Ulica Tsaldari w Keratsini. Przed ciastkarnią świeże wiązanki kwiatów i znicze. To tu został zamordowany w nocy z 17 na 18 września przez neonazistę ze Złotej Jutrzenki młody piosenkarz hip-hopowy Pavlos Fyssas.

Zabójstwo Pavlosa, które zbulwersowało opinię publiczną i obnażyło – jeśli ktoś nie był dotąd tego świadom – przestępczy charakter neonazistowskiej organizacji, wpisuje się w przemyślaną strategię. Od kilku miesięcy partia, która powstała z tęsknoty za dyktaturą pułkowników, próbuje siać strach i zdobywać coraz większe wpływy na przedmieściach Pireusu, w dawnych dzielnicach robotniczych i bastionach związków zawodowych, boleśnie dotkniętych upadkiem przemysłu stoczniowego i kryzysem gospodarczym. W Keratsini, Nikai i Peramie, trzech sąsiadujących ze sobą gminach, większość mężczyzn pracowała w stoczniach lub w zakładach metalurgicznych.

Komunistyczny związek zawodowy PAME rządził zatrudnieniem, bronił z pozycji siły robotników i ich warunków pracy. W stoczniach zarabiało się 100 euro dziennie i nikt nigdy nie narzekał na brak zajęcia. Ale pod koniec 2008 r. wszystko się zawaliło. Pracodawcy zaczęli przenosić produkcję do Turcji, na Cypr i do Chin. Coraz mniej było dniówek, związki zawodowe skupiły się na utrzymaniu poziomu plac i warunkach pracy, nie udało się im doprowadzić do przedłużenia przez pracodawców umów zbiorowych. Większość robotników szybko pracę straciła.

Proste recepty, szczodre obietnice

Cztery lata później za nieliczne dniówki w stoczniach dostaje się dwa razy mniejszą płacę, kilka hut zostało zamkniętych, a robotnicy bez zajęcia po rocznym odszkodowaniu nie otrzymują już żadnej pomocy ani świadczeń społecznych. „Wielu ludzi obwinia za tę sytuację związki zawodowe i stojącą za nimi partię komunistyczną”, mówi Takis Karayanakis, były stoczniowiec z Peramy i były działacz związkowy. Złota Jutrzenka, ze swoim zajadłym antykomunizmem i odrzucaniem systemu politycznego „wyraża zagubienie i frustracje tych ludzi, którzy wszystko stracili.

Grunt jest sprzyjający, w wyniku kryzysu wielu wyborców przestało się już utożsamiać z jakąkolwiek partią polityczną

Jej recepty są proste, a obietnic nie żałuje. „To przez imigrantów”, „znajdziemy wam pracę”… Grunt jest sprzyjający, w wyniku kryzysu wielu wyborców przestało się już utożsamiać z jakąkolwiek partią polityczną. Przykładem tego jest mieszkaniec Keratsini, Dimitris Karavas. „Zawsze głosowaliśmy z rodziną na [centroprawicową] Nową Demokrację. Ale dziś nie mamy na kogo głosować”, powiada. Jest taksówkarzem, musi pracować, jak mówi, czternaście godzin dziennie, żeby zarobić w najlepszym razie 20 euro. „Trzeba starać się zachować zimną krew, a to niełatwe, rozumiem, że ludzi kusi głosowanie na Złotą Jutrzenkę”. On sam wolał w ogóle nie głosować w ostatnich wyborach.

Złota Jutrzenka wciska się powoli w dotąd niezagospodarowane przestrzenie. Zeszłej zimy jej oddziały wtargnęły w Peramie do lokalnego oddziału NGO Médecins du Monde, żądając wydalenia imigrantów. Kilka kawiarń i stacji benzynowych w gminie zamieniło się w siedliska organizacji, greckie flagi, potężne muskuły i czarne stroje nie pozostawiają wątpliwości, z kim mamy do czynienia.

Partia pokrywa koszty poniesione na adwokatów. „Złota Jutrzenka to nasza jedyna nadzieja”, rzuca przed kawiarnią Tassos robotnik bez pracy. Że to organizacja przestępcza, zdolna człowieka zabić? „No to co? Dziś ludzie umierają z głodu i jakoś nikt o tym nie mówi…”, odparowuje mężczyzna, nie próbując nawet powstrzymać wściekłości. Podobnie jak inne osoby obecne tego ranka w kawiarni mieszczącej się w okolicach stoczni w Peramie ma tylko jedno życzenie: „zobaczyć Samarasa [premiera z Nowej Demokracji] i Venizelosa [numer dwa w rządzie, z Pasoku] na szubienicy”. Nie chce więcej słyszeć o tych dwóch partiach, które rządziły na zmianę w Grecji w ciągu ostatnich czterdziestu lat.

Złota Jutrzenka najwyraźniej przystąpiła do demonstracji siły wobec historycznych związków zawodowych przemysłu stoczniowego. Około dziesięciu dni temu, kiedy związkowcy z PAME rozwieszali plakaty w pobliżu stoczni, około czterdziestu członków Złotej Jutrzenki ubranych w czarne stroje, z pałkami w ręku, pojawiło się nagle na sąsiednich ulicach. Dziewięciu związkowców zostało rannych.

Zbiorowa amnezja i poczucie beznadziei

W Pireusie partia ta zaczęła się pojawiać w przestrzeni publicznej na początku 2012 r.

W Pireusie partia ta zaczęła się pojawiać w przestrzeni publicznej na początku 2012 r. Około dwudziestu jej członków robiło w sobotę lub w niedzielę popołudniu wypady do centrum miasta. Stawali się coraz bardziej agresywni, w miarę zbliżania się terminu przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Dwukrotnie otoczyli i pobili działaczy antyfaszystowskich.

„Jest coraz więcej napaści skierowanych bezpośrednio przeciwko ludziom lewicy, uważa mieszkaniec Pireusu, Dimitris Kousouris. Dochodzi do nich w biednych robotniczych dzielnicach, gdzie neonazistowska partia postanowiła wygrać ‘uliczną bitwę’, jak sami te działania nazywają. Oczywiście postawili sobie za cel uderzenie w niedobitki zorganizowanego ruchu robotniczego”. Dimistris Kousouris, historyk specjalizujący się w historii Grecji lat czterdziestych ubiegłego wieku, sam był jako działacz studenckiego ruchu związkowego kilkanaście lat temu ofiarą napaści dokonanej przez członka Złotej Jutrzenki – w czasach, gdy była ona niewielką grupką okładającą na uczelniach lewaków. Potem Złota Jutrzenka coraz częściej uderzała w imigrantów – zwłaszcza Albańczyków, później Afgańczyków i Pakistańczyków – a trzy lata temu neonazistowska partia zaczęła przenikać do położonej w środkowo-północnej części Aten dzielnicy (Aghios Pantéléïmonas) zamieszkanej przez ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej, dopuszczając się tam rasistowskich ataków przy obojętnej – czy wręcz sprzyjającej postawie policji

Takis, wraz z innymi działaczami lewicowymi, założył w Peramie grupę samopomocy, która organizuje rozdawanie żywności, kursy pomocy dla uczniów i działania mające zmobilizować ludzi do protestów przeciwko polityce oszczędności. Członkowie grupy spotykają się co tydzień na walnym zebraniu. Dręczy ich sprawa wciąż rosnącej w siłę Złotej Jutrzenki. W ostatnich miesiącach kilka osób odeszło z grupy i zasiliło szeregi neonazistowskiej partii.

„To niezbyt jeszcze ostra wojna domowa, która jest owocem pewnego rodzaju zbiorowej amnezji i poczucia beznadziei – połączenie tych dwóch zjawisk doprowadziło do przebudzenia się uśpionej od jakiegoś czasu faszystowskiej bestii”, analizuje sytuację historyk Dimitris Kousouris.