Ukraina jest coraz bliżej podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Ciągle nie wiadomo jednak, jak zareaguje na to Rosja – a nie można wykluczyć, że Moskwa będzie gotowa naprawdę na wiele, by zablokować drogę Kijowa do Europy. Tak jak w 2008 r. piętrzyła przeszkody przed Gruzją, gdy ta aspirowała do NATO – i kilka miesięcy po deklaracji sojuszu o gotowości przyjęcia Tbilisi do swych struktur zaatakowała ten kraj.

„Dla Ukrainy stowarzyszenie z Unią Europejską powinno stać się ważną zachętą do dalszego budowania współczesnego państwa europejskiego”, mówił w sobotę 24 sierpnia prezydent Wiktor Janukowycz podczas uroczystości z okazji 22. rocznicy niepodległości.

Wprawdzie chwilę później dodał, że ważne są także dobre stosunki z Rosją, ale kolejność, w jakiej te kwestie wymienił, jednoznacznie pokazuje, jakie wiatry wieją dziś w Kijowie. Ten kraj stoi bowiem przed historycznym wyborem. Z jednej strony – Bruksela proponuje mu podpisanie umowy stowarzyszeniowej, z drugiej – Moskwa kusi umową celną. Jedno wyklucza drugie, Ukraina musi więc w tym roku dokonać strategicznego wyboru.

Sytuacja jest zero-jedynkowa. Brak podpisu w tym roku na dokumencie wynegocjowanym wspólnie z UE będzie oznaczał de facto jego odrzucenie albo przynajmniej zamrożenie go na kilka lat. W praktyce będzie wyrażał to, że Ukraina pokazała, gdzie jest jej strategiczny partner – na wschodzie, a nie na zachodzie. Musi więc teraz dokonać wyboru – dobre stosunki z Rosją albo stowarzyszenie z UE.

Cały artykuł można przeczytać na stronie dziennika Polska the Times