Umówmy się co do jednego: tę sprawę można potraktować z różnych punktów widzenia. Komuś przebywającemu tu, na wyspie, najłatwiej będzie powiedzieć – jak zwykle w takich przypadkach – że to niezwykle teatralne.

Bo też Lampedusa przypomina scenę, na której aktorzy z krwi i kości przedstawiają to, co zostało przepowiedziane bogatej Europie przez statystyki – inwazję świata islamskiego, mieszkańców Maghrebu.

Płyną z południowego zachodu, czyli ze zrewoltowanej Tunezji, zaledwie przez 3 dni zjawiło się ich 3 tysiące – a wyspa liczy niewiele ponad 5 tys. mieszkańców.

Skoro zaś z portu Zarzis wyruszyły kolejne łodzie, a morze pozostaje zupełnie spokojne, za kilka dni przybyszów będzie więcej niż wyspiarzy.

Na Lampedusie więc odbywa się swego rodzaju próba generalna w skali mikro tego, co mogłoby nas czekać w niedalekiej przyszłości. Próba generalna odbywa się we włoskim teatrze, ale spektakl dotyczy całej Europy.

Gdzie się podziała Europa?

Rząd ogłosił stan klęski humanitarnej. Wynajęto statki pasażerskie i samoloty (po 30 tys. euro za lot), aby przenieść chociaż część tej rzeszy ludzi uciekających przed wojną domową. Akcja jest szeroko zakrojona, ale trudno będzie sprostać przez dłuższy czas takiej fali uchodźców.

Po dwóch nieprzespanych nocach burmistrz De Rubeis mówi: „Robimy, co w naszej mocy, Lampedusa się nie uchyla, ale pośród całej tej gadaniny na temat tego, co z tym począć, zadaję sobie jedno pytanie , gdzie, do diabła, podziała się Europa?”.

W nocy z piątku na sobotę na wyspę dotarło 600 uchodźców z Maghrebu, rozlokowano ich w miarę możliwości w budynkach publicznych wszelkiego rodzaju. Według ministra spraw wewnętrznych Roberta Maroniego (który jako pierwszy mówił o stanie klęski humanitarnej) w ten tłum mogli się wmieszać agenci Osamy bin Ladena.

To poważne zagrożenie. Ale w takim razie, jak rozumieć to, że na owe setki stłoczonych ludzi na nabrzeżu oczekiwało siedmiu czy ośmiu karabinierów – reszta szczupłej załogi była zajęta rozmaitymi innymi wezwaniami. Na szczęście na pomoc pospieszył hufiec ofiarnych wolontariuszy.

A wieści napływające z drugiego brzegu Morza Śródziemnego nie napawają optymizmem. Reżim w Tunezji upadł, podobnie w Egipcie. Algierię ogarnęły wstrząsy, nawet „przyjacielski” Kadafi już nie śpi spokojnie pod swoim namiotem.

Stawić czoła nieuniknionemu

Rozgrywający się na naszych oczach kryzys będzie miał skutki trudne dziś do przewidzenia, ale tak czy owak wydarzenia te coraz bardziej przypominają efekt domina, który dwadzieścia lat temu zmiótł po kolei wszystkie reżimy realnego socjalizmu.

W ogniu zamieszek i wojen domowych ginie idea, że osadzenie to tu, to tam w regionie Maghrebu kilku dyktatorów pozwoli Europie uniknąć tego, co nieuniknione.

Lampedusa jest o rzut kamieniem od zrewoltowanych krajów i płaci za to cenę, ale strasznie się łudzi ten, kto sądzi, że cała sprawa zakończy się na tej wyspie.

Coś na ten temat wie Tarek, zitalianizowany Tunezyjczyk, który pomaga karabinierom w arcytrudnym zadaniu ustalania tożsamości przybyszów.

Pracuje dla organizacji humanitarnej i też od dwóch dni nie zmrużył oka. „Prawie nikt z ludzi, z którymi rozmawiałem, nie chce zostać we Włoszech. Mówią zwłaszcza o Francji. Albo o Niemczech.

Zaczynają swoją odyseję od rejsu na Lampedusę, bo to najbliższy skrawek lądu, ale ani im się śni tu zostawać.

Darmowe papierosy

A jednak tym razem warto poświęcić nieco uwagi tej wyspie. Radzi sobie sama, korzystając z dostępnych jej środków i na miarę swoich sił i robi to całkiem nieźle.

Burmistrz zarekwirował wszystkie autobusy linii publicznych, by ewakuować Tunezyjczyków z nabrzeży i rozwieźć ich, dokąd się da.

Wielkie żurawie portowe i wózki zwykle obsługujące miejscowe kutry przenoszą łodzie odebrane uchodźcom na dwa tiry, które wywożą je na składowisko w środku wyspy. Piekarnie pracują na okrągło, żeby wyżywić nieoczekiwanych gości.

I jeszcze – darmowe papierosy dla wszystkich. A pomyśleć, że zanim zaczęła się lawina uchodźców, wyspa była w buntowniczym nastroju. Rybacy strajkowali, hotelarze ogłaszali protest – bowiem paliwo dla kutrów kosztuje tu dwa razy więcej niż w reszcie Włoch. I jakby tego było mało...

Europa drepce w miejscu, Włochy ogłaszają stan klęski, a tymczasem Lampedusa zakasuje rękawy i robi, co się da. Prognozy meteo zwiastują nadejście kolejnych łodzi, pogoda się klaruje, a karabinierzy, kapitanat portu, celnicy i wolontariusze szykują się na najgorsze.