Austria to jeden z europejskich liderów. Dobrobyt widać tu na każdym kroku. Kraj może się pochwalić najniższym na Starym Kontynencie bezrobociem oraz wzrostem, który jest w stanie utrzymać nawet pomimo nieustających turbulencji wywołanych przez dwa nakładające się na siebie kryzysy: finansowy (wstrząsający całym światem) i ten lokalny, zagrażający strefie euro.

To wynik silnych związków z pozostającą w świetnej kondycji gospodarką niemiecką i Unią Europejską, ale szczególne znaczenie ma tu otwarcie, na jakie kraj – niegdyś na obrzeżach imperium Habsburgów – zdecydował się po upadku żelaznej kurtyny. A jednak w wyborach, które odbyły się tu w zeszły weekend, partie wpisujące się w charakterystyczny nurt tutejszego prawicowego populizmu poradziły sobie bardzo dobrze, zgarniając ponad jedną czwartą głosów.

To trochę mniej niż w 2008 r., kiedy to dobry wynik uzyskał przywódca Partii Wolności, Jörg Haider, który dwa tygodnie później zginął w wypadku samochodowym. Mimo to rezultat ów postrzegany może być jako symptom choroby toczącej cały Stary Kontynent.

Dla proeuropejskiego rządu wynik wyborów był dzwonkiem alarmowym

Dla proeuropejskiego rządu wynik wyborów był dzwonkiem alarmowym. Od trzydziestu lat Austrią rządzi zwykle sojusz dwóch największych partii: lewicowej i prawicowej. Centrowemu rządowi trzeba oddać, że dość sprawnie przeprowadził kraj przez kryzys gospodarczy, ale wyborcy jakoś tego nie docenili. Oba stronnictwa zanotowały najgorszy rezultat od końca drugiej wojny światowej.

Partie te ciągle mogą pochwalić się większością. Ich posłowie zajmują 99 ze 183 miejsc w parlamencie. „Wielka koalicja” będzie więc prawdopodobnie trwać. Ale sukcesy prawicowców, mimo że nie przełożą się na realny wpływ na rządzenie, martwią wielu Austriaków, którzy zdają sobie sprawę z obecnych tu ciągle postaw ksenofobicznych i wciąż mają w pamięci nazistowską przeszłość kraju.

Zapatrzeni w codzienność

Komentator magazynu Profil Georg Hoffman-Ostenhof napisał nawet, że wyborcy Partii Wolności wykazali się brakiem „świadomości historycznej”. Wyniki niedawnych wyborów mówią wiele o dzisiejszej Austrii, ale stanowią też kolejny rozdział w opowieści zatytułowanej „problemy Unii Europejskiej”. Pośród obywateli państw członkowskich Wspólnota jest bowiem dość uniwersalnie kojarzona z anonimową i odległą brukselską biurokracją.

Austria prosperuje na tle reszty Unii

Ludzie zdecydowanie częściej głosują w wyborach krajowych, pomimo faktu, że ich dzisiejszy i przyszły dobrobyt w coraz większym stopniu zależy od rozstrzygnięć na forum unijnym, gdzie spotyka się niemal 500 milionów ludzi. Jak zauważa Andreas Schieder, socjaldemokratyczny wiceminister finansów od 2008 r., fakt, że Austria prosperuje na tle reszty Unii (bezrobocie wynosi tu ledwie 4,5%), dla głosujących nie ma większego znaczenia. I przekonuje, że ludzie oceniają polityków na podstawie małych, codziennych doświadczeń, a nie „porównań z innymi”.

Analizy pokazują, że w przypadku słabo opłacanych robotników oznacza to jedno, że przez dwie ostatnie dekady byli oni coraz bardziej skłonni, by zamiast na tutejszą lewicę głosować na populistów. A inni? Nawet liberałowie czy biznesmeni interesują się przede wszystkim lokalnymi kwestiami, takimi jak długo odkładana reforma edukacji.

Do takich ludzi należy czterdziestojednoletni Bernhard Hoetzl. To on założył startup o nazwie kompany.com, który upraszcza tony rządowych dokumentów, zamiast nich oferując przedsiębiorcom zwięzłe profile firm, co ułatwiać ma handel międzynarodowy. Hoetzl mówi z dumą, że zatrudnia pracowników ośmiu różnych narodowości. Ale i on powiedział niedawno „nie” partiom z głównego nurtu i oddał głos na nową, wspierającą biznes partię Die Neos. W miniony weekend po raz pierwszy dostała się ona do parlamentu.

Dobrobyt, frustracja, ksenofobia

Nasz rozmówca pracował w Dublinie, Londynie i Szwajcarii, był też na Uniwersytecie w Stanford.Pod wieloma względami jest uosobieniem nie tylko sukcesu współczesnej Austrii, ale też jej paradoksów. Dobrobytowi towarzyszy tu bowiem silny nurt populistycznego niezadowolenia, wciąż obecna jest też ksenofobia, a jednocześnie coraz więcej ludzi korzysta z europejskiej różnorodności i odrzuca retorykę antyimigracyjną.

Hoetzl zatrudnia czternastu pracowników. Pośród nich jest Adrián Bolonio, informatyk pochodzący z przedmieść Madrytu. Jeszcze niewiele ponad rok temu dwudziestosiedmioletni Bolonio, podobnie jak większość młodych ludzi w Hiszpanii, nie miał pracy. Kupił więc bilet do Wiednia w jedną stronę. Spotkał się tu z Hoetzlem na lunchu. Od stolika wstawał z pracą. Dziś mieszka w stolicy Austrii razem ze swoją włoską dziewczyną. Przyznaje, że brakuje im słońca i znanej z południowej Europy kultury życia ulicznego. Ale jak mówi „Skoro musisz jeść, pracuj”.

Jest coraz mniej miejsc pracy dla słabo wykwalifikowanych robotników, co powoduje ich frustrację, która przekłada się na coraz niższe poparcie klasy robotniczej dla socjaldemokratów od 20 lat – ta grupa społeczna coraz częściej głosuje na populistów, jak pokazują analizy wyborów. Inni, nawet postępowi i przedsiębiorczy wyborcy, kierują się zdecydowanie lokalnymi sprawami – do których należą na przykład przekładane od dawna zmiany w edukacji – podczas głosowania.

Takie wybieganie myślą wprzód pomaga w wyjaśnieniu, dlaczego pośród Austriaków, którym z pozoru wiedzie się lepiej niż większości innych Europejczyków, wciąż tak wiele jest niezadowolenia. Podobnie jak Niemcy, Austriacy wyłamali się z obowiązującego ostatnio na Starym Kontynencie trendu i nie pokazali czerwonej kartki rządzącym. Przed nimi tak uczynili mieszkańcy dziesięciu europejskich państw. Mimo to, mieszkańcy Wiednia czy Grazu ciągle martwią się tym, co może przynieść im jutro.

Pokonać bezrobocie

Johannes Kopf, szef rządowego biura zatrudnienia mówi, że zarówno Amerykanie, jak i Europejczycy często pytają go, w jaki sposób Wiedeń zdołał utrzymać bezrobocie wśród młodych na tak niskim poziomie. Tłumaczy to tak: jeśli stracisz pracę, rząd zdecydowanie interweniuje. Potrzebujesz kursu językowego czy komputerowego? Państwo dołoży się do jego opłacenia.

Biuro Kopfa oferuje też zachętę finansową dla tych pracodawców, którzy zdecydują się na zatrudnianie długoterminowe.

Kopf tłumaczy bowiem, że walka z brakiem kwalifikacji i długotrwałym bezrobociem jest kluczowa dla zachowania spójności społecznej.

Jak dodaje, to na niej została zbudowana dzisiejsza Austria, ale też cała Europa. Z danych, którymi dysponuje, wynika, że na liście państw europejskich wydających najwięcej na walkę z bezrobociem wśród młodych Austria plasuje się wysoko. Więcej funduszy na ten cel przeznaczają tylko: Dania, Holandia i Belgia.

Ludzie zmagający się bezrobociem długoterminowym stanowią jedną czwartą wszystkich Austriaków pozostających bez pracy. To jednak o wiele mniej niż europejska średnia wynosząca aż 44%. „To problem ogarniający całą Europę i zagrażający europejskiego projektowi”, przekonuje Kopf.