Są to dziennikarze, komentatorzy, którzy próbują na próżno opowiedzieć o biedzie, eksmisjach i przyczynach samobójstw. Ale czy dadzą radę? Jeśli nigdy nie odcięto wam prądu, wody, wszystkiego, wasze wyobrażenie o nędzy jest fałszywe. Dlatego mogę wam dzisiaj pomóc. Bo to mówi eksmitowana.

Oczywiście, jestem zaskoczona, że znalazłam się tutaj, na dole. Eksmisja jest procesem długotrwałym, zaczyna się od zwolnienia z pracy, następnie prowadzi do sądu – jakbyście nagle zostali rozebrani do naga. Nadzy, pośrodku tej wielkiej alei, którą przejeżdżaliście o świcie w taksówce, rycząc ze śmiechu na lekkim rauszu.

Każdego dnia, około szóstej rano włącza się radio na moim nocnym stoliku, a ja wyrwana ze snu, pośród szumu wody z prysznica słyszę te dwa słowa: Wygrać życie! Bo tak naprawdę życie nie jest ci dane, musisz je wygrać. A jeśli nie wygrasz swojego życia, to czy to znaczy, że je stracisz? I ta myśl każdego dnia niespodziewanie wyciąga mnie z łóżka, nagą.

cdn.

Artykuł ukazał się po raz pierwszy w języku hiszpańskim 12 grudnia 2012 r. w argentyńskim czasopiśmie internetowym Anfibia.