Już widać, jak tymczasowe i nieskuteczne były podejmowane kilka miesięcy temu decyzje. Nie chodzi tylko o to, czy przeznaczone wtedy kwoty na ratowanie pogrążonych w kryzysie krajów były wystarczające, ale przede wszystkim o to, że tamte decyzje, zamiast rozwiązywać problemy, jedynie odkładały je w czasie.

Tak zwane kraje peryferyjne strefy euro mają problemy strukturalne, a co za tym idzie, ich gospodarki są niekonkurencyjne. Na to nakłada się wysoki dług publiczny, a prawdopodobieństwo oddania go w całości jest dziś niskie. Odwlekanie reform, czy też udawanie, że nie są one aż tak potrzebne, tylko sprawę skomplikowało. Jednak najważniejszy jest tu brak strategii działania.

Dzisiaj widać, że kraje strefy euro nie mają opracowanego i przedyskutowanego planu wyjścia z kryzysu wypłacalności jednego z członków strefy. Tak długo, jak problem dotyczy jednego małego kraju, kraje członkowskie są w stanie dość szybko wysupłać ze swoich portfeli sumę wystarczającą do pokrycia jego finansowych potrzeb na kilka lat. Ale jeśli nieszczęście przytrafi się większemu państwu, to portfel bogatych krajów członkowskich może się okazać za chudy, by starczyło na poratowanie przyjaciela w tarapatach.

Teraz dostrzega się, że nikt w Europie, ani wcześniej, ani ostatnio tak naprawdę takiego wariantu poważnie nie przeanalizował. Pomysł, aby papiery zagrożonych krajów skupował Europejski Bank. Centralny, można było kilka miesięcy temu tłumaczyć potrzebą chwili. Jednak w żadnym wypadku nie może być to działanie systemowe i musi budzić poważny niepokój. Przede wszystkim dlatego, że EBC nie jest od ratowania zadłużonych krajów, ma się zajmować stabilnością wspólnej waluty.

Cały artykuł można przeczytać na stronie Dziennika Gazety Prawnej