Jednym z osiągnięć utworzonego dziesięć lat temu Frontexu było wymyślenie wroga, który nie istnieje, nadanie mu realnych kształtów oraz umocnienie przekonania, że sięganie po wojskowe rozwiązania w kwestiach imigracyjnych i azylowych jest nie tylko słuszne, ale nieuniknione. Jeśli rozmawiamy dziś o operacjach zbrojnych wymierzonych w osoby uciekające od wojny i biedy (bo do tego tak naprawdę sprowadza się to, co zamierzają w Libii zrobić kraje unijne, strasząc opinię publiczną widmem przemytników ludzi współpracujących z Państwem Islamskim), dzieje się tak również dlatego, że Frontex we wzorowy sposób wypełnia symboliczną rolę przydzieloną mu przez rządy europejskie. W przykładny sposób „zarządza też współpracą operacyjną na granicach zewnętrznych” krajów członkowskich, jak to ujęto w jego misji.

Frontex powstał w następstwie rozporządzenia Rady UE z października 2004 i rozpoczął działalność w 2005 r. Agencja pomaga państwom unijnym skuteczniej kontrolować granice zewnętrzne Unii oraz deportować nielegalnych imigrantów. W tym celu Frontex otrzymał od rządów krajów Unii szerokie uprawnienia: nie ponosi odpowiedzialności za swoje działania i może naruszać prawa podstawowe osób zatrzymanych na unijnych granicach lub wydalanych z europejskiego terytorium.

W rzeczy samej, 6 maja Emily O'Reilly, Europejska Rzeczniczka Praw Obywatelskich, przedstawiła wyniki dochodzenia dotyczącego deportacji koordynowanych przez Frontex. Mówienie o przestrzeganiu praw człowieka w tym kontekście przypomina nieco dyskusję o bardziej cywilizowanych sposobach wykonywania kary śmierci. Już samo zmuszanie kogoś do opuszczenia kraju, w którym aktualnie przebywa i deportacja do państwa, w którym nie chce żyć, jest naruszeniem jego praw podstawowych. Powie ktoś, że państwa mają prawo decydować o tym, kto może przebywać na ich terytorium. Ale czy trzeba się uciekać do przemocy, by to prawo egzekwować?

Sprzeczne powołanie

Raport Emily O'Reilly nie tylko w jasny sposób opisuje przebieg wspólnych deportacji, gdy kilka krajów członkowskich organizuje lot do konkretnego państwa, dostarczając określoną liczbę zatrzymanych imigrantów (w kwestii tych kwot rządy unijne zaskakująco szybko dochodzą do porozumienia), ale także wskazuje na pewne niejasności w misji, jaką powierzono Frontexowi. Jednym z kluczowych zadań agencji jest ułatwianie i koordynacja deportacji. W agendzie imigracyjnej przedstawionej 13 maja, Komisja Europejska chce zmienić „podstawę prawną funkcjonowania Frontexu, aby wzmocnić jego rolę w obszarze deportacji”. Wiele instytucji na czele z Parlamentem Europejskim, Rzecznikiem Praw Obywatelskich oraz Europejskim Trybunałem Praw Człowieka wywiera presję na agencję, by zapewnić przynajmniej pozory poszanowania [prawa] podczas podejmowanych przez nią działań.

Aby zachować kruchą równowagę, Frontex ima się różnych sposobów: obwinia za swoje działania Komisję lub kraje członkowskie, stawia na atrakcyjny przekaz (za przykład służyć może publikacja z 2014 r. zatytułowana „12 sekund na decyzję”; stosuje uniki, by nie wdrażać lub stwarzać pozory wdrażania stosownych zaleceń.

Emily O'Reilly mówi np., że jest „głęboko rozczarowana”, ponieważ do tej pory agencja nie wypowiedziała się w sprawie rekomendacji sformułowanej przez jej poprzednika Nikiforosa Diamandourosa, który zalecił stworzenie mechanizmu bezpośredniego przyjmowania skarg od osób przekonanych, iż ich prawa podstawowe zostały naruszone podczas operacji Frontexu. Taki mechanizm mógłby utrudnić pracę agencji, nic więc dziwnego, że zalecenie padło na jałowy grunt. Ciekawe, które rekomendacje O'Reilly wdroży Frontex.

Zagrożona egzystencja

Oprócz prób uczynienia agencji „bardziej humanitarną”, od wielu lat różne organizacje i stowarzyszenia próbują podważać sam sens jej istnienia. Początkowo ich działalność koncentrowała się na Warszawie, gdzie znajduje się siedziba Frontexu, oraz Grecji, której granicę z Turcją nazwano w jednym ze sprawozdań w 2014 r. „laboratorium” agencji. Z czasem protesty rozprzestrzeniły się na inne kraje Unii, głównie dzięki takim kampaniom, jak Frontexplode i Frontexit oraz akcjom w rodzaju Dni Antyfrontexowych, które odbyły się w maju w stolicy Polski i innych miastach Europy. 15 maja aktywiści organizacji Watch the Med, niosącej pomoc imigrantom, opublikowali odezwę, proponując rozwiązanie, „które naprawdę położy kres utonięciom na Morzu Śródziemnym”.

Dopóki migracje będą przedstawiane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa, a nie zjawisko związane z rynkiem pracy, łączeniem rodzin i prawami człowieka, dopóty Frontex i rynek technologii służących inwigilacji będą rosły w siłę, ludzie nadal będą umierać na granicach Unii, a nasze rządy dalej będą nas wikłać w coraz bardziej realne, a nie wyimaginowane wojny.