Wczoraj Parlament miał ten komfort, że mógł przez wiele godzin dyskutować na temat wiarygodności dowodów świadczących o tym, że Syria wykorzystała broń chemiczną, i o tym, czy użycie siły byłoby zgodne z prawem. Dobrze, że ta debata się odbyła, ponieważ żadna interwencja zbrojna nie powinna być podejmowana bez poprzedniego rozważenia wszystkich za i przeciw.

Trzy katastrofy w jednym głosowaniu

Wynik głosowania okazał się jednak katastrofalny. To katastrofa dla premiera, który źle ocenił własną partię. To katastrofa dla kraju, który odwrócił się od swoich tradycji sprzeciwiania się tyranii. To katastrofa dla koalicji zachodniej, którą podzielił sprzeciw Wielkiej Brytanii. I jest to oczywiście katastrofa dla Syryjczyków, którzy wiedzą, że mają mniej przyjaciół wtedy, kiedy potrzebują pomocy.

Jedynym pocieszeniem jest to, że głosowanie nie powstrzyma Zachodu przed interwencją. Prawdą, do której niewielu zabierających głos parlamentarzystów chciało się przyznać, jest to, że żadne głosowanie w Izbie Reprezentantów nie przesądzi o tym, kiedy albo czy w ogóle reżim prezydenta [Baszara] al-Asada upadnie i czy uciskanie syryjskiego społeczeństwa się skończy. Jedynym zachodnim rządem, który ma potencjalnie decydują rolę w kryzysie, jest ten Stanów Zjednoczonych.

Kiedy rozpoczęło się powstanie przeciw Asadowi, można było utrzymywać, że USA nie mają jednoznacznych interesów strategicznych związanych z tym konfliktem. Sytuacja się zmieniła, kiedy Obama stwierdził, że użycie broni chemicznej byłoby przekroczeniem czerwonej linii, które zmienia całą postać rzeczy. Ostatnio Asad tę linię cały czas przekracza.

Zagrożona wiarygodność

Za pierwszym razem Obama wykorzystał argument nieudolnych działań wywiadu w Iraku w 2003 r., aby dano mu więcej czasu, aż sytuacja się wyklaruje. Wie, że nie może użyć tej samej wymówki teraz. Jeżeli USA nie odpowiedzą zdecydowanie na masakrę ponad tysiąca cywilów w Guta z zeszłego tygodnia, ich wiarygodność jako sojusznika Izraela, Turcji i Jordanii oraz innych kluczowych graczy w regionie zostanie nadwerężona, być może nawet bezpowrotnie. Poza tym żaden inny reżim nie będzie się już wahał przed użyciem lub nabyciem broni chemicznej.

W Waszyngtonie, jak i w Londynie, politykom opozycji bardziej zależy na tym, aby mówić głosem społeczeństwa obawiającego się działań wojennych niż na wspólnych działaniach. John Boehner, przewodniczący Klubu Parlamentarnego Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów, oskarżył Obamę o to, że nie przeprowadził odpowiednich konsultacji i domaga się racjonalnego uzasadnienia jakiejkolwiek operacji.

Jest to nawet mniej zaskakujące w Ameryce niż w Wielkiej Brytanii, gdy się ma na uwadze liczbę ofiar śmiertelnych, straty materialne i pogorszenie wizerunku, które dotknęły USA przez ostatnie dwanaście lat walk w Azji Środkowej i na Bliskim Wschodzie. Byłoby rzeczywiście zaskakujące, gdyby większość parlamentarzystów w obu krajach popierała udział w nowym konflikcie zbrojnym w regionie, zaledwie kilkanaście miesięcy po tym, jak ich wojska wycofały się z Iraku. Nie oznacza to jednak, że analogie z Irakiem są prawidłowe, a interwencja w Syrii niewskazana.

Dyplomacja tu nie pomoże

Warto przypomnieć, że użycie broni chemicznej przez Saddama Husajna miało miejsce wiele lat przed atakiem USA i ich sojuszników na Irak i że dowody na ich zapasy nie zostały zweryfikowane. Kontrast z niedawnym użyciem w Syrii gazu oddziałującego na system nerwowy jest zatrważający. Dowody wskazujące na to, że reżim sięgnął poń w Guta, wydają się przekonujące.

Ban Ki Moon, sekretarz generalny ONZ, poprosił Obamę, aby pozwolił jego inspektorom skończyć pracę, zanim podejmie jakąkolwiek decyzję w sprawie operacji wojskowej. Prośba ta wynika nie z przekonania, że inspektorzy mogliby odkryć nowe dowody, które zmieniłyby lub złagodziłyby oskarżenia, ale dlatego, że chciałby zyskać na czasie, dzięki czemu „rozwiązaniu pokojowemu dano by jeszcze jedną szansę”. Owszem szukanie pokojowego rozwiązania jest dobrym pomysłem, ale dążenie do pokoju w Syrii poprzez dyplomację zawiodło na całej linii.

Atak wojskowy mający na celu zniechęcenie reżimu Asada przed kolejnym użyciem broni chemicznej i ograniczenie jego pola manewru w ich rozmieszczaniu nie wyklucza możliwości kontynuowania rozmów dyplomatycznych. Może się nawet okazać, że zmusi go do podjęcia negocjacji. Jest wiele gorszych scenariuszy, do których należy odwet Iranu wobec Izraela, ale najgorszy z możliwych dla Ameryki, w tym krytycznym momencie, polegałby na wysłaniu jasnego przekazu, że jej groźby nie znajdują pokrycia w czynach.