Przy braku pompy i ceremoniału, co typowe dla tamtejszej polityki, ministrowie z niemieckiej GroKo (skrót od Große Koalition – Wielkiej Koalicji, uznany niedawno za słowo roku) złożyli przysięgę przed przewodniczącym Bundestagu, obejmując swoje urzędy. Przedtem Angela Merkel otrzymała oficjalne błogosławieństwo od prezydenta Joachima Gaucka, podczas krótkiego i zdawkowego spotkania.

Bardzo skromnie rozpoczyna się trzecia kadencja niemieckiej kanclerz Angeli Merkel. Brakuje jej dwie kadencje, by dorównać Konradowi Adenauerowi i Helmutowi Kohlowi, wyprzedza o jedną kadencję Gerhardta Schrödera i remisuje z Helmutem Schmidtem.

Czy ta kobieta z Niemiec Wschodnich będzie kolejnym z wielkich kanclerzy Republiki Federalnej? Wiele będzie zależało od tego, co wydarzy się w relacjach z Europą, z tą Unią Europejską, która uzurpuje sobie prawo do reprezentowania całego kontynentu. Kiedy Merkel po raz pierwszy obejmowała urząd w 2005 r., Unia wciąż posługiwała się narcystycznymi hasłami, które wiązały jej nazwę z pokojem i dobrobytem. Ten europejski pokój nie zważał na liczne wojny, które członkowie owej nowej Europy, państwa kolonialne, prowadziły poza jej terytorium na początku ich obecności w Unii czy nawet dzisiaj, a także rozgrywające się na jej terenie, jak to było z konfliktem bałkańskim. A jeśli chodzi o dobrobyt, to on po prostu zniknął.

Europa podzielona

Tak więc w owej Europie, którą zastała Merkel, zniknęły dwa wielkie mity założycielskie. Na ich miejscu pojawiło się pęknięcie. Ono zawsze istniało, ale dziś jest wyjątkowo widoczne. Europa jest podzielona na różne kategorie. Do jednej z nich zaliczają się ci, którzy osiągnęli największe zyski z euro, broniący planu oszczędności i odzyskania całości długów przez ich banki, z Niemcami na czele. Do drugiej, pełnej wątpliwości i rozdartej – Francja. Portugalia, Włochy i Hiszpania oraz Słowenia, Cypr i Irlandia to kolejna, przechodząca różne stadia kryzysu i poniżenia, kategoria. I ostatnia, wyeksmitowana na peryferie i zdegradowana, od Grecji i Bułgarii po Rumunię i Albanię.

To właśnie ta podzielona Europa wystawi ocenę trzeciej kadencji Angeli Merkel

To właśnie ta podzielona Europa wystawi ocenę trzeciej kadencji Angeli Merkel, rozpoczynającej się inauguracją rządu sformowanego przez koalicję, której ona jest niekwestionowaną panią, przy miażdżącym poparciu parlamentu, bardzo niewielkiej opozycji, gdy ogólna sytuacja socjoekonomiczna w kraju jest dość dwuznaczna, ale stabilna, zwłaszcza, gdy porównać ją z tym, co dzieje się w większości krajów europejskich.

Sztuka reagowania na zaskakujące sytuacje

Twierdzenie, że nie oczekujemy niespodzianek w tym tak niestabilnym kontekście, byłoby głupotą. Prawdą jest, że to właśnie sugeruje umowa koalicyjna, licząca 185 stron, podpisana przez socjaldemokratów, których przywódcy ponieśli druzgocącą klęskę we wrześniowych wyborach, ale są zadowoleni, zajmując nowe fotele ministerialne. Rzeczywistości jednak nie dyktują dokumenty.

Zwłaszcza w czasach kryzysu, rządzenie jest sztuką reagowania na zaskakujące sytuacje. Angela Merkel chce podążać w jednym kierunku, ale zmieniające się wiatry mogą popchnąć ją w inną stronę.

Europa przechodzi kryzys nie tylko na Zachodzie. Na Wschodzie kiełkuje coś podobnego do zimnej wojny z Rosją. Unia Europejska, z Niemcami na czele, zdaje się traktować Ukrainę jako swoje tylne podwórko, utrudnia życie rosyjskim eksporterom i wraz z NATO szczuje moskiewskiego niedźwiedzia wszelkiego rodzaju militarnymi prowokacjami, takimi jak tarcze antyrakietowe przeciwko Iranowi, których nie zamierza usunąć mimo złagodzenia stosunków z Teheranem. Rosja już umieściła rakiety w regionie Bałtyku, a w niemieckiej umowie koalicyjnej nie figuruje tradycyjne założenie wycofania z terytorium Niemiec bomb amerykańskich, które wciąż się tam znajdują.