Wyrok, który uznał na przykład hipotetyczną koordynację polityki fiskalnej albo wspólne unijne dowództwo sił zbrojnych za niekonstytucyjne, ma znaczenie nie tylko dla przyszłego niemieckiego stanowiska, lecz także niesie istotne implikacje dla tych wszystkich, którzy muszą się dopiero określić względem traktatu lizbońskiego.

Wyborcy w Irlandii, gdzie powtórne referendum na temat tego traktatu odbędzie się w październiku, mogą zechcieć przyjrzeć się bliżej uzasadnieniu niemieckiego trybunału. Ci głosujący na tak będą musieli mieć świadomość, że z jego powodu przez bardzo długi czas nie będzie żadnego innego porozumienia regulującego funkcjonowanie Wspólnoty. W tym pokoleniu może to być ostatnia szansa.

Chciałbym skupić się na trzech aspektach niemieckiego wyroku dotyczących podziału władzy pomiędzy krajami członkowskimi i Unią. Po pierwsze, trybunał zajmuje bardzo jasne stanowisko w kwestii suwerenności. Władza w ostatecznym rozrachunku musi znajdować się w jednym miejscu – dzisiaj tym miejscem jest państwo. Jeżeli chciałoby się przekazać suwerenność Unii, należałoby zastąpić konstytucję narodową jej wersją europejską. Ponieważ to się nie stanie, decyzja w swej istocie opowiada się za niezależnością narodową wewnątrz Unii Europejskiej. Władzą można się dzielić, suwerenność jest niepodzielna.

Po drugie, niemiecki trybunał nie uznaje Parlamentu Europejskiego za rzeczywisty organ ustawodawczy reprezentujący wolę jednego narodu europejskiego, lecz raczej za organ przedstawicielski państw członkowskich. To nie jest autentyczny parlament, twierdzą w swoim uzasadnieniu niemieccy sędziowie. Nie ma tam formalnej opozycji, nie ma koalicji popierającej rząd. Co prawda traktat lizboński wzmacnia jego kompetencje, ale nie usuwa, według FTK, jego podstawowej wady – nie sprawuje on skutecznej kontroli nad unijną władzą wykonawczą.

Po trzecie, i najważniejsze, trybunał wypowiada się jednoznacznie w kwestii, czy Europa ma się dalej integrować. Odpowiedź brzmi: nie. Państwa członkowskie muszą zachować suwerenność w następujących dziedzinach: prawa karnego, bezpieczeństwa, sił zbrojnych, polityki podatkowej, polityki społecznej, edukacji, kultury, mediów oraz relacji ze związkami wyznaniowymi. Innymi słowy, trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek następną umowę, która wprowadzałaby coś istotnego i była zgodna z postanowieniem niemieckiego trybunału. Na traktacie lizbońskim koniec.

Włączenie polityki fiskalnej do listy obszarów zarezerwowanych dla państw członkowskich jest interesujące zwłaszcza dzisiaj, kiedy debatuje się nad tym, jak reagować na kryzys gospodarczy. Zgadzam się z opinią zawartą w niemieckim orzeczeniu, że polityka makroekonomiczna powinna być zakotwiczona w jasno określonej strukturze decyzyjnej.

Jednak trybunał z prawidłowej przesłanki wyciągnął błędny wniosek, że odpowiedzialność za politykę fiskalną musi być umiejscowiona wyłącznie na poziomie narodowym. Decyzja taka wyklucza skuteczne zarządzenie kryzysem na poziomie unii monetarnej. Przekazanie wszelkich kompetencji państwom narodowym kłóci się z ideą wspólnej waluty.

Wyrok Federalnego Trybunału Konstytucyjnego odzwierciedla panujące obecnie w Berlinie nacjonalistyczne, postbismarckowskie nastroje. Nie chcę prorokować, co by się stało, gdyby doszło do rzeczywistego konfliktu. Każdy kraj połączony dzisiaj z Niemcami unią monetarną ma naprawdę poważne powody do niepokoju.