Dzieci nazywają się Sascha, Aurélie, Erwin, Astrid, Camille, Julia lub Quirin. Są w różnym wieku, ale łączy je wszystkie to, że jedno z ich rodziców jest narodowości niemieckiej, a drugie francuskiej, że ci rodzice nie rozstali się pokojowo, więc one znalazły się w centrum bezlitosnej wojny między nimi i między wymiarami sprawiedliwości obu krajów.

Każdego roku w Niemczech rozchodzi się 30 000 małżeństw mieszanych, na 140 000 takich par, które przerywają swój związek w całej Unii Europejskiej. Żeby ułatwić procedury 14 krajów Wspólnoty, a wśród nich Niemcy i Francja, podpisało w czerwcu długo oczekiwaną konwencję rozwodową. Konwencja powinna wejść w życie z początkiem 2011 r. [patrz poniżej].

Rewolucja w sądzie

„Mamy dziś historyczny moment”, zapewniała podczas jej podpisywania niemiecka minister sprawiedliwości, Sabine Leutheusser-Schnarrenberger. Czternaście krajów UE porozumiało się co do wspólnej zasady – w razie konfliktu rozwód zostanie orzeczony w kraju, gdzie małżonkowie mieszkali przed rozstaniem.

Oznacza to duży postęp, dotychczas współmałżonek, który stawia się jako pierwszy przed sądem wybranego przez siebie kraju przesądza o systemie prawnym, jaki będzie zastosowany przy rozwodzie.

„W przypadku par francusko-niemieckich ojciec dziecka zainteresowany jest rozwodem we Francji, gdzie płaci się niższe alimenty. Matki wybierają Niemcy, bo tam przysługuje im dużo więcej praw”, podsumowuje Jean-Patrick Revel, francuski specjalista od prawa rodzinnego, praktykujący w Berlinie.

„Ale w bolesnej kwestii opieki nad dziećmi i miejsca ich zamieszkania nowa regulacja zbyt wiele nie zmienia”, dodaje prawnik. „Ponieważ inne międzynarodowe teksty głoszą, że wszystko, co się odnosi do dzieci, zależy od ich miejsca zamieszkania. Wymiar sprawiedliwości w Niemczech interpretuje tę zasadę bardzo rygorystycznie, w imię „dobra dziecka” – a tę formułę można odczytywać bardzo różnie.

Niemcy nie oddają dzieci

Dla sądu niemieckiego znaczy ona, że trzeba pozostawić dziecko tam, gdzie nastąpiła jego socjalizacja. W praktyce jest tak, że jeśli matka pragnie wrócić do swojego kraju, a dziecko rosło w Niemczech, to bardzo trudno przenosić je do Francji. Jeżeli trybunał orzekł, że istnieje ryzyko uprowadzenia, nie będzie mogło opuścić Niemiec nawet na czas wakacji”.

Wiele zaleceń Jugendamtu (niemiecki odpowiednik francuskiego Ddass – czyli administracji zajmującej się sprawami społecznymi), którego opinie są często podzielane przez niemieckie sądy rodzinne, pogłębia gorycz, gniew i niepokój nieniemieckich rodziców. Trzydziestoośmioletnia Caroline nie widziała swojego synka od 8 miesięcy. W chwili rozstania Sascha nie miał jeszcze roku.

Ojciec dziecka zamknął przedtem swoją francuską żonę w szpitalu psychiatrycznym. Czterdziestopięcioletniego Alaina, ojca urodzonej w Niemczech dziewczynki, pozbawiono prawa do opieki nad dzieckiem z uzasadnieniem, że jest prawie niewidomy, „jakby ktoś źle widzący nie mógł wychować swojego dziecka!”.

Karina, matka dwojga dzieci mogła przy sobie zatrzymać tylko syna. Starszą od niego córkę powierzono niemieckiemu ojcu – w myśl orzeczenia, że „dzieci znają się od niedawna”, więc ich rozłączenie nie jest problemem. Tego rodzaju decyzje, skrajne i niezrozumiałe, są czasem podejmowane również przy rozwodach par niemieckich. Ale jeśli dotyczą zagranicznego współmałżonka nieuchronnie budzą podejrzenie o dyskryminację.

Prawo do obojga rodziców

Jak może dochodzić do podobnych dramatów? „Niemcy i Francuzi mają całkowicie odmienna koncepcję prawa rodzinnego”, twierdzi prawnik Jean-Pierre Copin, który przez trzy lata uczestniczył w niemiecko-francuskim pilotażowym projekcie refleksji nad problemami rodziny. Projekt, zainaugurowany przez ministerstwa sprawiedliwości obu państw w 2003 r., został porzucony w braku źródeł finansowania.

„We Francji wychodzi się od zasady, że cokolwiek by było, dziecko ma prawo do obojga rodziców”, podkreśla prawnik. „W razie konfliktu dokłada się starań, by nigdy nie doszło do zerwania kontaktu z drugim rodzicem, a w najgorszym razie organizuje się wizyty pod odpowiednim nadzorem. Natomiast w Niemczech uprzywilejowuje się ‘ochronę dziecka’ na wypadek konfliktu między rodzicami.

Jeżeli konflikt jest zbyt gwałtowny, wymiar sprawiedliwości może zakazać kontaktu z jednym z dwojga rodziców. Może to motywować rodziców do obniżenia temperatury sporu. Ale sąd potrafi też doprowadzić do trwałej rozłąki, ryzykując, że spowoduje to zerwanie więzi uczuciowych”.

Porzuceni przez państwo

Wszyscy ci Francuzi, przekonani, że poświęcono ich na ołtarzu przyjaźni francusko-niemieckiej, od dawna przestali wierzyć, że ich kraj przyjdzie im z pomocą. Nie przywróci im tej wiary przypadek Françoise, która pomimo sprzeciwu ojca dziecka, za zgodą sprawiedliwości niemieckiej mogła powrócić do Francji ze swoim siedmioletnim synem Fabien.

Francuski sąd postanowił, że musi on wyjechać, by żyć w bliskości ojca – co było obciążone ryzykiem, że nigdy nie będzie mógł wrócić do francuskiej matki. Francuska sędzina stwierdziła, że ta matka zamieszkała z dala od jakiejkolwiek szkoły niemieckiej, a to grozi zerwaniem więzi między chłopcem a jego ojcem, który mówi tylko po niemiecku.

Francuscy rodzice francusko-niemieckich dzieci nie pozwalają sobie nawet na marzenia o podobnej decyzji wymiaru sprawiedliwości znad Renu. „Przestałem wierzyć, że pewnego dnia niemiecka sprawiedliwość skaże jakąś Niemkę za próbę oderwania jej dziecka od ojca”, wzdycha Alain. „Nawet gdy – jak w moim przypadku – ekspertyzy psychologiczne będą uwypuklały fakt, że matka nie jest właściwie w stanie wychować swojego dziecka”.