Stało się. Przed nami kluczowy moment strategicznego ruchu zainicjowanego przez François Hollande’a, który znalazł się pod ostrym ostrzałem i swojego obozu i prawicy. Czy uda mu się jakoś z tego wybrnąć? Sądzę, że François Hollande powinien postawić sobie za cel przekonanie francuskich socjalistów do socjaldemokracji.

Musi „oczyścić” lewicę z marksizmu. Bo dostał w spadku partię, która – za co winę ponoszą wszyscy dotychczasowi socjalistyczni przywódcy, w tym i on sam – dokonuje opacznej analizy kryzysu, wzywając do powrotu do walki klas! Praca kontra kapitał! Partia Socjalistyczna (PS) nie wybiega w XXI wiek, tylko szuka schronienia w wieku XIX. Głównym problemem dla niej są nierówności, a więc trzeba opodatkować bogatych. Wybrany na prezydenta Hollande ma wokół siebie tłum doradców i ministrów, którzy reprezentują taki sposób myślenia. I ma parlament, w którym wielu posłów też tak myśli.

Polityk bez wizji

Już jako kandydat zdał sobie sprawę, że kryzys jest zjawiskiem bardziej złożonym i nie mieści się w tak uproszczonym rozumowaniu. Niewiele obiecał. Odważył się powiedzieć, że początek jego pięcioletniej kadencji będzie ciężki i że dopiero w drugiej jej części będzie można „rozdawać owoce”. Zachował się ostrożnie, niektórzy nazwą to nawet niezdecydowaniem.

François Hollande ma pewien kłopot – nie jest intelektualistą

François Hollande ma pewien kłopot – nie jest intelektualistą. To jego wielki dramat. Nie ma wizji. A ponieważ jest realistą i pragmatykiem, szybko sobie uświadomił, że socjalistyczny program jest już nieaktualny. Tyle że nie ma czego zaproponować w zamian, więc porusza się po omacku i hołduje kompromisowi. Działa na chybił trafił, w zależności od układu sił.

Jest człowiekiem małych syntez, brak mu tej wielkiej, syntezy socjalizmu i nowoczesności. I to właśnie ten brak tłumaczy, dlaczego poszedł w dwóch niewłaściwych kierunkach. Otoczony socjalistycznym aparatem pomstującym na nierówności, banki i CAC40 [francuski indeks akcji], nie od razu dostrzegł, że głównym problemem Francji jest jej słaba konkurencyjność. Przedsiębiorstwa zarabiają nie za dużo, tylko za mało!

Szybko jednak skorygował kurs pod wpływem wniosków płynących z Raportu Gallois [napisanego przez byłego prezesa EADS,Louisa Gallois, a dotyczącym konkurencyjności francuskiej gospodarki] Niejeden do dziś nie doszedł po tym do siebie, uznając tę „politykę podaży” za prezent dla pracodawców.

Inny błąd dotyczy budżetu. Początkowo tradycyjne myślenie PS skłania partię do podwyższenia podatków, podatków dla bogatych, w celu zmniejszenia deficytu. Odebrać bogaczom, dać innym – i od razu będzie lepiej! W kwestii ograniczenia wydatków – innego wariantu polityki oszczędności – prezydent też wyhamowuje. Jako socjalista nie chce, by ucierpieli na tym pracownicy budżetówki. No i ekonomiści radzą mu, żeby się zanadto nie spieszył.

Przy zerowym wzroście w 2012 r. uzasadnione keynesowskie racje nakazywałyby nie ograniczać za bardzo wydatków publicznych. Francji groziło, podobnie jak Włochom, pogrążenie się w recesji. Wniosek o odroczenie [procedury nadmiernego deficytu] i powrót do zapisów z Maastricht był uzasadniony, zresztą został przyjęty.

Życzeniowa polityka

Polityka będąca mieszanką uprzedzeń w stosunku do bogatych, ideologii Keynesa i wyborczej inżynierii doprowadziła do w 2012 r. do „podatkowego szoku”: 30 mld podatków. W kraju rekordowych opłat fiskalnych była to iskra, od której zapalił się lont podatkowego buntu. W 2013 r. jedna trzecia działań rządu skupiała się na ograniczeniu wydatków, ale nadal dwie trzecie na podatkach i to już nie tylko bogatych, ale wszystkich, włącznie z klasą średnią.

Rząd ma nadzieję, że w 2014 r. gospodarka ruszy, keynesowskie wymogi będą już łatwiejsze do udźwignięcia, 80% działań skupi się na oszczędnościach, 20% na podatkach. W 2015 r., obiecał Hollande, oszczędności budżetowe pochodzić będą w 100% z ograniczenia wydatków. Do całkowitego zwrotu dojdzie zatem dopiero za trzy lata, trochę za długo to będzie trwać. François Hollande dopracuje się wreszcie zdrowej polityki gospodarczej opartej na konkurencyjności i strukturalnym ograniczeniu wydatków.

Ale zbyt długo trwać będzie ta „dwuznaczność” i nie będzie to miało żadnych efektów pedagogicznych. Z jednej strony mamy malkontentów, którzy od rana do nocy pomstują w telewizji na prezydenta socjaldemokratę, z drugiej niezadowolenie podatników graniczące z buntem.

Co może zrobić François Hollande? Choćby miał zajść PS i jej większość od tyłu, powinien szybciej podążyć nowo obraną drogą. Nie przywrócono jeszcze francuskiej konkurencyjności, trzeba pójść dalej. Ograniczenie wydatków powinno być szansą na zwiększenie skuteczności służb publicznych. Chciał być socjaldemokratą? Niech nim będzie naprawdę. I politycy i podatnicy są już mocno poirytowani.