Dwudziestego piątego października Prawo i Sprawiedliwość (konserwatywna partia PiS) Jarosława Kaczyńskiego odniosła zdecydowane zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Wszystko wskazuje na to, że będzie mogła samodzielnie utworzyć rząd – co jest sytuacją bezprecedensową w kraju, gdzie proporcjonalna reprezentacja doprowadzała czasami do bardzo kuriozalnych koalicji. Tymczasem lewica została całkowicie zmieciona i nie będzie miała ani jednego posła. W tej sytuacji, wielu komentatorów mówi o osłabieniu polskiej demokracji. Zwłaszcza, że PiS jest przedstawiany jako ugrupowanie autorytarne i nacjonalistyczne.

Czy słusznie? Z pewnością partia Kaczyńskiego nie jest klasyczną prawicą w rozumieniu zachodnim. Czy jej program jest bardzo konserwatywny? Na pewno w kwestiach moralności: kiedy Kaczyński był premierem w latach 2005 i 2007, przeciwstawiał się temu, aby nauczyciele „manifestowali" swoją orientację seksualną. Ponadto, grupa posłów PiS domagała się zapisania w ustawie podstawowej – konstytucji – zakazu aborcji. Ale prawo zezwalające na aborcję jedynie w skrajnych przypadkach obowiązuje już od 1993 roku, a liberałowie i partie lewicy, które w międzyczasie były u władzy, tych zapisów nie zmieniły. Można to wytłumaczyć rolą kościoła katolickiego w Polsce, którego pozycja jest respektowana przez wszystkie znaczące siły polityczne, nawet jeśli PiS utrzymuje szczególnie bliskie więzi z duchownymi. PiS uważa również, że religia, język i tradycja są filarami wartości narodowych, do których przywiązuje wielką wagę.

Czy jest nacjonalistyczna? Ten kwalifikator powinien być doprecyzowany. Czy traktować byłego francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego jako nacjonalistę, skoro z jego inicjatywy utworzono Ministerstwo imigracji i tożsamości narodowej? Prawo i Sprawiedliwość z pewnością wykorzystało kryzys uchodźców w atakach na liberałów z Platformy Obywatelskiej (dotychczas rządzącej PO) w trakcie kampanii. Ale tutaj znowu chodzi bardziej o pewną specyfikę narodową aniżeli rozłam ideologiczny – wszystkie polskie partie polityczne boją się masowego napływu imigrantów do jednego z najbardziej jednorodnych etnicznie krajów Europy – według Eurostatu, w 2014 roku 99,7% mieszkańców było narodowości polskiej. Jednak liczba ta nie uwzględnia wielu ukraińskich imigrantów, często nielegalnych lub „tymczasowych”. Tym niemniej PiS jest partią pragmatyczną i będzie zobowiązana do przyjęcia uchodźców, jeśli nie zechce osłabiać swojej pozycji we Wspólnocie. Ponadto Kaczyński i jego wyborcy nie uważają się za nacjonalistów i protestują, gdy się ich jako takich określa. W ciągu ostatnich dziesięciu lat ugrupowania, które jawnie wyznają tę ideologię nie przekroczyły poziomu 2% wyborców.

PiS jest również zaliczana do partii eurosceptycznych lub wręcz eurofobów, ale także i tutaj należy dokładniej wyjaśnić jego podejście do integracji europejskiej. Kaczyński obawia się, że Polska straci jakikolwiek wpływ na swoją politykę wewnętrzną w kwestiach moralności. Dlatego sprzeciwia się Europejskiej konwencji w sprawie zapobieganiu przemocy w rodzinie czy też edukacji seksualnej w szkołach, którą UE chce według niego narzucić.

Kaczyński nie jest też zwolennikiem szybkiego wejścia do strefy euro. Jednak również i w tym przypadku wydaje się, że problem nie jest natury ideologicznej, bo Platforma Obywatelska także niczego nie uczyniła aby wstąpić do strefy euro.

Co więcej, nieżyjący już były prezydent Lech Kaczyński, brat bliźniak Jarosława, był gorącym zwolennikiem powstania europejskiej armii. On też podpisał Traktat Lizboński, choć to członek PO był autorem sloganu „Nicea albo śmierć”. (Traktat z Nicei dawał Polsce więcej głosów w Radzie Europejskiej niż to przewidywała Konstytucja Europejska, która miała go zastąpić)! Tak więc PiS jest bardzo oddalony od eurofobicznego UKIPu lub nawet brytyjskiej Partii Konserwatywnej, która proponuje referendum w sprawie europejskiej przyszłości Wielkiej Brytanii. Jarosław Kaczyński ma świadomość znaczenia funduszy europejskich w rozwoju Polski jak też ważności Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (WPBiO) w kontekście kryzysu ukraińskiego.

Zachodnie media dopuszczają się zatem nadmiernych uproszczeń określając PiS jako partię nacjonalistyczną i eurosceptyczną. Jest to prawdopodobnie spowodowane wpływem jaki wywiera na nie polska prasa liberalna lub lewicowa –oceniana jako bardziej czytana – która lubi powtarzać, że Prawo jest Sprawiedliwość jest partią ekstremalną i stanowi zagrożenie dla demokracji. Należy jednak podkreślić, że prasa prawicowa również mówiła o zagrożeniu dla demokracji, gdy u władzy była Platforma Obywatelska.

Jednak reformy proponowane przez PiS nie są w żadnej mierze antydemokratyczne. To normalne, że przedstawiła ona kilka bardzo radykalnych pomysłów w czasie kampanii, aby wyróżniać się i przyciągnąć wyborców. Ale lata 2005-2007, gdy PiS był filarem koalicji rządowej, wykazały, że nie należy obawiać się autorytaryzmu w stylu Viktora Orbána. Wręcz przeciwnie, kiedy Kaczyńscy zdali sobie sprawę z tego, że nie mogą dalej rządzić z ugrupowaniami ekstremistycznymi, wezwali do nowych wyborów i w ten sposób umożliwili swoim rywalom przejęcie władzy. A ich polityka gospodarcza była bardziej liberalna (niższe składki na ubezpieczenie społeczne) niż PO (podwyżka VATu), pomimo ich interwencjonistycznego dyskursu.

Polska demokracja nie jest więc w niebezpieczeństwie, ale przez historyczną dominację polityczną w parlamencie poddana została próbie. Stanowi to wyzwanie dla mediów, dla pokonanej większości, która dotąd sprawowała władzę, jak i dla społeczeństwa obywatelskiego, które powinny w sumie odgrywać rolę przeciwwagi. Obecna konstelacja jest po prostu wynikiem zmieniających się układów gry, co jest właśnie dowodem na to, że polska demokracja ma się dobrze.