W tegorocznym konkursie piosenki Eurowizja 2009 Izrael reprezentowały Arabka i Żydówka, które śpiewały wspólnie . Utwór, zatytułowany „Musi istnieć inna droga” [There Must Be Another Way], wzywa do pokojowego współistnienia na Bliskim Wschodzie. Tekst mówi między innymi (po arabsku, hebrajsku i angielsku): „A kiedy płaczę, płaczę za nas oboje. Mój ból nie ma nazwy. A kiedy płaczę, wznoszę mój płacz ku bezlitosnemu niebu i wołam: musi istnieć inna droga…”.

W normalnych okolicznościach należałoby wznieść oczy ku temuż bezlitosnemu niebu i wyszydzić absurdalne pretensje dwóch gwiazdek pop. Ale ta piosenka przypomniała rozmowę z Palestyńczykiem Saadem, którego spotkałem w zeszłym miesiącu w Ramallah. Znalazł on sposób na rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego – Unia Europejska powinna przyjąć oba państwa, wchłonięcie ich w obręb nowej europejskiej tożsamości wykraczającej poza punkty sporne neutralizowałoby napięcia pomiędzy oboma narodami .

„Musimy zmienić sposób myślenia" – powiedział mi Saad. "Musimy przenieść ten konflikt na poziom ponadnarodowy”.

Zauważyłem, że jest pewien niewielki problem – mianowicie, że Izrael nie leży w Europie. „Izraelskie drużyny występują we wszystkich głównych europejskich turniejach, izraelscy piosenkarze śpiewają w konkursie Eurowizji – odparł – a Palestyna jest na garnuszku Unii”.

Ależ to absurd, upierałem się, przecież Izrael i Palestyna mają swoje odrębne, jakże różne tożsamości. Zgodził się z tym, ale zaraz dodał, że perspektywa uzyskania europejskiego obywatelstwa i wejścia do Unii odniosłaby natychmiastowy skutek.

Świadomość korzyści wynikających ze stania się częścią Wspólnoty stałaby się istotnym czynnikiem zmieniającym tożsamość obu narodów. Obecnie posiadanie obywatelstwa dowolnego unijnego państwa stało się marzeniem wielu Izraelczyków (którzy by tego dopiąć szukają swoich korzeni na Starym Kontynencie) i Palestyńczyków (zabiegających o azyl w krajach Wspólnoty). A tak nie trzeba by nic robić, ciągnął Saad, oba narody pozostałyby na swoim miejscu, zdawszy sobie sprawę, że mają swobodę podróżowania.

„W ten sposób rozwinie się owa nowa tożsamość. Izraelczycy nie będą już musieli być przez całe życie żołnierzami, a Palestyńczycy bojownikami” – stwierdził.

Idea wolności i bycia wolnym zmieni sposób myślenia ludzi. „Wszyscy staniemy się obywatelami" – wyjaśnił Saad (obecnie wszyscy Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu i w Gazie uważani są w świetle izraelskiego prawa jedynie za ‘mieszkańców’). Ograniczenia w podróżowaniu zostaną zniesione. Ludzie będą mogli podróżować po kraju i do Europy.

Takie rozwiązanie odbierze rację bytu ekstremistom po obu stronach. Nie będą już mogli wykorzystywać antagonizmu do nieustannego podgrzewania konfliktu. Palestyna z kraju rozwijającego się stałaby się krajem rozwiniętym; z odbiorcy pomocy stałaby się częścią systemu tworzenia bogactwa. Izrael zyskałby wreszcie poczucie bezpieczeństwa i mógłby funkcjonować jak normalne społeczeństwo.

Nie przekonał mnie ten plan, kiedy mi go przedstawiono, i nadal nie jestem przekonany, czy kiedykolwiek dałoby się wprowadzić go w życie, a jednak byłem zafascynowany. Zeszłotygodniowy konkurs Eurowizji i zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego przypomniały mi o mojej rozmowie z Saadem. Dla szukających rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego, musi istnieć inna droga.