„'Niby' – bo jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to wiele rzeczy w UE jest wciąż na niby. Niby-ambasady, niby-jedność, niby-stanowczość. Prawdziwą dyplomację prowadzą jednak stolice państw UE, które zazdrośnie strzegą swojej suwerenności w tej dziedzinie” – przekonuje Jacek Pawlicki na łamach dziennika. Słaba pozycja Solany, który „niewiele mógł obiecać i zrobić” wpisana była w jego urząd. Mimo to, z wielką wprawą poruszał się „po świecie unijnej niby-dyplomacji”.

Stał się oczami i uszami Unii i pewnie dlatego odcisnął na niej swoje osobiste piętno. Następca Solany, któremu traktat lizboński, jeśli wejdzie w życie, da znacznie większą siłę, i tak zmierzy się z tym samym dylematem. „Albo będzie musiał dalej udawać, że znaczy i może więcej, niż naprawdę może. Albo zacznie się rozpychać łokciami, narażając się na konflikt z Paryżem, Londynem, czy Berlinem”.

Cały artykuł można przeczytać na stronie Gazety Wyborczej klikając na link: http://wyborcza.pl/1,75968,6809354,Pozegnanie_Solany.html