Po Nowym Roku tysiące etnicznych Węgrów w Rumunii zaczęły składać podania o węgierskie obywatelstwo. Pierwszym interesantem w Oradei był László Tőkés, którego aresztowanie w 1989 r. stało się iskrą zapalną obalenia rządów Nicolae Ceausescu.

Za nim pójdą Węgrzy na Słowacji, w serbskiej Wojwodinie i ukraińskim Zakarpaciu. Operacja może dać Budapesztowi nawet 2,5 miliona nowych obywateli, na tyle bowiem jest szacowana węgierska mniejszość w krajach ościennych.

Jednak w obliczu kontrowersyjnych posunięć premiera Viktora Orbana rozpoczęcie wraz z początkiem bieżącego roku „operacji paszport” przeszło niemal bez echa, a szkoda – jest bowiem jaskrawym przykładem podkradania sąsiadom ludności, co charakteryzowało raczej wieki średnie niż rozwinięte społeczeństwa postindustrialne.

Ludzie stali się cennym nabytkiem z powodu zapaści demograficznej Europy. Każdy pracujący człowiek zwiększa PKB i wypełnia lukę tam, gdzie ludności jest coraz mniej, daje szansę na kontynuowanie wzrostu, a przynajmniej powstrzymanie trwałej recesji.

Europejski wskaźnik płodności oscyluje wokół 1,5 dziecka na kobietę, w krajach prowadzących aktywną politykę pozyskiwania obywateli jest jeszcze niższy: na Węgrzech i w Rumunii – 1,3, w Hiszpanii – 1,4. Do wymienialności pokoleń potrzeba tymczasem wskaźnika 2,1.

Złe doświadczenia Europy, szczególnie zachodniej, z imigrantami o odmiennych korzeniach kulturowych sprawia, że teraz nie chodzi po prostu o dodatkowe ręce do pracy, ale o nowych obywateli możliwie podobnych z wyglądu i zachowań do rdzennej ludności, a najlepiej rodaków rozsianych za sprawą rozmaitych wydarzeń historycznych po innych państwach.

Cały artykuł (za opłatą) można przeczytać na stronieDziennika Gazety Prawnej